Wiemy już skądinąd, że:
„Tę cechę zjawisk kulturalnych, przedmiotów humanistycznego badania, tę ich zasadniczą właściwość, że jako przedmioty teoretycznej refleksji są one już przedmiotami, komuś danymi w doświadczeniu, lub czyimiś czynnościami, nazwać możemy współczynnikiem humanistycznym tych zjawisk. Mit, dzieło sztuki, wyraz mowy, narzędzie, schemat prawny, ustrój społeczny są tym, czym są, jedynie jako świadome ludzkie zjawiska; poznajemy je tylko w odniesieniu do znanego lub hipotetycznie skonstruowanego kompleksu doświadczeń i czynności tych empirycznych, ograniczonych, historycznie i społecznie uwarunkowanych osobników lub zbiorów osobników świadomych, którzy je wytworzyli i którzy się nimi posługują.”[1]
Dla naszych celów, a więc przyznajmy, argumentowania na rzecz tezy, że idea współczynnika humanistycznego pomaga nam interpretować spory interpretacyjne wokół mechaniki kwantowej (czy szerzej fizyki) i koncepty przyrodoznawcze jako interpretacje humanistyczne, pomocne jest wydobycie z idei współczynnika humanistycznego tych jej cech, które ułatwiają nam to zadanie.
Dwa tu aspekty epistemologii Znanieckiego zalecają się w szczególności. Po pierwsze, Znaniecki wspomina w powyższym fragmencie, że „dysponentami” stosownego współczynnika humanistycznego są indywidua lub grupy partycypujące w badaniu, posiadające stosowne doświadczenie (empiryczne?). Zarówno osobniki, jak i grupy posiadają wspólnotowe doświadczenie. Inaczej mówiąc, obarczają zjawiska badane i/lub jego aspekty stosownym konkretnym wcieleniem współczynnika humanistycznego. Dla danej grupy/wspólnoty badawczej dlatego przedmiot badania jest, jaki dla nich jest. Jasne dla nich jest, co jest empiryczne a co teoretyczne (jak i czy na takie sfery postrzegania poznawczego dzieli się przedmiot poznania). Po drugie, wspólnotowe doświadczenie badawcze to – jak rozumiem – świadoma, racjonalizowana (?) kompetencja badawcza grupy lub indywiduum.
„Bez współczynnika humanistycznego mitu nie ma wcale; obraz jest – perswaduje Znaniecki – chaosem plam barwnych na płótnie; wyraz mowy jest dźwiękiem bez znaczenia; schemat prawny jest zbiorem dźwięków lub czarnych znaczków na papierze; ustrój społeczny – kompleksem bezsensownych ruchów organizmów żyjących; narzędzie – bryłą żelaza. Cała realność obiektywna tych zjawisk jako przedmiotów wiedzy humanistycznej, wszystkie cechy, które stanowią ich treść w oczach badacza, wszystkie związki, które każde z tych zjawisk łączą z innymi zjawiskami w obrębie świata kultury – wszystko to znika bez śladu z chwilą, gdy usuniemy współczynnik humanistyczny, gdy zjawiska te ujmiemy nie jako przedmioty czyjegoś doświadczenia lub kompleksy czyichś świadomych czynności, lecz jako rzeczywistość <<niczyją>>, o typie postulowanym przez nauki przyrodnicze.”[2]
Powiem więcej: Cała realność obiektywna nie tylko tych zjawisk (jako przedmiotów wiedzy humanistycznej) ale wszelkich przedmiotów poznania znika bez śladu z chwilą, gdy usuniemy współczynnik humanistyczny, gdy zjawiska te ujmiemy nie jako przedmioty czyjegoś doświadczenia lub kompleksy czyichś świadomych czynności, lecz jako rzeczywistość „niczyją”, o typie postulowanym przez nauki przyrodnicze.
Konkludujemy: powiadamy wyraźniej niż Znaniecki. Ze względu na wyłuszczone przez niego rozumienie współczynnika humanistycznego, a nadto jego opcję antynaturalistyczną w rozumieniu nauki – i humanistyki zwłaszcza – twierdzimy śmiało: Nie ma rzeczywistości „niczyjej”. Ani nauki humanistyczne ani też przyrodnicze nie postulują rzeczywistości „niczyjej”. I jedne i drugie są na drodze ku społecznemu pożytkowaniu, skazane na translację ich – choćby hermetycznie niedostępnych ustaleń – na język korespondujący ze światem praktycznego zdrowego rozsądku. Wówczas podmiotowy charakter przyrodoznawstwa staje się jawny.
[1] Znaniecki F., Wstęp do socjologii, Opracowanie tekstu i wprowadzenie Stanisław Burakowski, PWN, Warszawa 1988, s. 25.
[2] Tamże, s. 24-25.










