Humanista znacjonalizowany

Po kliknięciu w zdjęcie można obejrzeć wideo z wystąpieniem dr hab. M. Gawin.
Wideo pochodzi z kanału: „Polska Wielki Projekt

ANNA WOLFF-POWĘSKA

Humanista znacjonalizowany

„Karta Bolońska” (1988), przyjęta w 900-lecie powstania najstarszego w świecie zachodnim Uniwersytetu w Bolonii, jeden z najważniejszych dokumentów środowiska akademickiego, przypomina, że uniwersytet, wolny od wszelkiej nietolerancji, jest najważniejszym miejscem spotkania ucznia i mistrza i najlepszym miejscem „gotowym zawsze do dialogu”. Wszystko wskazuje na to, że decyzją rządu PiS polskie uczelnie przestaną pełnić swą wyznaczoną przez cywilizację europejską funkcję, a stać się mogą miejscem wojen ideologicznych, kontrolowanej represji i cenzury politycznej.

Wystąpienie dr hab. Magdaleny Gawin, wiceminister w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego 17 października 2020 r. podczas kongresu „Polska Wielki Projekt” stanowi zapowiedź zmiany systemu zarządzania polską nauką, oceniania naukowców oraz „reformy humanistyki”. Wprawdzie po nominacji na ministra połączonego resortu nauki i edukacji Przemysława Czarnka świat akademicki powinien być przygotowany na wszystko, jednak odsłona kolejnych zamierzeń prawicowej władzy musi budzić grozę.

Wypowiedzi minister Magdaleny Gawin przypominają figurę retoryczną zwaną oksymoronem; łączy ona sprzeczności, przywłaszcza pojęcia, wartości, przydając im nowe, okołopartyjne znaczenie. Związek nauki, szczególnie humanistyki, z polityką, zawsze miał podwójne ostrze. Osoba, które chce łączyć obie funkcje, siłą rzeczy staje w rozkroku. Polityka idzie bowiem na skróty, działa na efekt, w pośpiechu, upraszcza, liczy na emocje, działa w świetle jupiterów, jest walką o władzę. Badacz musi się kierować względami racjonalnymi, potrzebuje dystansu, wyklucza doraźność, potrzebuje ciągłości, koncentracji, wycieszenia.

Już sama sfera językowa wskazuje, na jak odmiennych biegunach funkcjonuje partia – pars, część,i universitas – powszechność, ogół, wspólność. Ideałem nauki jest dążenie do prawdy, idące w parze z wolnością. Nie ma prawdy bez wolności i wolności bez prawdy. Wymaga tego etos uniwersytetu. Jeśli prawdę naukową zastąpi prawda polityczna, to uniwersytet zamieni się w twierdzę partyjną. Minister Gawin zapowiada w imieniu swojego rządu, że dla „wolności” humanistyki trzeba ją ograniczyć przy użyciu dostępnych środków. Sięga przy tym po sprawdzoną konwencję pisowską: by osiągnąć zamierzony cel – najpierw trzeba obiekt zainteresowania wdeptać w ziemię, wskazać zagrożenia, wroga i winowajcę.

Bliżej niezdefiniowane siły pragną, jak sugeruje dr hab. Gawin, „instrumentalizować uniwersytety”; „brutalną inżynierię społeczną wprowadza się kuchennymi schodami”. Pani minister nie wymienia wprost, kto godzi w wychowanie młodzieży i indoktrynuje młode umysły. Nie pozostawia jednak wątpliwości, że to jakieś centrowe siły narzuciły uczelniom tematy kolonializmu, postkolonializmu, dyskursy mniejszościowe, głównie gender. Przy okazji nadmienia i ostrzega, iż były już zbrodnicze ideologie, które wykorzystały autorytet uniwersytetu do szerzenia wiedzy o rasizmie i eugenice. Dzisiaj za całokształt zła, przed którym trzeba bronić uniwersytety, odpowiadają ci, którzy niosą ze sobą piętno dziedzictwa komunizmu. Nie przyswoiła sobie pani podsekretarz stanu prawdy, że wielu polskich intelektualistów znalazło się w niesłusznych czasach w czołówce naukowych autorytetów, nie tylko Europy, o czym pomarzyć mogą tylko naukowi akolici partii sprawującej władzę.

