Donosi mi bliźni w profesji, że książka, którą ostatnio wydał jest całkiem pozbawiona teorii.[1] Pomyślałem od razu, że to niemożliwe. W każdym spójnym tj. przemyślanym przedsięwzięciu badawczym pozostającym w rygorach metodycznych warsztatu historyka tkwi w nim choćby implicite schemat konceptualny. Naśladowanie dobrych wzorów jest już, chcąc nie chcąc, respektowaniem teorii je fundujących. To najszersze rozumienie obecności teorii w narracji.
Mało tego: w Zamiast wstępu nasz autor Krzysztof Zamorski podpowiada nam, że mierzyć się będzie z gatunkiem mikrohistorii. Przy okazji, w Zamiast wstępu inscenizuje list do bohatera swojej monografii, naśladując w tym mistrzynię studiów mikrohistorycznych Nathalii Zemon Davies.[2] Co więcej, na okładce książki w odautorskiej notce znajdujemy taką oto frazę:
„To co pozostawił po sobie (mowa o bohaterze monografii i jego puściźnie pisanych świadectw życia), kusi historyka do przeprowadzenia studium mikrohistorycznego”.
Wszystko to, już przy oglądzie wstępnym książki uzasadnia trafność podejrzenia, że autorowi będzie tu przyświecał ideał dzieła mikrohistorycznego. Mikrohistoria w ciągu pół wieku przeszła drogę od śmiałej innowacji w zakresie pisarstwa historycznego do miana klasyki historiografii.[3] Wzorzec mikrohistorii jest – jak dekretuje profesor Zamorski – szczególnym dla niego wcieleniem operacji historiograficznej. Jej założenia metodologiczno-metodyczne będą tu więc autorowi przyświecać.
Historia życia proboszcza tenczyńskiego z początków XVIII wieku nie może być ex definitione całkiem pozbawiona teorii. Mało tego, chce być – jak deklaruje w podtytule autor -: studium mikrohistorycznym. W praktyce dziejopisarskiej wcieleniem koncepcji fundującej ją i co istotne – teorii obrosłej wokół uznanej wśród historyków i czytelników praktyki pisarskiej.
Cóż więc znaczy ten komentarz autora o książce, który głosi, że jest jakoby całkiem pozbawiona teorii? Tyle tylko, że obiecuje mi profesor Zamorski, że nie znajdę w jego studium mikrohistorycznym rozważań explicite teoretycznych.
Niemniej, mimo tych zapewnień, w pierwszym akapicie paragrafu pierwszego, rozdziału pierwszego, znajdujemy taki oto passus zawierający autorskie exposé:
„Każda przestrzeń historyczna jest przestrzenią wyobrażoną. Wyobrażoną dwukrotnie, raz przez autora narracji, a drugi przez odbiorcę narracji, Każda przestrzeń historyczna nie jest jednak wyłącznie dziełem swobodnej wyobraźni. Wyobraźnię historyka wyznaczają źródła, czyli ślady przeszłości i jego – czyli historyka – zdolność do ich odczytania i przedstawienia. Przestrzeń życia osoby historycznej wyznaczają też daty jej życia, kształt otoczenia społecznego, kulturowego, gospodarczego oraz otoczenia naturalnego, w których przyszło jej żyć. Wyobrażoną przestrzeń historyczną kształtuje również w kulturowym sensie czas życia historyka i czas życia odbiorcy narracji historycznej. Przestrzeń życia jest zatem zatopiona w doświadczeniu życia wszystkich aktorów biorących udział w tym swoistym spektaklu, jakim jest opowieść o przeszłym ludzkim przeżywaniu i odbieraniu świata, o przeszłym i bieżącym ludzkim życiu.[4]
Ta krótka „teoretyczna” inwokacja, to nie tylko formalne uzasadnienie przynależności tomu do serii Historia życia, stąd też termin życie wpleciony w dominującą tu (6 razy w różnych kontekstach) kategorię przestrzeni.[5] Zarówno przestrzeń, jak wyobraźnia, przestrzeń życia osoby historycznej i sama oto osoba historyczna oraz pozostałe użyte pojęcia uznane zostały jako intuicyjnie zrozumiałe, wystarczająco bliskoznaczne. Potocznie jasne. To jednak zostanie przeze mnie przynajmniej sprawdzone: jak pojęcia te wykrawają świat opisywany, jak go kompletują, jaką semantyką obdarza je autor?
„Szkicując ją (swą książkę – bo to także „raczej zbiór szkiców” – zaznacza Zamorski), o jednym myślałem bezustannie. Myślałem, jak Cię uchronić[6] przed szaleńczymi próbami oceny Twojego świata kategoriami mojej rzeczywistości. O ile mikrohistoria z racji możliwych wielkich zbliżeń i powiększeń daje obraz rozproszony i trudny do zsyntetyzowania, o tyle uczy jednego – szacunku do niegdysiejszego życia.[7]
[1]Zamorski K., Pleban i wieś. Historia życia proboszcza tenczyńskiego z początków XVIII wieku. Studium mikrohistoryczne, Universitas, Kraków 2025. Informuje mnie autor o tym w dedykacji.
[2] Symptomatyczne – jak dla mnie – są tezy zawarte w liście do plebana: „Na wykładach z historii historiografii – wspomina Zamorski – zwracałem uwagę studentów na ten nietypowy, bo przecież powierzchownie sądząc ahistoryczny w swej istocie zabieg. Myślałem tak do czasu gdy zagubiony w Twoich Księże, słowach, szukając pomocy ich zrozumienia, nie pojąłem, jak w mikrohistorii ważna jest próba ważna jest próba nawiązania <<osobistego>> kontaktu historyka z człowiekiem, którego życia tenże historyk dotyka.” Tamże, s. 13-14.
[3] Traktuję szerzej o mikrohistoriii w wycinankach o Karlo Ginzburgu, Wycinanki (186-192) ohistorie.eu oraz nie wprost o Aronie Guriewiczu: Wrzosek W., Wycinanki. Zbiór felietonów, T. II, Wydawnictwo Wydziału Historii UAM, s. 93-126.
[4] Zamorski K., Pleban i wieś…, s. 19.
[5] W rozdziałach I, II i III termin przestrzeń występuje osiem razy.
[6] Krzysztof Zamorski, retorycznie – w formie listu – zwraca się do bohatera swej mikrohistorii, tj. księdza proboszcza Krzysztofa Michała Świąteckiego. De facto, do czytelników swej książki.
[7] Zamorski, Pleban i wieś…, s. 14


