WOJCIECH WRZOSEK
profesor senior, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
ORCID: 0000-0002-9648-0103

Głos w sprawie wykładu prof. Jana Pomorskiego p.t. O etyce i myśleniu historycznym. Dlaczego warto być historykiem jutra.
Tu link do wykładu
Na łamach ohistorie.eu ukazał się wykład prof. Jana Pomorskiego poruszający pewne wymiary poznawcze i etyczne twórczości Timothy`ego Snydera, w tym zwłaszcza kwestię postawy obywatelskiej historyka. Jak sądzę, wykład ten pomyślany został na marginesie jego obszernej monografii Historyk jutra. Portret intelektualny Timothy`ego Snydera, opublikowanej w tym roku przez Instytut Europy Środkowej w Lublinie.[1]
Materiał zaprezentowany w książce to – jak dla mnie – przewodnik dla co najmniej semestralnego seminarium poświęconego twórczości amerykańskiego historyka. To przy okazji byłby wgląd we współczesną Snyderowi myśl historyczną. To także pasjonujące „linki i przypisy” do myślenia o dziejach naszej części Europy. W rezultacie, to nie tylko portret intelektualny, to historia intelektualna w czasach Snydera. Podróż historyczna Pomorskiego szlakiem Snydera byłaby nowocześnie kształcącą magistrantów i doktorantów; tak jak dla nas wszystkich inspiracją jest twórczość publicystyczna i aktywność publiczna Tymothy`ego Snydera.
*
W wykładzie swym profesor Pomorski śmiało zestawił niektóre cechy pisarstwa Snydera w tym jego ideę obywatela współsprawcy dziejów (określ. moje W.W.) z moimi rozważaniami wzdłuż i wszerz kategorii myślenia historycznego.[2]
W rezultacie, po raz kolejny okazało się, że moja twórczość metodologiczna, czy – jak ją ostatnimi laty określam – metahistoryczna, nie daje się łatwo streszczać, podobnie jak patronująca jej kategoria myślenia historycznego nie poddaje się pobieżnym interpretacjom. Sytuację tę ilustruje nie tylko wykład prof. Pomorskiego.[3]
Tymczasem, klasyczna strategia poznania historycznego Snydera, w tym jej etosowy wymiar, a zwłaszcza postulowana przez historyka amerykańskiego dyrektywa praktycznego działania przewidywana dla historyka, nijak nie koresponduje z, natury swej, „metajęzykowym” wydźwiękiem moich tez.
Perspektywa metahistoryczna to myślenie nad myśleniem o przeszłości. Nie jest badaniem przeszłości jako jej samej, w klasycznym jej rozumieniu (np. nie jest historiografią klasyczną jaką to uprawia Snyder, ani nieklasyczną w moim rozumieniu). Metahistoryk nie pyta o dzieje (res gestae) lecz za przedmiot interpretacji bierze semantykę historia rerum gestarum. Metahistoryk najpierw – lub – jak ja, tylko – pyta o to, jak historycy od czasów Herodota i Biblii począwszy, po współczesnych ich naśladowców (np. Timothy`ego Snydera) konceptualizują i narratywizują, uwięzieni w swych imaginariach kulturowych (wspólnotowych historycznych).[4]
Metahistorycy – w moim, tego nastawienia myślowego, rozumieniu – dociekają, jak to od wieków i poprzez wieki zmienność i stałość metafor historiograficznych funduje nam zmienność (i stałość) obrazów przeszłości. Pytają, przy pomocy jakich figur kognitywnych i zabiegów retorycznych porozumiewają się ludzie. Jak to we wspólnotach i grupach kulturowych ustanawiane i respektowane jest doświadczanie językowe i narracyjne umożliwiające im komunikowanie. W tym zwłaszcza komunikowanie o tym, co było.[5]
Snyder, jeśli wolno, twórczo kultywuje obowiązujący w wybranej przez siebie współczesnej domenie badań historycznych, swój indywidualny sposób problematyzowania i narratywizowania dziejów najnowszych. Co więcej i więcej od innych: wywodzi ze zdobytej wiedzy o dramatycznym XX wieku romantyczną wiarę w powinność historyka angażowania się w obywatelskie działania. Wierzy w skuteczność teraźniejszego sprawstwa w imię pomyślnej przyszłości. Sprawstwa jako jedni wiedzy i wartości w imię rzecz jasna wolności, demokracji, suwerenności, solidarności…
A więc, zasadnicza odmienność dyscyplin badawczych przesądza, że domeny zainteresowań naszych (Snydera i moje) są nieporównywalne. Ja nie konstatuję podobnych do amerykańskiego historyka stanów rzeczy ani stanów rzeczy w sposób podobny do amerykańskiego historyka. Ja nie jestem historykiem ani klasycznym historykiem, a on nim jest z krwi i kości. Mało tego: jest historykiem zaangażowanym w pozanaukową teraźniejszość. Pomorski nazywa go historykiem jutra. Snyder, oprócz nauki uprawia aktywną obywatelskość (określ. moje W.W.) Powtórzę: czyni to w warunkach i pod postacią swoistej jedni – historycznej wiedzy, (ujętej w perswazyjne narracje historyka) i jakoby wynikającej z niej aktywności publicznej (medialnej, humanitarnej…).
