Przejdź do treści
ohistorie logo

ISSN 2545-3459

Menu główne
  • O nas
    • Wydawca
    • Redakcja
  • Ohistorie
  • Kategorie
    • Artykuły
    • Aktualności
    • Opinie
    • Varia
    • Wywiady
    • wszystkie
    • Edukacja
    • Filmy
  • Kontakt
  • Współpraca
    • Informacja dla Autorów
  • Archiwum Ohistorie
  • Dom
  • 2026
  • kwiecień
  • J
  • Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (7) Domy „dobre” w dawnym Krakowie
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (7) Domy „dobre” w dawnym Krakowie

Ewa Solska 3 kwietnia 2026 11 minutes read
fot dr Bartosz Kałużny

Domy „dobre” w dawnym Krakowie[1]

„Zrazu mieszkaliśmy z sobą pięknie…” – brzmi w tym zdaniu ponura zapowiedź tego, co miało nadejść. Pachołek z zamku wawelskiego Franciszek Motylowski opowiada koleje swego życia aż do dnia tragedii: „Tu, w Królewskich Młynach urodziłem się. Rodzice mi pomarli jeszcze w powietrze [czyli podczas uderzenia epidemii, M.W.], a mnie wziął był do siebie swak [powinowaty], który jest kościelnym u Św. Jakuba na Kazimierzu. I byłem przy nim aż do tego czasu, pókim nie poszedł na zamek za pachołka. Nie bawiłem się żadnym złym sposobem ani kompanii nie miałem z nikim podejrzanym. Jakom przystał za pachołka na zamek jest temu trzy lata i zarazem się też i ożenił”[2]. Zatem osiągnięcie stałego zatrudnienia zwiększyło jego szanse na rynku matrymonialnym i mógł założyć rodzinę. Szło jednak współżycie małżeńskie jak po grudzie.

„Zrazu mieszkaliśmy z sobą pięknie, dopiero nierychło poczęła o ladaco na mnie zrzędzić. Kiedy mnie obaczyła, że albo z kim gadam, to zaraz złe porozumienie o mnie miała. To hałas z tego między nami był, jednak obawiałem się jej bić, żebym jej [w te] miejsce nie uderzył ze złości. I kiedym się na nią najbardziej rozgniewał i bić ją chciałem, tom jej nie mógł uderzyć, tylko raz też przed tym złym uczynkiem pobiłem ją był kańczugiem, aż miała znaki od tego”. Z tego fragmentu zeznania wynika, że małżonka mogła być w ciąży, bo Motylowski zapewnia, że wzbraniał się przed biciem. Mieszkali razem już trzy lata, chociaż więc nie ma wiadomości o starszym potomstwie, poprzednie ciąże mogły zakończyć się poronieniami[3].

Wskutek rozwoju wiedzy medycznej możemy dziś próbować wejść w ciało i umysł dziewczyny, pozostającej samotnie przez całe dnie w domu, poddawanej inwazji hormonów zmieniających jej ciało dla rosnącego pod wątrobą dziecka. Pisze Cat Bohannon: „Ciało matki jest zadziwiająco odporne: maltretowane z każdej strony, wykształciło się w toku ewolucji tak, aby mogło być maltretowane w ten sposób i przeżyć […]. Rozmnażanie się w taki sposób, w jaki my to robimy, to brudna, niebezpieczna robota. Właściwie zupełna masakra”[4]. Zarówno dla ciała, jak i dla umysłu. Emocje kumulowały się, kiedy Motylowska mogła w końcu zobaczyć się z mężem jako osobą sobie najbliższą w rojnym mieście, a który słuchać o jej samopoczuciu i problemach nie chciał. Samopoczuciu temu nie pomagało bowiem malownicze usytuowanie miejsca zamieszkania na wzgórzu Wawel, które wynosiło zabudowania zamkowe i katedralne ponad zaduch i niezdrowe wyziewy miasta. Poza tym nie był to już pełen zbytku i przepychu dwór królewski, który przed niemal półtora wiekiem przeniósł się do Warszawy. Kobieta potrzebowała nie cudnych widoków na Tatry czy na wstęgę rzeki Wisły, ale drugiego człowieka i rozmowy.

