Czytanie świata. Olga Tokarczuk jako kultura poznająca historię

Komisja Teorii i Historii Historiografii oraz Metodologii
Historii przy KNH PAN oraz portal ohistorie.eu zapraszają do obejrzenia i
wysłuchania wykładu prof. Jana Pomorskiego p.t. „Czytanie świata. Olga
Tokarczuk jako kultura poznająca historię”.

Wykład odbył się w ramach cyklu ogólnopolskich seminariów
naukowych im. Prof. Jerzego Topolskiego, organizowanych przez Komisję Teorii i
Historii Historiografii oraz Metodologii Historii. Spotkanie prowadziła prof.
Ewa Domańska.

Jan POMORSKI: Czytanie świata. Olga Tokarczuk jako kultura poznająca historię

Zachęcamy Państwa do odwiedzania naszego portalu www.ohistorie.eu i lektury zamieszczanych na
nim artykułów, recenzji, opinii i wywiadów oraz oglądania i słuchania relacji
wideo i podcastów z organizowanych przez nas naukowych spotkań.

Zachęcamy także Państwa do subskrybowania naszego kanału na
platformie YouTube oraz polubienia profilu na Facebooku. 




Uczony, łagiernik, obrońca praw człowieka

Siergiej Kowalow

MAREK RADZIWON

Uczony, łagiernik, obrońca praw człowieka

Był cenionym naukowcem, jednym z najaktywniejszych
dysydentów epoki radzieckiej, łagiernikiem, po rozpadzie ZSRR pierwszym
pełnomocnikiem prezydenta Rosji do spraw praw człowieka, jednym z autorów
rosyjskiej konstytucji. Biografia Siergieja Kowalowa jest i typowa dla ludzi
jego pokolenia, i niezwykła. 2 marca Kowalow skończył dziewięćdziesiąt lat.

Całe życie chciał się zajmować nauką, był zdolnym biologiem
i miał ambitne plany. Studia na wydziale biologii Uniwersytetu Moskiewskiego
skończył w 1954 r., dość wcześnie obronił doktorat, został przyjęty do pracowni
Izraela Gelfanda, wielkiego matematyka radzieckiego na Uniwersytecie Łomonosowa
w Moskwie. Gelfand powołał miejsce unikatowe na ówczesne czasy i elitarne –
interdyscyplinarną pracownię, w której nad najważniejszymi problemami nauk
ścisłych pracowali wspólnie matematycy teoretyczni, fizycy, chemicy i biolodzy
jak Kowalow.

Na piątym roku studiów Kowalow podpisał swój pierwszy
publiczny list protestacyjny przeciwko Miczurinowi i całej oficjalnej wykładni
dotyczącej genetyki. List był pozornie niewinny, dotyczył po prostu programu
studiów – autorzy domagali się solidnych zajęć z genetyki, a nie referowania
hochsztaplerskich wymysłów Miczurina, chociaż oczywiście wiedzieli, iż każda
krytyka Miczurina, tym bardziej że rzecz działa się wprawdzie już po śmierci
Stalina, ale jeszcze w oczekiwaniu odwilży, będzie traktowana surowo jak
wystąpienie polityczne. Czy Kowalow rozumiał, że list może mu zaszkodzić w
studiach, utrudnić zrobienie doktoratu, nawet zamknąć drogę kariery naukowej, o
której marzył? „Czy przewidywałem jakieś nieprzyjemne konsekwencje? – zastanawiał
się po latach. – Powiedzmy, że liczyłem się z nimi” – odpowiadał zdawkowo.

O czasach dysydenckich, kalkulacjach i decyzjach, które
trzeba było podejmować, mówił tak: „żyliśmy chyba tak, jak żyją ludzie
wierzący: rób, co uważasz, że powinieneś zrobić, a będzie, co będzie”. Historia
z listem w sprawie Miczurina i to powyższe zdanie wydają się dobrze definiować
postawę dysydencką. Nie jesteśmy samobójcami i nie pchamy się do łagrów na
własne życzenie. Zdajemy sobie sprawę z możliwych konsekwencji naszych czynów,
ale jesteśmy gotowi je ponieść. I jeszcze – nie liczymy, że uda się zmienić
rzeczywistość, nie wierzymy, że nasze protesty powstrzymają bezprawne działania
władz, ale jednak protestujemy i jest to wybór etyczny, a nie polityczny.

Oczywiście w 1954 r. Kowalow nie był jeszcze żadnym
dysydentem. Samo pojęcie weszło do szerszego obiegu ponad dziesięć lat później.
Chociaż krytyczny wobec realnego radzieckiego socjalizmu, sądził wówczas, że
będzie mógł spokojnie pracować na swoim wąskim naukowym poletku. Pierwszy
prawdziwy protest polityczny, w którym Kowalow świadomie brał udział, zdarzył
się w 1965 r. Kowalow podpisał list z poparcia Andrieja Siniawskiego i Julija Daniela,
bezprawnie aresztowanych pisarzy publikujących swoje teksty za granicą. Niedługo
później, w sierpniu 1968 r., obserwował protest siedmiorga straceńców na placu
Czerwonym przeciwko wejściu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji. Nie
wszystkich ich znał, ale był pod silnym wrażeniem tej krótkiej, zaledwie kilkuminutowej
manifestacji. Później odwiedzał niektórych, m.in. Łarysę Bogoraz, Pawła Litwinowa,
na zesłaniu i wtedy właśnie wszedł w środowisko dysydenckie na dobre.

