Domyślałem się niemal od początku, że Simon Herzog to Laurent Binet. Właściwie, główny bohater, to autor. Przewrotność sytuacji rozkrywa finał opowieści, gdy Simon, zdawałoby się, znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony jest w rękach camorristów, z drugiej chłopaków z Czerwonych Brygad w towarzystwie swej bliźniej w nieszczęściu Bianki. Wówczas na ratunek przychodzi mu retoryczno-semiotyczna zręczność.
„Nie, cudu nie będzie. Ale czy to powieść, czy nie, nikt nie powie, że potulnie pozwolił się załatwić. Simon nie wierzy w ocalenie, nie wierzy, że ma jakąś misję do spełnienia na ziemi, przeciwnie – uważa, że nic nie jest w pełni zapisane z góry i nawet jeśli znajduje się w rękach sadystycznego i kapryśnego powieściopisarza, jego los nie jest jeszcze przesądzony.
Jeszcze nie.
Z hipotetycznym autorem powieści trzeba postępować jak z Bogiem: robić wszystko, jakby Boga nie było, bo jeśli istnieje, to jest w najlepszym wypadku kiepskim powieściopisarzem i nie zasługuje ani na to, by go szanować, ani by być mu posłusznym. Nigdy nie jest za późno, by próbować zmienić bieg historii. Jeśli tak jest, to wyobrażony pisarz jeszcze nie podjął decyzji. Jeśli tak jest, to koniec jest w rękach bohatera, a ten bohater to ja.
Jestem Simon Herzog. Jestem bohaterem własnej historii.”[1]
*
Z wcześniejszej relacji Bineta o działaniach komisarza Jacquesa Bayarda dowiadujemy się kim jest Simon:
„Bayard ląduje w końcu nie bardzo wiedząc jak, w Zakładzie Kultury i Komunikacji (na uniwersytecie w Vincennes – przyp. W.W.). Przegląda listę przedmiotów wywieszoną w korytarzu na tablicy korkowej i w końcu znajduje mniej więcej to, czego szukał: „semiologia obrazu”, numer sali, dzień i godzina wykładu oraz nazwisko wykładowcy, niejakiego Simona Herzoga.”[2]
I dalej, Simon wygłasza komisarzowi quasi prezentację o sobie. W związku z dochodzeniem w sprawie śmierci Rolanda Barthesa policjant poszukuje doradcy w sprawach akademickich:
„- Żeby było jasne, panie komisarzu, nie jestem specjalistą od Barthes`a i właściwie nie jestem semiologiem. Jestem po pierwszym roku studiów doktoranckich z literatury współczesnej, zajmowałem się powieścią historyczną, przygotowuję pracę z lingwistyki o aktach mowy i prowadzę też ćwiczenia. W tym semestrze mam wykład monograficzny z semiologii obrazu, a w zeszłym roku prowadziłem zajęcia ze wstępu do semiologii. Były to ćwiczenia wprowadzające dla studentów pierwszego roku. Wykładałem im podstawy lingwistyki, ponieważ ona jest fundamentem semiologii, mówiłem im o de Saussurze i Jakobsonie, trochę o Austinie, trochę o Searle`u, pracowaliśmy głównie nad Barthesem, bo on jest najbardziej przystępny i często wybiera do badania przedmioty zapożyczone z kultury masowej, a więc takie, które prędzej zaciekawią studentów niż, dajmy na to, jego prace krytyczne o Racinie czy Chateaubriandzie, bo to są studenci komunikacji, a nie literatury. Z Barthes`em można było spędzić dużo czasu, rozmawiając o befsztyku z frytkami, o najnowszym modelu citroena, Jamesie Bondzie, to o wiele bardziej ludyczne podejście do analizy i to jest zresztą trochę definicja semiologii: dyscypliny stosującej metody krytyki literackiej do przedmiotów nieliterackich.”[3]
[1]Binet L., Siódma funkcja…, s. 449-450 ; (« Non, il n’y aura pas de miracle. Mais, roman ou pas, il ne sera pas dit qu’il se sera laissé faire. Simon ne croit pas au salut, ne croit pas qu’il a une mission sur terre, mais il croit au contraire que rien n’est tout à fait écrit à l’avance et que, quand bien même il serait dans les mains d’un romancier sadique et capricieux, son destin n’est pas encore joué. Pas encore. Il faut faire avec ce romancier hypothétique comme avec Dieu: toujours faire comme si Dieu n’existait pas car si Dieu existe, c’est au mieux un mauvais romancier, qui ne mérite ni qu’on le respecte ni qu’on lui obéisse. Il n’est jamais trop tard pour essayer de changer le cours de l’histoire. Si ça se trouve, le romancier imaginaire n’a pas encore pris sa décision. Si ça se trouve, la fin est entre les mains de son personnage, et ce personnage, c’est moi.
Je suis Simon Herzog. Je suis le héros de ma propre histoire » ; Binet L., La septième…, p. 325).
[2] Binet. L. Siódma funkcja…, s. 33 ; (Bayard atterrit, sans trop savoir comment, à l’UFR de Culture et
communication. Il parcourt la liste des u.v. (« unités de valeur ») qui sont affichées dans le couloir sur un tableau en liège et finit par trouver à peu près ce qu’il était venu chercher: « sémiologie de l’image », un numéro de salle, un horaire hebdomadaire et un nom de prof., un certain Simon Herzog. Binet L., La septieme fonction…, ost. Akapit par. 9.).
[3]Binet L., Siódma funkcja…, s. 38; (« Pour que les choses soient bien claires, commissaire, je ne suis pas un spécialiste de Barthes, ni un sémiologue à proprement parler. J’ai un DEA de lettres modernes sur le roman historique, je prépare une thèse de linguistique sur les actes de langage et je suis aussi chargé de TD. Ce semestre, je donne un cours spécialisé dans la sémiologie de l’image et, l’an dernier, j’avais la charge d’un cours d’introduction à la sémiologie. C’était un TD d’initiation pour des étudiants en première année ; je leur ai exposé les bases de la linguistique parce qu’elle est au fondement de la sémiologie, je leur ai parlé de Saussure et de Jakobson, un peu d’Austin, un peu de Searle, nous avons travaillé essentiellement sur Barthes parce que c’est le plus facile d’accès et parce qu’il a souvent choisi des objets d’étude empruntés à la culture de masse, donc davantage susceptibles d’éveiller la curiosité des étudiants que, mettons, ses critiques sur Racine ou Chateaubriand, car ce sont des étudiants en communication, pas en littérature. Avec Barthes, on pouvait passer beaucoup de temps à parler de steak-frites, de la dernière Citroën, de James Bond, c’est une approche beaucoup plus ludique de l’analyse, et c’est d’ailleurs un peu la définition de la sémiologie : c’est une discipline qui applique les procédés de la critique littéraire à des objets non littéraires.Binet L., La septième fonction…p. 27.