Między małżonkami dochodzi w końcu do tragicznego finału. Jest lipiec, kiedy mówi do nas pachołek Motylowski: „Teraz zaś w wigilię Najświętszej Panny Szkaplerznej byłem u księdza u Św. Jakuba i podpiłem sobie u niego i przyszedłszy na zamek postąpiłem do kordegardy [wartownia, M.W.] i zawiesiłem siekierkę, a samem poszedł na starostwo. Żona zaraz poszła za mną, bo taki zwyczaj miała, że gdziem ja się obrócił, to ona zaraz za mną poszła. Usiadłem sobie w pokoju tamże na starostwie, a ona poczęła mnie iskać”[5]. Samotność młodej dziewczynie musiała straszliwie doskwierać. Nie znamy jej imienia i nic nie wiadomo o jej pochodzeniu. Miejsce pracy męża było na tyle blisko mieszkania, że mogła go widzieć, zamienić słowo albo zbliżyć się poufale poprzez tak intymną czynność jak wygniatanie insektów z ciała mężowskiego. Przesłuchiwany Motylowski mówi do protokołu w więzieniu ratuszowym: „Wtem począłem jej mówić: <<Moja kochana, widziszże też moją biedę, że też i na mnie ciężko. Możesz też iść na żniwo, przecie też i ty zarobisz>>”[6]. Wychodzenie ubogich mieszkańców miasta na okoliczne wsie w czasie żniw pozwalało zyskać dodatkowy, nieraz znaczny zarobek, kiedy folwarki i gospodarstwa kmiece musiały szybko uporać się z żęciem. Z zeznania osiłka wynika też, że Motylowskim nie przelewało się w domowym budżecie, chociaż na picie alkoholu ze znajomym duchownym pieniądze znaleźć umiał. Ale żona rzekła mu: „ja nie mogę robić” (dalsze trzy słowa – zapewne jej wypowiedzi – zostały pokreślone). To tym bardziej wskazuje, że w przeciwieństwie do wielu kobiet doświadczających często w swym życiu ciąży i dostosowujących elastycznie zatrudnienie do stanu swego zdrowia i samopoczucia, Motylowska nie znajdowała w sobie siły, by popracować jako żniwiarka. Może gdyby małżonek był w Krakowie rzemieślnikiem, pomagałaby by mu prowadzić zakład, usytuowany w pobliżu mieszkania. Byli jednak ubogimi ludźmi, żyjącymi z jednej, mężowskiej pensji, gnieżdżącymi się w jakiejś klitce na Wawelu.

Tymczasem jesteśmy na pokojach starosty królewskiego. To tam dochodzi do zabójstwa. Wyobrażamy sobie, że kobieta jest w wyjątkowo złym nastroju i nie potrafi myśleć w sposób logiczny. Mówi Motylowski: „Poczęła gadać, że: <<a to murwom [tj. prostytutkom, M.W.] wolisz sprawiać niżeli mnie>>. I coś jeszcze rzekła przykrego, ale nie pamiętam, bom był dużo pijany. Wtem ja ją pochwyciłem za gardło i na ziemię ją wywróciwszy, dusiłem ją za gardło i pięścią tylko trzy czyli cztery razy w skronie uderzyłem ją, bom nic inszego przy sobie nie miał. Siekierkę, jakom powiedział, zostawiłem był w kordegardzie. Nie biłem jej kamieniem ani kijem, tylko jedną pięścią i nie tak ja ją zabiłem, ale zadusiłem ją na miejscu. Odszedłem jej już nieżywej tam w pokojach na starostwie, a sam poszedłem na Stradom do Bernardynów. Nazajutrz zaraz obaczył mnie tam jeden pachołek zamkowy, pytał mnie co tu robię. Jam mu zaraz powiedział, żem żonę zadusił w pokojach pańskich na starostwie. Ten pachołek poszedł na zamek i powiedział to. Potem po mnie przyszli i wzięli mnie na Stradomiu z cmentarza. Jużem się i nie ukrywał, bo mnie nie chcieli do klasztoru ani gdzie przyjąć. Ja też już tak sobie pomyślałem: niech się wola Boża ze mną dzieje, kiedym na to zasłużył”[7]. Motylowski musiał być i silny, i porywczy. Cechy typowe dla człowieka, który żyje ze straszenia albo używania swej siły fizycznej przeciw innym. W szoku opuszcza miejsce zbrodni i ukrywa się przy zabudowaniach duchownych co i nie dziwne, bo nie doświadczywszy opieki rodzicielskiej w swym życiu, parł do środowiska, w którym wychowywał go kościelnyKrótko to trwa, a oskarżony jest zdecydowany na wszystko i nie umyka wymiarowi sprawiedliwości.