Siergiej Kowalow był jednym z założycieli Grupy Inicjatywnej.
W 1969 r. środowisko dysydenckie dojrzało do decyzji o założeniu pierwszej
organizacji. Myśl dojrzewała wcześniej, sporo było argumentów za, ale wciąż przeważały
racje przeciwników. W największym skrócie spór ten można byłoby streścić tak:
jedni mieli poczucie, że dalsze pisanie listów poparcia lub oświadczeń z
protestami nie przynosi efektów, potrzebne jest jakieś nowe, organizacyjne
otwarcie, inni zaś twierdzili, że budowanie struktury i organizacji spowoduje
silną represyjną reakcję władz – co innego kilkanaście nazwisk pod listem
otwartym, co innego zaś te same nazwiska przyodziane w podniosłą nazwę.

Kowalow był także jedną z najważniejszych postaci „Kroniki
Wydarzeń Bieżących”, najsłynniejszego, wychodzącego wiele lat pisma
radzieckiego samizdatu. Fenomen „Kroniki” opierał się na prostej zasadzie
wypracowanej na samym początku istnienia pisma: nie komentujemy, nie
publikujemy esejów i opinii, drukujemy suchą, możliwie wnikliwie sprawdzoną
informację. Po aresztowaniu Natalii Gorbaniewskiej Kowalow został jednym z
redaktorów pisma i miał świadomość, szczególnie od momentu, kiedy ujawnił swoje
nazwisko jako osoby przygotowującej „Kronikę”, że aresztowanie i wyrok
wieloletniego łagru jest kwestią czasu.

I rzeczywiście w 1974 r. KGB aresztowało Kowalowa, a kilka
miesięcy później doprowadziło do zasądzenia siedmiu lat łagru i trzech lat
zesłania. Pierwszy dzień procesu późną jesienią 1975 r. zbiegł się symbolicznie
z wiadomością o przyznaniu Nagrody Nobla Andriejowi Sacharowowi. Zbieg
okoliczności oczywiście, ale piękny i symboliczny.

Siergiej Kowalow wyszedł na wolność w końcu 1985 r. i szybko
stał się jednym z niewielu radzieckich dysydentów, którzy włączyli się w życie
polityczne Rosji. W latach dziewięćdziesiątych był deputowanym ludowym do Rady
Najwyższej, później, już po rozpadzie Związku Radzieckiego, deputowanym Dumy
Państwowej kilku kadencji, brał udział w pracach komisji konstytucyjnej,
odpowiadał za przygotowanie rozdziału drugiego konstytucji pt. „Prawa i
wolności człowieka i obywatela” (artykuły 17–64).

Przede wszystkim jednak Kowalow został pierwszym
pełnomocnikiem prezydenta Borysa Jelcyna do spraw praw człowieka. W grudniu
1994 r. w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej prowadził negocjacje między
wojskami czeczeńskimi Dżochara Dudajewa i oddziałami federalnymi, wiele
miesięcy podczas wojny spędził w Groznym, wreszcie podał się do dymisji na znak
protestu przeciwko działaniom władz federalnych i prezydenta Jelcyna, którego
oficjalnie miał reprezentować.

Kilka miesięcy później, w czerwcu 1995 r., był jedną z
najważniejszych postaci innego poważnego kryzysu na Kaukazie – ataku terrorystycznego
grupy bojowników Szamila Basajewa na szpital w Budionnowsku. Dzięki gorącej
linii telefonicznej, jaką nawiązał z ówczesnym premierem Wiktorem
Czernomyrdinem, zdołał doprowadzić do uwolnienia blisko tysiąca zakładników.

Kiedy przed dwoma laty Siergiej Kowalow odbierał doktorat
honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego, mówił w swoim przemówieniu doktorskim
tak: „Patriotyzm jest w moim pojęciu plagą społeczną, rodzi wrogość, w imię
patriotyzmu cały czas w świecie przelewa się krew. Patriotyzm jest zjawiskiem
poniekąd typowym dla wszystkich organizmów żywych, liczy miliony lat, pojawił
się zapewne w czasach pierwszych bezkręgowców. Daje się go sprowadzić do jednej
prostej zasady: trzymaj się »swoich«. Obawiaj się »obcych«, a jeśli nadarzy się
okazja – pożryj ich.

Ta naturalna prawidłowość świata zwierzęcego utrwaliła się
jako element życia społecznego. Ludzie dążący do zdobycia władzy (szczególnie
zaś ci, którzy władzę już zdobyli) deklarują patriotyzm jako podstawowe
kryterium moralne i etyczne. To kryterium zostało przyjęte i poparte przez
większość jako pewnik; jak bowiem nie przyjąć i nie poprzeć czegoś, co
wszystkim nam zostało dane z natury.