Ja zaś, zawodowo nie przesadzając ze ślęczeniem w archiwum ani z udziałem w tworzeniu historii, promuję jedynie majeutyczną funkcję dla metahistorii jako myślowej asysty akademickiej historiografii. Asysty nauki historycznej rozumianej jako dostarczycielki elitarnej semantyki dla komunikacji kulturowej.[6]
W rezultacie, światy myślenia historycznego mój i Snydera są – moim zdaniem – dlatego właśnie drastycznie nieprzetłumaczalne, ergo nieporównywalne, bo są inaczej „zaludnione” i rozlokowane w odległych od siebie obszarach myślenia.
Pytam więc, na ile myślenie historyczne w optyce metahistorii przydało się prof. Pomorskiemu w naświetleniu kulturowego statusu historiografii Snydera?
I sam odpowiadam: myślenie Pomorskiego o Snyderze znakomicie obchodzi się bez kontekstu mojej metahistorycznej refleksji, co udowodnił na kilkuset stronach swej monografii. Marginalnie jedynie – co zrozumiałe – przywołał mnie w swej książce. Raczej przez naukową znajomość niż z merytorycznej potrzeby. W niczym się mu wprost do interpretacji metodologicznego świata Snydera z moją epistemologią historii sprzed lat, metodologią nauk historycznych czy, ostatnio, metahistorią nie przydałem. Pomorskiemu do napisania książki wystarczyła klasyczna (tradycyjna w rozumieniu Ajdukiewicza) kompetencja metodologiczna, znajomość historiografii i myśli historycznej. Tam już obecna była świadomość piętrowej refleksji nad obecnością historii w kulturze i możliwości tradycyjnej metodologii historii w odkrywaniu poznawczych zasobów narracji historycznych.
Co zatem osiągnął Pomorski stawiając w wykładzie w Kazimierzu obok siebie te dwa przedsięwzięcia? Przypomniał tym, którzy zapomnieli, że pod egidę myślenia historycznego włączyć można cokolwiek do rzeczy, co ma wspólnego z historią. Byleby ulokować w sieci pojęć eksplikujących to uniwersum metafizyczne. Moim zdaniem, to właśnie ostatnio czynię. Moim zdaniem pomieszczenie twórczości Snydera w kontekście mojego rozumienia myślenia historycznego nie okazało się tym razem szczególnie owocne. Z wielu wskazanych wyżej powodów oraz i kilku innych.
Nieporównywalność wizji świata domen naukowych mojej i Snydera bierze się, jak sadzę, z wielu kategorialnych różnic dopełniających myślenie historyczne. Te kategorie to choćby pojęcie tzw. faktu historycznego czy tzw. prawdy (i przywoływanej w tym kontekście – przez Pomorskiego – idei postprawdy).[7] Z racji tej, że są to fundamentalne dla myślenia historycznego znamiona, to ich odmienny status w moim i amerykańskiego historyka pojęciu, tak jak go rekonstruuje Pomorski, stanowi o ich nieporównywalności.
W rezultacie, zdaniem moim, perspektywa metahistoryczna nie może być porównywana z wizją historyka zaangażowanego, jak czyni to w swym wykładzie Jan Pomorski, ile raczej mogłaby być zastosowana jako instrumentarium do meta-metodologicznej interpretacji dyskursu historycznego właściwego kulturze współczesnej w oryginalnym wydaniu Timothy`ego Snydera. Byłaby dopełnieniem, kontynuacją pracy wykonanej przez prof. Pomorskiego i/lub suwerennym zadaniem.
P.S.
Dlaczego wg prof. Pomorskiego etyka historyka pozostaje suwerenna względem myślenia (zob. tytuł wykładu)? Istnieje jakoś obok, nawet jeśli blisko myślenia historycznego? Ja uważam inaczej.[8]
Pytam więc, czy etyczna składowa myślenia Snydera,a zwłaszcza aktywność publiczna intelektualisty zaangażowanego – tak jak ją postrzega Pomorski – jest pretekstem do uznania braku podobnego wymiaru w mojej metahistorii za jej niedostatek? Czy to mankament mojej koncepcji metahistorii, czy może jednocześnie i niedostatek pojęcia myślenia historycznego?