I tak oto następuje wrześniowa środa przed świętem narodzin Matki Boskiej. Obrońca Motylowskiego mówi: „z examinu tego [wynika], że mu nieboszczka dała okazję, kiedy się z nim wadziła i murwy mu wymawiała, skąd [oskarżony] pijany będąc, uwiódł się afektem, uderzył ją raz i drugi pięścią, podchwycił i za gardło, dusił ją. Przyszło do tego, że jako słabej natury, bez duszy została, czego żałował i dotąd żałuje, […] wyznał winę i teraz wyznaje […] siedział też już tak długo w wieży zamkowej i wypokutował, źle prawda uczynił, że żonę swoją z tego świata zgładził”. I jeszcze raz podano tę okoliczność: „do czego był na ten czas dużo pijany, nie wiedział co czyni i nie miał refleksji”. Oskarżony dodał, że miał przy sobie pas ze sprzączkami, którym żonę dwa razy „zaciął” przez głowę[8].

Tężejąca atmosfera w mieszkaniu Motylowskich nie zwróciła uwagi sąsiadów, aż doszło do morderstwa. Inaczej niż w domu „dobrym” Żuchowskich z krakowskiego przedmieścia Błonie. O przemocy domowej doskonale wiedzieli i sąsiedzi, i urzędnicy sądu miejskiego. I może dlatego do śmierci krzywdzonej przez męża kobiety tym razem nie dojdzie. Księga kryminalna miasta Krakowa, którą przychodzi nam czytać otwiera się tą właśnie ponurą sprawą. Nie znamy jej początku. Kartki są zniszczone, pozbawione pierwotnej okładki, pozalewane, wielokrotnie używane. Sprawa dotyczy usiłowania dokonania morderstwa na pracodawczyni przez służącą z poduszczenia męża. Oto zeznanie pierwszego świadka: „wiem, że często uchodziła z domu od męża ta Żuchowska, ale tego nie mogę wiedzieć […] dlaczego. I u mnie raz stała, pobił ją. Pamiętam też, że czasu jednego ją mąż bił w domu, aż żołdacy jegomości biskupa wyłamawszy drzwi do chałupy obronili ją i ona wtedy nago do szewca naprzeciwko uciekła”[9]. Widziano rany i stłuczenia na ciele kobiety. Wielokroć rozdzielano ich, a uciekającą od męża Żukowską odprowadzano potem do domu. Sprawiedliwość już go dosięgała. Był zamykany, ale proszono za nim prowizorów o wypuszczenie z więzienia ratuszowego „gdyż się obiecywał poprawić i w zgodzie mieszkać, gdyż mnie […] żona jego o to prosiła”[10]. Jej zachowanie przywodzi na myśl syndrom sztokholmski. Ale raz tak ją potłukł, że iść nie mogła „aż ją na korycie przyniesiono od wójta” do domu. Mówi kuśnierz Franciszek Stopkowic, mieszkaniec Błonia: „Uciekła była do mnie przeszłego roku i chciała w piec wleźć z przestrachu, wyganiał precz z domu chroniła się u sąsiadów”. Wreszcie z namowy Żuchowskiego służąca Zofia Białczanka próbowała o trzeciej w nocy zabić jego żonę  nożem. Obie zaczęły krzyczeć znany otoczeniu alarm: „na złodzieja”. Sąsiad wyszedł z domu naprzeciw z komornikami:  „a ta Żuchowska bieży ku mnie pokrwawiona, dziecię małe na ręku trzymając i mówi do mnie po cichu, iż <<dziewka mnie porżnęła>>”[11]. Schwytana służąca powiedziała, że kazał jej to gospodarz Żuchowski zrobić („cicho jej szeptał, aby ona powiedziała na się, nie na niego, a on się będzie starał, że jej nic nie będzie”)[12]. Gospodyni miała ślady cięcia nożem na szyi orazna ręce między palcami, zapewne od tego, że osłaniała się przez nożem. Sam spisek mógł mieć podłoże relacji seksualnej między gospodarzem a służącą, ale tego do końca nie wiadomo. Trudno nam się jednak zgodzić, że w opisanej sprawie karę ponosi wyłącznie służąca, skazana na więzienie, czterdzieści batów i wygnanie z miasta[13].