Natura tymczasem, pojęcie typowe dla darwinizmu, stoi z
etyką w sprzeczności. Etyka, w odróżnieniu od darwinizmu, pochodzi z porządku
filozoficznego, kulturalnego i religijnego. Kto nie ma okazji obserwowania
świata zwierząt, może sięgnąć po bogatą literaturę z zakresu etologii. […] Nie
są to kwestie wymagające szczególnych dowodów.

Lew Tołstoj pisał o patriotyzmie jako o uczuciu »wulgarnym,
szkodliwym, zawstydzającym i głupim«. Dla rządzących patriotyzm jest
instrumentem umożliwiającym osiąganie celów politycznych, dla rządzonych zaś
oznacza wyrzeczenie się godności, rozumu i sumienia. Potępienie patriotyzmu
jest moją idée fixe”.

Te bezkompromisowe i szokujące w pierwszej chwili słowa mają
w sobie coś z ducha tołstojowskiego właśnie. Ale oprócz odwołania do tradycji w
poglądach Siergieja Kowalowa jest też coś jeszcze. To, dla wielu utopijne, spojrzenie
w przyszłość: przed ludzkością stoją wyzwania, powiada Kowalow, których nie
załatwi naród, grupa, lokalna społeczność. To zadania globalne, wymagające
wspólnego działania i minimalnego poczucia ogólnoludzkiej solidarności.

Po polsku dostępne są (tłumaczone niestety z niemieckiego)
wspomnienia Siergieja Kowalowa pt. Lot białego kruka. Od Syberii po Czeczenię,
Amber, Poznań 1998. To skrócona wersja memuarów nagranych przed laty w Moskwie
przez Aleksandra Daniela i wydanych pierwotnie w Niemczech: Sergej Kowaljow, Der
Flug des weissen Raben von Sibirien nach Tschetschenien. Eine Lebensreise,
Rowohlt, Berlin 1997.

Krótsze fragmenty rozmów i wspomnień dotyczących wprawdzie
tylko działań Kowalowa w Czeczenii znajdziemy w opracowanej przez Piotra
Mitznera książce pt. Misja Kowaliowa, Ośrodek Karta, Warszawa 1996.

Natomiast niniejszy krótki zapis wspomnień Siergieja
Kowalowa jest fragmentem obszernej całości nagrywanej przeze mnie w latach 2012–2014.
Pierwsza część rozmowy autobiograficznej z Siergiejem Kowalowem, obejmująca
młodość i lata działalności dysydenckiej do upadku Związku Radzieckiego,
ukazała się w wydaniu książkowym: Marek Radziwon, Żyliśmy jak ludzie wolni.
Rozmowa z Siergiejem Kowalowem, Czarne, Wołowiec 2017.

Druga część, obejmująca rozpad ZSRR, lata dziewięćdziesiąte, wojnę w Czeczenii i pracę Kowalowa jako pełnomocnika prezydenta Federacji Rosyjskiej do spraw praw człowieka, została nagrana zimą 2018 r. i jest w tej chwili przygotowywana do druku.


[Poniżej tłumaczenie fragmentu wspomnień S. Kowalowa z udostępnionego zapisu audio - przypis redakcji].


Od tej chwili cała taktyka wobec dwóch odszczepieńców sprowadzała się do pytania, kto nas zwolni. Rada naukowa korpusu molekularnego, której sam byłem członkiem jako kierownik oddziału w naszym laboratorium u Gelfanda, nie miała na to ochoty. Zwróciła się więc do rady naukowej całego uniwersytetu, niech nas lepiej wyrzuca duża rada. Ale duża rada też nie chciała nas wyrzucać. Pracują w korpusie – powiadali – niech więc ich zwalnia rada korpusu.

I wtedy przekazano nam prośbę rektora MGU Iwana Pietrowskiego, ciekawego i w sumie przyzwoitego człowieka. Na tyle, na ile może być przyzwoity człowiek radziecki na wysokim stanowisku. Stanowisko samo w sobie ogranicza indywidualną godność, za stanowiska i honory trzeba płacić. Pietrowski nie był członkiem partii, nawiasem mówiąc Łysenko też nie był. I nikt go nie namawiał do wstąpienia, ponieważ wierni bezpartyjni też byli potrzebni. Iwan Gieorgijewicz był deputowanym do Rady Najwyższej ZSRR, a to wiele mówi. Na przykład to, że był współodpowiedzialny za przyjęcie całej masy potwornych ustaw i przepisów, m.in. artykułu 190 Kodeksu karnego. Jednocześnie dużo robił dla uniwersytetu, był po prostu dobrym człowiekiem. Krótko mówiąc, dotarła do nas taka oto prośba: odchodzimy na własną prośbę, a Iwan Gieorgijewicz pomoże nam potem w znalezieniu nowej pracy.