Za największe zagrożenie dla polskiej humanistyki uznała jednak Magdalena Gawin Zachód i umiędzynarodowienie nauk społecznych i humanistycznych. Polska nauka, a humanistyka w szczególności nie rozwiązuje żadnych ważnych problemów współczesności, lecz tworzy tylko po to, by „zachwycić Paryż lub Londyn”. Odpowiedzialność ponoszą stare elity, które po 1989 r. reformowały naukę i oświatę na kolanach. Czas z nich powstać! Czeka nas bowiem realizacja programu „Wielka Polska”. Rząd proponuje słowami dr hab. Gawin polską humanistykę odwróconą plecami do Zachodu; humanistykę zamkniętą na oświeceniowe prądy, otwartą zaś na własne prawdziwie polskie tematy i własne sprawdzone przez partię polskie elity. Trzeba przyznać, że nie brakuje obozowi władzy konsekwencji. Sprawdza się bowiem scenariusz zapowiedziany przez prezydenta Andrzeja Dudę. Przemawiając w 2016 r. w Otwocku, zapewniał: „Szanowni państwo, spokojnie. Zrealizujemy naprawę Rzeczypospolitej krok po kroku. Czas najwyższy, abyśmy powiedzieli, że tu, w Polsce, to my właśnie jesteśmy ludźmi pierwszej kategorii. I że nasze interesy przede wszystkim tu muszą być realizowane. I że mamy prawo do realizowania naszych interesów także na arenie międzynarodowej”.

Dr hab. Magdalena Gawin nie ma dobrego zdania o polskich historykach. Nie chodzą do archiwów, a główny problem nauki historii postrzega w stworzeniu w ciągu minionych 30 lat „białych plam”, szczególnie w zakresie okupacji niemieckiej w Polsce. Widzi wyraźnie celowe zaniechania i próbę cenzury, wręcz nacisku, by omijać pewne tematy. Jak podejrzewa, pewne środowiska zmonopolizowały określone obszary badań. Doprowadziło to, mówiąc słowami innego partyjnego badacza, do podziału w Polsce na „wspólnotę dumy” i „wspólnotę hańby”.

Wystąpienie pani wiceminister stanowi zaprzeczenie istoty i powołania humanistyki od najdawniejszych czasów. Profesor Kazimierz Twardowski w wykładzie wygłoszonym w 1933 r. z okazji otrzymania doktoratu honoris causa Uniwersytetu Poznańskiego, zatytułowanym „O dostojeństwie Uniwersytetu”, przypomniał elementarną prawdę, że spełnienie podstawowych funkcji uniwersytetu wymaga bezwzględnej duchowej niezależności. Badania nie mogą być niczym skrępowane ani zagrożone. Uniwersytet ma bowiem obowiązek „unikania […] wszystkiego, coby mogło tę niezawisłość nadwyrężać”. Żaden uczony, akademik nie służy tylko swemu narodowi i państwu, należy on bowiem „do wielkiej rzeczypospolitej uczonych, rozpostartej poprzez wszystkie cywilizowane narody kuli ziemskiej”.

Nauczanie w Europie wywodzi się z greckiej paidei. Wychowanie człowieka to racja najbardziej humanistyczna, uniwersalna. Już w 1782 r. brytyjski myśliciel Thomas Paine pisał o kosmopolitycznych walorach nauki: „Nauka, która nie jest stronniczką żadnego kraju, lecz dobroczynną patronką wszystkich krajów, wielkodusznie otworzyła świątynię, w której wszyscy możemy się spotkać. […] Filozof z jednego kraju nie widzi w filozofie z innego kraju wroga: zajmuje swoje miejsce w świątyni nauki i nie pyta, kto siedzi obok niego”.

PiS i jego urzędnicy dążą do stworzenia nowego człowieka, edukowanego przez unarodowioną humanistykę. Deprawacja nauki historii i innych dyscyplin społecznych była udziałem systemów totalitarnych i autorytarnych. Społeczne powołanie nauk humanistycznych rozumiały one jako potwierdzenie racji partii. Nowy człowiek miał być całkowicie podległy państwu i przez nie kształtowany. Dla komunizmu stalinowskiego nowy homo sovieticus był najbardziej pożądanym typem wyznawcy.

Żyjemy w czasach dostępu do wiedzy w zakresie dotąd niespotykanym. Mimo to doświadczamy niespotykanego renesansu irracjonalizmu i braku szacunku dla nauki. Trzeba krzyczeć jak najgłośniej, że humanistyka nie przeżyje, jeśli spełnią się zamierzenia obozu władzy, bo jak przypomina prof. Tadeusz Sławek, filozof i poeta: „Uniwersytet to postawa wobec rzeczywistości […], to wspólnota ludzi, którzy słuchają świata”.


Korekta językowa: Beata Bińko

Pobierz PDFDrukuj tekst