Przejdź do treści
ohistorie logo

ISSN 2545-3459

Menu główne
  • O nas
    • Wydawca
    • Redakcja
  • Ohistorie
  • Kategorie
    • Artykuły
    • Aktualności
    • Opinie
    • Varia
    • Wywiady
    • wszystkie
    • Edukacja
    • Filmy
  • Kontakt
  • Współpraca
    • Informacja dla Autorów
  • Archiwum Ohistorie
  • Dom
  • 2023
  • marzec
  • J
  • Wycinanki (96)
  • Varia

Wycinanki (96)

Ewa Solska 21 marca 2023 5 minutes read
96 up

WOJCIECH WRZOSEK

Wycinanki (96)



Chyba od czasu Ćwiczeń duchowych Loyoli zachodnie piśmiennictwo nie zna radykalniejszej próby introspekcji. Również i jej patronuje samotność, która za pomocą zamętu porywa świat w swój wir. A ta gromka i ponad wszelkie pojęcia czcza gadanina, buchająca z kart powieści Prousta, to odgłosy społeczeństwa spadającego w otchłań tej samotności[1].

Faktem jest – usprawiedliwia Boy czytelnika – że to, co najbardziej odstręczało pierwszych czytelników od Prousta, to był jego sposób pisania, jego styl. Olbrzymie, przez wiele stronic gęstego druku ciągnące się okresy, bez momentu wytchnienia, z bardzo rzadkimi a capite; zdania trwające przez stronicę i dłużej; zawiłe, skomplikowane, pełne nawiasów w nawiasach – niby pudełeczko w pudełeczku – i pauz wydzielających kilkuwierszowe nieraz wstawki; zaimek poprzedzający nieraz o kilka wierszy rzeczownik, który zastępuje; konstrukcja rozległych fraz, do których klucz znajduje się często w ostatnim słowie i do których po przeczytaniu trzeba jeszcze raz powracać – wszystko to, łatwo sobie wyobrazić, nie zyskało mu sympatii francuskich zwłaszcza czytelników, nawykłych do innych zgoła kanonów stylu. Powiedziano też zrazu o stylu Prousta wszystko złe, co można powiedzieć[2].

Łatwo zrozumieć, że wszystko, co w tym ujęciu świata było nowe i co dziś wydaje się najcenniejsze, musiało zrazu odstręczyć pobieżnych czytelników. Proust lekceważy sobie to, co zazwyczaj stanowi siłę i urok powieści: fabułę, wikłanie przygód. Nigdy nie ślizga się po powierzchni zjawisk, zawsze drąży w głąb, a introspekcja jego jest tak dramatyczna i zajmująca, ze obchodzi się bez zewnętrznych perypetii „bajki”. Zainteresowanie płynie nie ze zdarzeń, ale z perspektyw, jakie nam Proust umie pokazać, z myśli, jaką umie przesycić najbardziej znany fakt, który nagle oglądamy nowymi oczyma. Z drażniącą dla wielu nonszalancją nigdy nie liczy się z czasem. Podwieczorek u pani Villeparisis zajmuje pół tomu, obiad u księżnej de Guermantes co najmniej tyleż; ale któraż powieść potrafi tak zagarnąć i przykuć czytelnika jak genialne akty nowej „komedii ludzkiej”![3]

Prostolinijny czytelnik prawdopodobnie dojdzie do wniosku, że zasadniczą fabułą książki jest seria proszonych wieczorów – np. obiad zajmuje półtorej strony, wieczorne przyjęcie – pół książki. W pierwszej części powieści trafiasz do salonu Madame Verdurin w czasach, kiedy stałym bywalcem był Swann, i na proszoną kolację u Madame Saint-Evert, na której Swann po raz pierwszy uświadomił sobie beznadziejność swej namiętności do Odety; potem w następnych tomach są kolejne salony, inne przyjęcia, proszone obiadki u Madame Verdurin aż po finałowe przyjęcie w domu tej damy, która tymczasem została po mężu księżną de Guermantes – to wieńczące przyjęcie w ostatnim tomie, w Czasie odnalezionym, gdy narrator dostrzega przemiany, jakie odcisnął czas na jego wszystkich przyjaciołach, i porażony jak wyładowaniem elektrycznym natchnieniem, a nawet kilkoma wyładowaniami, postanawia natychmiast przystąpić do pracy nad książką, aby przywrócić przeszłość[4].

Boy-Żeleński przekonuje (Boy napisałby pewnie: przekonywa) o trafności podejrzenia, że W poszukiwaniu straconego czasu to niejednoznaczny dialog z Balzakiem. Ni to pozytywna inspiracja, ni to świadectwo krytycznego przezwyciężenia tego kanonu, jakim stała się Komedia ludzka:

Balzak przeładowuje Komedię ludzką natłokiem faktów, zdarzeń; Proust dowiedzie, że można napisać pasjonującą powieść, w której nic się nie dzieje, której dramatyczność wynika z najcodzienniejszego ludzkiego obcowania… I długo można by tak wyszczególniać, ile w założeniach Prousta mieści się „antybalzakizmu[5].