Izrael Mojsiejewicz Gelfand był wybitnym matematykiem, uczonym światowego formatu, który w pewnym momencie zainteresował się biologią, wcześniej zajmował się także fizyką. Miał świetne osiągnięcia w matematyce teoretycznej, ale interesowała go też matematyka stosowana, w tym właśnie zastosowania w biologii. Gelfand stworzył pracownię biofizyki teoretycznej i zebrał w niej wielu młodych ludzi, którzy czymś go zainteresowali. Zostałem bodaj pierwszym pracownikiem tej pracowni, akurat kończyłem studia doktoranckie, ale byłem jeszcze przed obroną doktoratu i Gelfand, otwierając pracownię teoretyczną instytutu biofizyki, uzgodnił na uniwersytecie, że zostanę zatrudniony w jednej z katedr – mniejsza już nawet w jakiej. Leonid Fiodorowicz Kruszynski zatrudnił mnie u siebie, nic tam właściwie nie robiłem, dalej zajmowałem się swoimi badaniami i pomagałem w organizowaniu pracowni teoretycznej. Potem pracowaliśmy w Instytucie Biofizyki i wreszcie Pietrowski zaproponował Gelfandowi stworzenie dużego laboratorium w korpusie molekularnym i zaproponował, żebym został na uniwersytecie i zajął się rozmaitymi sprawami organizacyjnymi. W ten sposób stałem się jednym z organizatorów wielkiego laboratorium biologii matematycznej u Gelfanda.

Zanim nas wyrzucono, u Gelfanda odbyła się cała seria narad i spotkań. Trzeba przy tym wiedzieć, że Gelfand był prawomyślny i miał aprobatywny stosunek do władzy radzieckiej, ale to był mądry człowiek, raczej niezależny i samodzielny w swoich poglądach. Zaczął nas z Saszą namawiać do odejścia na własną prośbę, a myśmy się jakiś czas opierali. Jeśli zdecydowano, że trzeba nas wyrzucić, no to niech nas wyrzucają, czemu niby sami mamy się zwalniać?

Korekta językowa: Beata Bińko




Przemoc seksualna w czasie drugiej wojny światowej


Realizacja wideo
dr hab. Piotr WITEK

Współpraca
Andrzej Włoch


Relacja wideo ze spotkania poświęconego książce Joanny Ostrowskiej pt. „Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej”. Jest ona pierwszą publikacją w Polsce podejmującą zagadnienie przymusowych pracownic seksualnych w czasie II wojny światowej. Dotychczas fakt istnienia domów publicznych nie tylko dla SS-manów czy oficerów Wehrmachtu, ale także dla robotników przymusowych i więźniów obozów był tabuizowany. W istocie była to kolejna odsłona przemocy niemieckich nazistowskich władz okupacyjnych wobec kobiet na podbitych obszarach.
Wnikliwe studium historyczne pokazuje zorganizowaną, zbiurokratyzowaną machinę wykorzystania seksualnego kobiet jako formy kontroli seksualności i przymusowej pracy.

O książce dyskutują:
dr Joanna Hytrek-Hryciuk (IPN O/Wrocław)
prof. UŁ Jolanta Kolbuszewska (UŁ)
dr Joanna Ostrowska (Gender Studies UW)
Prowadzenie: dr Ewa Solska (UMCS)




Zrozumieć „Młodszą Europę”. Misja i historia Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie


Realizacja wideo
Dr hab. Piotr Witek


Zrozumieć „Młodszą Europę”. Misja i historia Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie

W ramach debaty przybliżona została badawcza, formacyjna i kulturowa działalność IEŚW oraz rola i znaczenie tego typu instytutów w dyplomacji i polityce historycznej, w odniesieniu do relacji między historiografią, pamięcią historyczną i wielowymiarową polityką państwa.

W debacie panelowej udział wzięli:
Prof. Mirosław Filipowicz (KUL),
Prof. Sławomir Łukasiewicz (KUL),
Dr Marek Radziwon (Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza)
Prof. Aleksiej Wasiliew

 




Polsko-niemieckie miejsca pamięci – relacja wideo


Realizacja wideo:
dr hab. Piotr WITEK
Współpraca:
Andrzej Włoch


Portal ohistorie.eu razem z tygodnikiem POLITYKA i Ośrodkiem Brama Grodzka Teatr NN zorganizował spotkanie wokół „Pomocnika historycznego POLITYKI” i publikacji „Polsko-niemieckie miejsca pamięci”, red. Robert Traba i inni.