Zatopienie się w mroki zapisek sądowych niesie dla badacza nienawykłego do takich rzeczy ciężar, który już w nim pozostaje i nie pozwala zobojętnić się na ludzką krzywdę. Nie pozwala o tyle, że mamy w większości takie zapiski, z których próbujemy oddać przeszłą rzeczywistość. Aby jej jednak dosięgnąć, musimy przebrnąć przez piekło ludzkich tragedii.


[1] Tytuł nawiązuje do głośnego filmu w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego „Dom dobry”.

[2] Archiwum Narodowe w Krakowie, Akta miasta Krakowa, sygn. 29/33/0/1.4.11/875, [Criminalia], s. 72-73 (1735 r.).

[3] C. Kuklo, Demografia Rzeczypospolitej przedrozbiorowej, Warszawa 2009, s. 305-313.

[4] C. Bohannon, Ewa: ewolucja jest kobietą: kobiece ciało i 200 milionów lat naszej historii, przeł. A. Sobolewska, Kraków 2025, s. 20-21.

[5] ANK, sygn. 29/33/0/1.4.11/875, s. 73.

[6] Tamże, s. 73.

[7] Tamże, s. 74.

[8] ANK, sygn. 29/33/0/1.4.11/875, s. 77-78.

[9] ANK, Akta miasta Krakowa, sygn. 29/33/0/1.4.11/867, Prothocolon causarum criminalium, s. 1 (1679 r.).

[10] Tamże, s. 2.

[11] Tamże, s.  2-3, 8-10 .

[12] Tamże, s. 10.

[13] Tamże, s. 37-38.



Źródło ilustracji: A. Orłowski, [Mieszczanie na przechadzce, jedenaście spacerujących postaci], [ca 1800], https://polona.pl/item-view/bdd8deef-d75a-4b39-9747-4c234fc42d8e?page=0

 


Bohannon, Ewa: Ewolucja jest kobietą: kobiece ciało i 200 milionów lat naszej historii, przeł. A. Sobolewska, Kraków 2025.

O autorze

Ewa Solska

Administrator

Wyświetl wszystkie posty

Post navigation

Previous: WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (238) Searl`a Chinese Room Argument (CRA)

Related News

238up
8 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (238) Searl`a Chinese Room Argument (CRA)

Ewa Solska 24 marca 2026 0
fot dr Bartosz Kałużny
7 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (6) Dziewczyna w studni

Ewa Solska 20 marca 2026 0
237up
7 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (237) Co to jest strong artificial intelligence (SAI)

Ewa Solska 10 marca 2026 0

Nasze najnowsze teksty

fot dr Bartosz Kałużny
11 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (7) Domy „dobre” w dawnym Krakowie

Ewa Solska 3 kwietnia 2026 0
238up
8 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (238) Searl`a Chinese Room Argument (CRA)

Ewa Solska 24 marca 2026 0
fot dr Bartosz Kałużny
7 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (6) Dziewczyna w studni

Ewa Solska 20 marca 2026 0
237up
7 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (237) Co to jest strong artificial intelligence (SAI)

Ewa Solska 10 marca 2026 0
  • O nas
  • Ohistorie
  • Kategorie
  • Kontakt
  • Współpraca
  • Archiwum Ohistorie
Copyright © All rights reserved. | MoreNews przez AF themes.