[1] W. Benjamin, Anioł historii. Eseje, szkice, fragmenty, wybór i oprac. H. Orłowski, Poznań 1996, s. 85. „To, co w człowieku fascynujące – konstatuje Benjamin – zmienność jego nastroju, dotyczy przecież również i czytelnika, wystarczy wspomnieć niekończący się łańcuch «soi que», które w wyczerpujący, deprymujący sposób ukazują akcję w świetle niezliczonych motywów, jakie mogły się na nią złożyć”, tamże, s. 86.

[2] T. Boy-Żeleński, Szkice o literaturze francuskiej, wybór W. Balicka, przedmowa M. Żurowski, Warszawa 1956, t. 2, s. 418. Zauważmy – styl Prousta i tu udzielił się jego tłumaczowi. Przetrzymał nas tu Boy w zdaniu od „Olbrzymie” do „powiedzieć” przez aż 14 wierszy w druku. Boy-Żeleński zwierza się z cierpień tłumacza ekscentrycznego stylu Prousta na język polski: „Polski język nie dopuszcza nieograniczonego mnożenia zdań zależnych i nizania ich w długie bez końca łańcuchy”, tamże, s. 419. „Styl Prousta – który uwielbiam – bywa nierówny. Wynika to z bogactw i subtelności jego myśli, skomprymowanej niekiedy jak pastylka, a także ze sposobu jego pracy, z nieustannych poprawek na rękopisie, na korekcie (księgarz wydzierał mu w końcu korektę i sam podpisywał do druku) rozsadzających nieraz zdanie aż do pojemności przekraczającej wytrzymałość przeciętnego czytelnika”, tamże.

[3] Tamże, s. 415.

[4] V. Nabokov, Lectures on Literature. Austen, Dickens, Flaubert, Joyce, Kafka, Proust, Stevenson, red. F. Bowers, przedmowa J. Updike, San Diego 1980; cyt. za: В. Набоков, Лекции по зарубежной литературе. Остен, Диккенс, Флобер, Джойс, Стивенсон, Предисл. Дж. Апдайк, Москва 1988, s. 277 Jest tłumaczenie polskie, ale go nie mam. „Прямолинейный читатель, вероятно, заключит, что основное действе книги состоит в череде званых вечеров – например, обед занимает полтора страниц, вечерний прием – полкниги. В первой части романа попадаеш в салон госпожи Вердюрен в дни, когда его завсегдатаем был Сван, и на званый вечер к госпоже де Сент-Эверт, на котором Сван впервые понимает безнадежность своей страсти к Одетте; затем, в следующих томах, появляются другие гостиные, другие приемы,званый обед у госпожи Вердюрен и финальный прем в том же доме у той же дамы, ставшей теперь принцессой Германтской по мужу, – тот финальный прем в последнем томе, в Обретеннном времени, где рассказчик замечает перемены, начертанные временем на всех его друзьях, и, пораженный электрическим разрядом вдохновения, даже несколькими разрядами, решает немедля приняться за работу над книгой, за востановление прошлого”.

[5] T. Boy-Żeleński, Szkice o literaturze…, s. 424.

O autorze

Ewa Solska

Administrator

Wyświetl wszystkie posty

Post navigation

Previous: Wycinanki (95)
Next: Wycinanki (97)

Related News

237up
7 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (237) Co to jest strong artificial intelligence (SAI)

Ewa Solska 10 marca 2026 0
fot dr Bartosz Kałużny
12 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (5) Frustracja Świętosława

Ewa Solska 6 marca 2026 0
236up
4 minutes read
  • Felietony
  • Varia
  • wszystkie

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (236) Jak nie rezonować Znanieckiemu?

Ewa Solska 24 lutego 2026 0

Nasze najnowsze teksty

237up
7 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (237) Co to jest strong artificial intelligence (SAI)

Ewa Solska 10 marca 2026 0
fot dr Bartosz Kałużny
12 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (5) Frustracja Świętosława

Ewa Solska 6 marca 2026 0
236up
4 minutes read
  • Felietony
  • Varia
  • wszystkie

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (236) Jak nie rezonować Znanieckiemu?

Ewa Solska 24 lutego 2026 0
ChatGPT Image 22 lut 2026, 16_24_18
27 minutes read
  • Artykuły
  • Varia

Cyfrowa audiowizualność a historia. Technologia AI DeepFake

Piotr Witek 22 lutego 2026 0
  • O nas
  • Ohistorie
  • Kategorie
  • Kontakt
  • Współpraca
  • Archiwum Ohistorie
Copyright © All rights reserved. | MoreNews przez AF themes.