W debacie wzięli udział: prof. Robert Traba, red. Adam Krzemiński
Prowadzenie spotkania: Joanna Zętar

Termin: 2 kwietnia 2019 roku, godz. 17:00
Miejsce: Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, ul. Grodzka 21

FB: https://www.facebook.com/ohistorie/?m… https://twitter.com/ohistorie
TT: https://twitter.com/ohistorie




Żołnierze ludowego Wojska Polskiego w perspektywie historii mówionej

Realizacja: dr hab. Piotr Witek (IH UMCS)
Współpraca: Andrzej Włoch


O książce dyskutowali:

Prof. UŁ Kaja Kaźmierska (Uniwersytet Łódzki)
Dr Jarosław Pałka (Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią)
Michał Durakiewicz (Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie)
Prowadzenie: Wioletta Wejman (Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”)

Kaja Kaźmierska – socjolog, doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Łódzkiego. Specjalizuje się w badaniach biograficznych, zagadnieniach tożsamości i pamięci biograficznej. Autorka m.in. książki Doświadczenia wojenne Polaków a kształtowanie tożsamości etnicznej. Analiza  narracji kresowych oraz Biografia i pamięć. Na przykładzie generacyjnego doświadczenia ocalonych z Zagłady.
Jarosław Pałka – doktor historii. Zajmuje się realizacją nagrań wywiadów biograficznych. Współtworzy serwisy Relacjebiograficzne.pl i Audiohistoria.pl. W jego kręgu zainteresowań znajduje się historia wojskowości. Autor m.in. monografii Generał Stefan Mossor (1896–1957) oraz Michał Żymierski 1890–1989.

Spotkanie było częścią cyklu „Spotkania w Bramie” organizowanego przez portal Ohistorie.eu wraz z Ośrodkiem „Brama Grodzka – Teatr NN”. Jest to cykl otwartych seminariów humanistycznych pod patronatem Towarzystwa Historiograficznego, poświęconych historii Lubelszczyzny i tematyce badań nad Europą Środkowo-Wschodnią.

 




Ludobójstwo w perspektywie historyczno-socjologicznej

Realizacja wideo: dr hab. Piotr Witek


Wiek XX jest określany wiekiem ludobójstwa. Masowe zbrodnie nie są jednak zamkniętym rozdziałem historii. Obecne są w zbiorowej pamięci, rzutują na politykę historyczną państw. Wyjaśnienie i zrozumienie ludobójstwa stanowi przedmiot naukowych dociekań. Lech M. Nijakowski w książce Ludobójstwo. Historia i socjologia ludzkiej destrukcyjności (2018) przedstawił dyskusje wokół pojęcia genocydu, przeanalizował przykłady zbiorowej przemocy i wnikliwie przyjrzał się procesom społecznym, które sprawiają, że ludzie angażują się w akty masowej eksterminacji. Książka Lecha Nijakowskiego będzie punktem wyjścia do dyskusji z udziałem Autora i badaczy analizujących problem ludobójstwa w aspekcie prawnym i historycznym.

W dyskusji udzial wzięli:

prof. Agnieszka Kolasa-Nowak

prof. Lech NIjakowski

prof. Ireneusz C. Kamiński

dr Krzysztof Persak




Muzealizacja komunizmu

Realizacja wideo: dr hab. Piotr Witek


Zapraszamy do obejrzenia debaty

MUZEALIZACJA KOMUNIZMU

W rozmowie wokół książki Anny Ziębińskiej-Witek

Muzealizacja komunizmu w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2018

udział wzięli:

prof. Anna Ziębińska-Witek (UMCS),

prof. Izabela Skórzyńska (UAM),

prof. Rafał Wnuk (KUL)




WIDEO: Polacy i Ukraińcy na Lubelszczyźnie w latach okupacji niemieckiej (1939–1944), a współczesny konflikt pamięci o tych wydarzeniach

Ralizacja wideo: Piotr Witek, współpraca: Ewa Solska


Relacja wideo z debaty: Polacy i Ukraińcy na Lubelszczyźnie w latach okupacji niemieckiej (1939–1944), a współczesny konflikt pamięci o tych wydarzeniach

Tematem dyskusji były trudne relacje między społecznościami polską i ukraińską na południowo-wschodniej Lubelszczyźnie (w tradycji ukraińskiej południowej Chełmszczyźnie) podczas okupacji niemieckiej. Uczestnicy dyskusji próbują odpowiedzieć na pytanie jakie okoliczności doprowadziły do szczególnie ostrego w latach 1943–1944 antagonizmu między Polakami i Ukraińcami na tym terenie oraz jakie były tego następstwa? Ponadto dlaczego obie społeczności w tak odmienny sposób interpretują i wyjaśniają owe tragiczne wydarzenia? I czy istnieje sposób mówienia o nich, który niwelowałby fatalne skutki tzw. polityki historycznej i wynikający z niej m.in. współczesny konflikt pamięci o wspólnej, lecz niełatwej przeszłości?

W dyskusji udział wzięli: prof. Igor Hałagida, dr Grzegorz Kuprianowicz i dr Mariusz Zajączkowski.

Debatę poprowadziła Bogumiła Berdychowska

Termin: 3 grudnia 2018 r., godz. 19.00

Miejsce: Sala Czarna, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, ul. Grodzka 21.

