„Na skutek upadku z tarasu i interwencji medycznej miałem zablokowaną szczękę i nie mogłem mówić. Napisałem więc szefowi na kartce dwa zdania a on w odpowiedzi zaczął mi na niej odpisywać. Dopiero gdy wskazałem na uszy, zrozumiał, że brak zdolności mówienia nie wyklucza mnie całkowicie z szeregów wspólnoty oralnej.”[1]
„Od pewnego czasu sporo myślę o przebraniach. Ostatnio miałem taki przypadek – właściwie dosyć smutny – bardzo często jeżdżę do Ameryki Południowej, kiedy tylko mam ochotę zagrać w polo. W jednym z krajów, w którym często grywam w polo, mniej więcej jedenaście mil od terenów gry w polo znajduje się małe przemysłowe miasteczko. Muszę dodać, że tak jak Polska nie ma już teraz dla mnie żadnych tajemnic, tak małe miasteczko ma ich wiele. No więc przez wiele lat jeździłem do tego miasteczka, a ponieważ nie jestem Latynosem, a chciałbym nim być, udawałem, że jestem głuchoniemy. W gruncie rzeczy wcale nie kłamałem.
Nie mówię po hiszpańsku, co znaczy, że jestem niemy. I nie rozumiem hiszpańskiego, co znaczy, że jestem głuchy. Potwierdziłem to, stając się głuchoniemy. Przez te lata zaprzyjaźniłem się z wieloma mieszkańcami, którzy znali mnie jako Latynosa, tyle że głuchoniemego.”[2]
*
„Ocalałem wyłącznie dzięki zbiegom okoliczności; nie opuszczała mnie bolesna świadomość, iż setki tysięcy innych dzieci zgładzono. Lecz choć taka niesprawiedliwość budziła we mnie silny sprzeciw, nie widziałem siebie ani w roli sprzedawcy prywatnych wspomnień i osobistego poczucia winy, ani jako kronikarza nieszczęść, które spadły na mój naród i moje pokolenie; chciałem tylko opowiedzieć o tym, co się zdarzyło.”[3]
„Sądziłem, że powieść o dzieciństwie wymaga największego zaangażowania wyobraźni. Ponieważ nie mamy bezpośredniego dostępu do wczesnego okresu naszego życia, nacechowanego największą wrażliwością, musimy stworzyć go na nowo, zanim przystąpimy do samo-określenia. Choć wszystkie powieści wymagają aktu wcielenia się w bohatera, czyli w inną osobę, zdecydowanie trudniejszą sztuką jest wyobrażenie siebie w postaci dziecka aniżeli dorosłego.[4]
(…) krytycy dowodzili, że książka jest po prostu zbiorem osobistych wspomnień; utrzymywali, że każdy, po zapoznaniu się z dokumentacją czasów wojny w Europie Wschodniej, mógłby wykoncypować dramatyczną fabułę przepełnioną okrucieństwem.
A przecież prawie żaden z głosicieli poglądu, że Malowany ptak jest powieścią historyczną, nie sięgnął do materiałów źródłowych. Osobiste relacje uratowanych i oficjalne dokumenty z okresu wojny były nie znane moim krytykom lub odrzucane przez nich, jako niewarte wzmianki.”[5]
„Twierdzenie, że Malowany ptak to proza niefabularna, może ułatwić klasyfikację książki, lecz nie jest proste do udowodnienia. Ponieważ nasze umysły odbierają wymyślone sytuacje oraz wczuwają się w nie według przyjętych schematów, pewne w miarę niezmienne sytuacje fikcyjne (a więc te, których zapis możemy wydobyć z głębi pamięci, wygrzebać z warstw podświadomości, lub które rozpoznajemy dzięki własnym umiejętnościom twórczym) zawsze będą pozbawione twardych zarysów absolutnych faktów.”[6]
„Malowany ptak, w takim razie, może być wizją siebie z okresu dzieciństwa, w i z j ą, a nie badaniem tego okresu czy próbą powrotu. Ta wizja, to poszukiwanie czegoś utraconego, może być zrealizowana tylko poprzez metaforę, przez którą podświadomość najłatwiej się objawia i do której najnaturalniej dąży. Miejsca i okoliczności wypadków są nie mniej metaforyczne, gdyż cała podróż mogła się przecież odbyć wyłącznie w wyobraźni. Podobnie jak metaforyczne są miejsca, tak i postacie stają się archetypami, symbolami rzeczy na równi odczuwalnych i na równi nieuchwytnych, chociaż jako symbole są podwójnie prawdziwe; wyrażają bowiem to, co reprezentują.[7]
Możliwe, że książka wymyka się szybkiej i prostej klasyfikacji. Imiona użyte w Malowanym ptaku nie odnoszą się do konkretnych osób; nie mogą też być definitywnie przypisane żadnej grupie narodowościowej. Obszar jest tylko mgliście określony; zresztą rejony pogranicza, bezustannie nękane walką, nie posiadały jedności narodowej lub religijnej. Dlatego też żadna grupa etniczna czy religijna nie ma podstaw, by twierdzić, że chodzi właśnie o nią; niczyje szowinistyczne uczucia nie powinny być podrażnione. Tak jak cmentarz zaciera życiorysy ludzi na nim pogrzebanych, tak czas i przemiany polityczne zmieniły nie do poznania życie na obszarze, gdzie rozgrywa się opowieść.”[8]
[1] Wrzosek W., Wycinanki, nakł. własny, 2010, s. 27.
[2] Kosiński J., Przebrania, (w:) Przechodząc obok, DC, Warszawa 1994, s. 267-268.
[3] Tamże, s. 203-204.
[4] Tamże, s. 204-205.
[5] Tamże, s. 213.
[6] Tamże, s. 221.
[7] Tamże, s. 224.
[8] Tamże, s. 224-225