 




Kilka refleksji na marginesie dyskusji „»Wychowanie ku niepodległości«. Publicystyka pisma »Spotkania«”

MAŁGORZATA CHOMA-JUSIŃSKA

Kilka refleksji na marginesie dyskusji „»Wychowanie ku niepodległości«. Publicystyka pisma »Spotkania«”

 

19 listopada 2018 r. w siedzibie Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” odbyła się dyskusja współorganizowana przez Ośrodek i portal Ohistorie.eu, poświęcona publicystyce niezależnego pisma „Spotkania”. W panelu wzięli udział: o. Tomasz Dostatni OP, publicysta, duszpasterz, inicjator wielu debat poświęconych przeszłości i współczesności, Agata Fijuth-Dudek, politolog, zajmująca się m.in. publicystyką Leopolda Ungera na łamach „Kultury”, Marek Kunicki-Goldfinger, historyk, autor przygotowywanej do druku biografii Janusza Krupskiego, oraz Krzysztof Żórawski, wieloletni współpracownik „Spotkań”. Rozmowę moderowała Małgorzata Choma-Jusińska.

Przypomnijmy w zarysie dzieje tego drugoobiegowego periodyku. W 1977 r. w środowisku studentów i niedawnych absolwentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zrodził się pomysł wydawania nieocenzurowanego pisma. Pierwszy numer „Spotkań. Niezależnego Pisma Młodych Katolików” ukazał się w Lublinie w drugiej połowie listopada. Głównym redaktorem i twórcą pisma był Janusz Krupski. W różnych okresach z redakcją „Spotkań” byli związani m.in. Janusz Bazydło, Zdzisław Bradel, Adam Konderak, Krzysztof Paczuski, Jan Andrzej Stepek, Jan Krzysztof Wasilewski. W stopce figurowali również działacze Studenckiego Komitetu Solidarności z Krakowa: Józef Ruszar (ps. Józef Ciszkowski) i Wojciech Oracz. Wokół „Spotkań” skupionych było około 30 osób, zajmujących się pracami redakcyjnymi, drukowaniem i kolportażem pisma. Natomiast lista osób współpracujących z pismem czy biorących udział w dyskusjach, które określilibyśmy jako programowe, była znacznie dłuższa i obejmowała grono wykładowców KUL, środowisko „Tygodnika Powszechnego”, „Więzi” oraz warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.

Oprócz czasopisma wydawano książki – w ramach „Biblioteki »Spotkań«”. Grupę łączyły więzy przyjacielskie, wzmacniane m.in. dzięki spotkaniom dyskusyjnym organizowanym w Lublinie w mieszkaniu Bożeny Iwaszkiewicz-Wronikowskiej. Środowisko „Spotkań” było również blisko związane z o. Ludwikiem Wiśniewskim OP, uczestnicząc w prowadzonym przez niego duszpasterstwie akademickim. W 1978 r. w Paryżu Piotr Jegliński, współinicjator działalności wydawniczej lubelskiej grupy, założył wydawnictwo Editions „Spotkania”, które przedrukowywało czasopismo i wydawało serię książkową.

W sumie wydano 35 numerów pisma o objętości od 70 do około 300 stron. Część artykułów była przygotowana specjalnie dla lubelskiego pisma. Niektóre teksty powstały z myślą o druku w oficjalnej prasie, ale po tym jak cenzura zakwestionowała ich treść, autorzy zamieszczali je w „Spotkaniach”. Lubelski periodyk pozyskiwał również materiały dzięki kontaktom na Zachodzie, zwłaszcza pośrednictwu Jeglińskiego w polskich środowiskach emigracyjnych i diasporach z innych krajów komunistycznych. Kilkakrotnie dokonano także przedruków z czasopism ukazujących się na Zachodzie. Dominowały teksty autorów z kręgów katolickich. Większość numerów otwierały dokumenty Episkopatu Polski lub teksty okolicznościowych homilii. Publikowane materiały z reguły zamieszczano w ramach bloków tematycznych dotyczących m.in. sytuacji Kościoła w Polsce, perspektyw rozwoju kultury w systemach totalitarnych, formowania młodego pokolenia czy ważnych wydarzeń bieżących, takich jak wizyta Czesława Miłosza w Lublinie w 1981 r. Wielokrotnie drukowano wypowiedzi księży: Franciszka Blachnickiego, Stanisława Małkowskiego, Józefa Tischnera, Ignacego Tokarczuka, ponadto zaś Wojciecha Chudego, Tadeusza Chrzanowskiego, Stefana Kisielewskiego, Jerzego Narbutta. W „Spotkaniach” ukazało się też kilka wywiadów Ewy Berberyusz z ważnymi postaciami życia intelektualnego.

Tytuł pisma stanowił swego rodzaju manifest postawy i deklarację ideową. „Spotkania” miały być przestrzenią dialogu, wymiany poglądów z ludźmi o innych zapatrywaniach. Patrząc na problemy Polski i świata oczami chrześcijan, twórcy pisma przykładali wielką wagę do refleksji nad samym Kościołem, postrzeganym i jako wspólnota wiernych, i instytucja. Ojciec Tomasz Dostatni zwrócił uwagę, że na łamach „Spotkań” rzucał się w oczy przede wszystkim obraz Kościoła posoborowego, kładącego nacisk na dialog z innymi wyznaniami. Jak podkreślił, szczególnym elementem tego obrazu było także ukazanie sytuacji katolicyzmu w Polsce w zestawieniu z położeniem Kościołów w innych krajach, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce tamtego czasu zupełnie nieznane były: codzienność katolików w państwach komunistycznych, skala represyjności władz, strategie przetrwania stosowane przez wiernych i księży czy inicjatywy kręgów katolickich na rzecz przestrzegania praw człowieka, zwłaszcza wolności religii. „Spotkania” konsekwentnie przybliżały czytelnikom te zagadnienia, publikując wypowiedzi autorów dobrze znających opisywane realia, jak artykuł dominikanina o. Aleksandra Hauke-Ligowskiego, który dzielił się wrażeniami z pobytu w Wilnie (Przyjeżdżajcie do nas a nie po złoto, nr 15), czy tekst czeskiego emigranta Aleksandra Tomsky’ego Kościół w Czechosłowacji (nr 19/20).

Nie sposób w skrócie ująć wielość głosów dotyczących Kościoła w Polsce, jego przeszłości, sytuacji bieżącej i wyzwań na przyszłość, zwłaszcza że w ciągu jedenastu lat ukazywania się „Spotkań” przechodził pewną ewolucję związaną z takimi wydarzeniami, jak wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża czy narodziny Solidarności i wprowadzenie stanu wojennego. W tym kontekście ważnym elementem obrazu Kościoła, jaki wyłania się ze „Spotkań”, było zaangażowanie wielu ludzi, duchownych i katolików świeckich, na rzecz stworzenia w Kościele przestrzeni dla różnych niezależnych inicjatyw pomocowych i kulturalnych.

Marek Kunicki-Goldfinger zwrócił uwagę, że jednym z najważniejszych elementów przesłania „Spotkań” było dążenie do wcielania ideału iunctim między doskonaleniem życia indywidualnego a właściwymi postawami w życiu zbiorowym. Ważnym wzorem takiej postawy był ruch neofilarecki z początku XX w., opisany przez Janusza Krupskiego w numerze 8, łączący dążenie do rozwoju intelektualnego, doskonałości moralnej z walką o niepodległość. W „Spotkaniach” należy zatem widzieć nie tylko pismo czy wydawnictwo, lecz także ruch na rzecz wartości, jak stwierdził prelegent.

Na łamach „Spotkań” w różnych kontekstach eksponowano myśl, że człowiek ze swej istoty jest zakorzeniony w społeczeństwie, jego samorealizacja jest możliwa tylko we wspólnocie z inni ludźmi. Konsekwencją tego ujęcia było podkreślenie wzajemnej odpowiedzialności człowieka i społeczeństwa. Człowiek ma prawo do życia w społeczeństwie i państwie, w którym jest poszanowana jego godność. Zobowiązanie moralne polega zatem na odrzuceniu ustroju, państwa czy organizacji, które uderzają w osobę ludzką, oraz tworzeniu instytucji pożytecznych społecznie i czynnym zaangażowaniu w ich działalność. W tym wyrażała się polityczność człowieka, przy czym polityka w „Spotkaniach” była rozumiana jako troska o dobro wspólne („Tadeusz Dąbrowa”, właśc. Wojciech Chudy, Człowiek polityczny, „Spotkania” 1982, nr 19/20).

W wypadku grupy skupionej wokół „Spotkań” zaangażowanie społeczne przejawiało się w inicjatywach wychodzących naprzeciw tym, którzy potrzebowali w danej chwili wsparcia – byli to np. robotnicy represjonowani po Czerwcu 1976, pracownicy Spółdzielni Inwalidów Niewidomych w Lublinie, którym zabroniono słuchać audycji religijnych, czy grekokatolicy w Polsce, których wolność wyznania naruszano w stopniu znacznie bardziej drastycznym niż katolików.

Środowisko „Spotkań” uformowane było w tradycji Rzeczypospolitej Jagiellońskiej. Wynikało to z konkretnej formacji uniwersyteckiej, zetknięcia z osobami urealniającymi tę tradycję, wybitnymi wykładowcami ukształtowanymi w atmosferze przedwojennego Wilna i Uniwersytetu Stefana Batorego, m.in. Ireną Sławińską i Czesławem Zgorzelskim. Prelegenci zgodnie jednak dostrzegli bardzo istotny wpływ Jerzego Kłoczowskiego. Redaktorzy i współpracownicy „Spotkań” (wśród których wielu było historykami lub historykami sztuki) z seminariów magisterskich i doktorskich u profesora Kłoczowskiego wynieśli spojrzenie na sprawy Polski w szerszym kontekście, na tle jej stosunków z sąsiednimi narodami i jej miejsca w Europie; spojrzenie łączące krytyczne myślenie o dziedzictwie historycznym z refleksją o współczesności.

Historia była stale obecna na kartach pisma. Krzysztof Żórawski zwrócił uwagę, że poza osobistymi zainteresowaniami redaktorów „Spotkań” istotne znaczenie miało poczucie ciągłości z doświadczeniami poprzednich pokoleń. Wspólna przeszłość i kultura dawały oparcie do budowania wspólnoty, przełamywania atomizacji społecznej. W realiach ograniczeń stawianych przez cenzurę „Spotkania” – jak zresztą cały niezależny ruch wydawniczy – miały także ogromne zasługi dla poszerzenia możliwości poznania zwłaszcza dziejów XX w. Zestaw tematów najczęściej poruszanych na łamach pisma nie budzi zaskoczenia, pokrywa się z rozkładem tzw. białych plam w powojennej historiografii. Były to zatem zagadnienia dotyczące II wojny światowej i historii Polski po wojnie, dziejów Kościoła, tematyki kresowej i łagrowej, biografie polityków i działaczy społecznych zepchniętych w okresie PRL w niepamięć. Ważnym osiągnięciem było wydanie w sumie ośmiuset stron dokumentów i relacji dotyczących rewolty na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. Był to unikatowy, bogaty materiał zgromadzony przez sekcje historyczne zarządów regionów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku i Szczecinie w dziesięciolecie wydarzeń („Spotkania” 1983, nr 23–25). Materiały dotyczące tematyki historycznej publikowane w czasopiśmie uzupełniały tytuły „Biblioteki »Spotkań«”, m.in. Wspomnienia z Kazachstanu ks. Władysława Bukowińskiego (1979), duszpasterza zesłańców; Józef Grzesiak Czarny Aleksandra Kamińskiego i Andrzeja Wasilewskiego (1980), biografia harcerza, żołnierza AK, więźnia stalinowskiego; Zapluty karzeł reakcji – poczytne wspomnienia Piotra Woźniaka, żołnierza AK, a po wojnie komendanta rzeszowskiego Okręgu Narodowego Związku Wojskowego, więźnia politycznego.

Wiele miejsca „Spotkania” poświęciły wejrzeniu we wspólną przeszłość Polaków i sąsiednich narodów. Na łamach czasopisma wielokrotnie podkreślano współzależność losów Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Zbudowanie pozytywnych relacji z sąsiadami, zwłaszcza Ukraińcami, uznawano wręcz za narodową rację stanu. Było to myślenie bliskie stanowisku „Kultury”, ukształtowane pod wpływem także – choć nie jedynie – paryskiego periodyku. Zresztą, jak zauważyła Agata Fijuth-Dudek, oddziaływanie „Kultury” można również dostrzec w myśleniu o miejscu Polski w Europie. „Spotkania” akcentowały bowiem dążenie do odbudowania w społeczeństwie poczucia przynależności Polski do wspólnoty europejskiej. Marek Kunicki-Goldfinger podkreślił, że było to jedno z pierwszych pism niezależnych w kraju, które od lat 70. konsekwentnie starało się postrzegać sprawy Polski w szerokim kontekście kultury, tradycji, przeobrażeń społecznych i politycznych w Europie. O tym, jak istotna była ta kwestia dla „Spotkań”, świadczy fakt, że akurat ten element programu środowiska został uwydatniony w treści oświadczenia wydanego zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Podkreślono wówczas znaczenie budowania świadomości miejsca Polaków „w Wolnym Świecie, w zjednoczonej, chrześcijańskiej Europie” (Oświadczenie przedstawicieli ruchu u redakcji „Niezależnego Pisma Młodych Karolików. Spotkania” 1981/1982, nr 17/18). Również w tej sprawie nie poprzestano na deklaracjach, środowisko nawiązało bowiem bezpośrednie kontakty z przedstawicielami liberalnych i chadeckich organizacji młodzieżowych na Zachodzie.

Autorzy „Spotkań” sięgali po różne formy publicystyczne, od homilii po obszerne artykuły przekrojowe, dotyczące np. dziejów stosunków polsko-ukraińskich czy polsko-żydowskich. Jednak – jak zwrócili uwagę prelegenci – szczególny wgląd w prezentowane tematy stał się możliwy dzięki mikrohistoriom. Opowieści o losach poszczególnych osób czy niewielkich społeczności pozwalały na zderzenie przeżyć Polaków i mieszkańców innych państw komunistycznych; unaoczniały głębię doświadczeń jednostkowych, miały rangę świadectw.

Ten przegląd zagadnień poruszanych w czasie spotkania nie wyczerpuje wszystkich tematów podjętych przez prelegentów. Tym bardziej nie w pełni oddaje różnorodność treści zamieszczanych w lubelskim periodyku. Należy mieć nadzieję, że będzie skuteczną zachętą do bliższego zapoznania się z intelektualnym dorobkiem tego środowiska, które oddziaływało na inteligencję katolicką w latach 70. i 80. XX w. Wiele zagadnień poruszanych na łamach „Spotkań” nie straciło aktualności. Zamieszczane tam opinie należy uznać za inspirujące również dla dzisiejszych czytelników.

Korekta językowa: Beata Bińko