*
Sądzę inaczej. Ja nie przypisuję sobie jak chciałby zdaniem Pomorskiego przypisywać historykom Snyder – swego rodzaju woli sprawstwa naszego teraźniejszego w imię przyszłości naszej (określ. i rytm frazy moje W.W.), co bynajmniej nie oznacza, abym – jak utrzymuje prof. Pomorski – pozbawiał myślenie historyczne wymiaru etycznego.[9] Ów wymiar etyczny może mieć charakter intymno-etosowy lub np. status epistemologiczny, a niekoniecznie praktyczno-publiczny jak u Snydera. Pamiętamy przecież, że to ja właśnie przyznaję historii (historiografii) fundamentalną rolę/funkcję dostarczycielki semantyki dla komunikacji kulturowej (społecznej komunikacji historycznej w tym). Trudno wyobrazić sobie, aby była ona pozbawiona orientacji aksjologicznej.
Czy myślenie historyczne może być neutralne etycznie?
[1]Pomorski J., Historyk jutra. Portret intelektualny Timothy`ego Snydera, Instytut Europy Środkowej, Lublin 2026.
[2] Zob. cz. I O myśleniu historycznym, (w:) Polasik-Wrzosek K., Wrzosek W., Szkice metahistoryczne, s. 15-125. Podaję tu wiele odniesień do moich prac, gdyby słuchacz wykładu prof. Pomorskiego chciał pogłębić jedynie sygnalne nawiązanie do mojej koncepcji metahistorii…
[3] Ostatnio: Dobosz A., Kilka uwag na temat Wojciecha Wrzoska koncepcji nieklasycznej metodologii nauk historycznych, „Sensus Historiae”, vol. 60, No 3 (2025) s. 75-94 https://doi.org/10.14746/sh.2025.60.3.006 ; Na ohistorie.eu/opinie moja replika na recenzję Dobosza p.t. Kilka uwag na temat „Kilku uwag…” (Odpowiedź na głos Artura Dobosza w sprawie mojego tekstu p.t. Appendix. Metodologia nauk historycznych a metahistoria a w niej kwestie ważne dla tu poruszanych. Zachęcam do lektury, tam też odwołania do innych krytyk moich tez.
[4] Zagadnienie to naświetlam w szkicu: W. Wrzosek W., Appendix. Metodologia nauk historycznych a metahistoria, [w:] K. Polasik-Wrzosek, W. Wrzosek, Szkice metahistoryczne, Wydawnictwo Wydziału Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2025, s. 229-252.
[5]„ Antropogeneza Ja” i geneza komunikowania tego/o tym co było, w: Wrzosek W., Historical thinking in the light of the assumptions of historical semiotics. (In the margin of Boris Uspienskij`s Ego Loguens), “Historyka. Studies in Historical Methods”, V. 51, 2021, p. 65–92. (Myślenie historyczne w świetle założeń semiotyki historycznej (na marginesie…), (w:) Polasik-Wrzosek K., Wrzosek W., Szkice metahistoryczne, s. 35-66, Prezentuję tam tezy wzięte z semiotyki kultury dookreślające kategorię myślenia, m.in. myślenia jako autokomunikacji.
[6] Wrzosek W., O majeutycznej funkcji metodologii historii, (w:) Polasik-Wrzosek K., Wrzosek W., Szkice metahistoryczne, Wydawnictwo Wydziału Historii UAM, Poznań 2024, s. 139-153. (tekst opubl. ohistorie.eu)
[7] W moim pojęciu np. fakt to konstrukt kontekstualno-metaforyczno-konsensualny, a Snydera zaś – jeśli wolno – naoczno-realistyczno-źródłowy. Element la realité visible. co pozostaje do wykazania. Narracja historyczna Snydera to płód eksploracji źródłowej i obserwacji uczestniczącej historyka…
[8] Zagadnienie to rozwijam w drugiej części repliki na recenzję prof. Dobosza. Zob. przyp. 3.
[9] O kwestii tej bliżej traktuję ja i mój oponent Artur Dobosz. (przyczynek do sprawy i szczegóły we wskazanym powyżej artykule prof. Dobosza na łamach „Sensus Historiae” i w mojej nań replice, na łamach ohistorie.eu/opinie) Tu dodam tylko, że ja inaczej niż Artur Dobosz: nie przyjmuję, że wartości respektowane przez historyka/ów prefigurują sens fenomenów historycznych przez nich badanych. Mało tego, Dobosz domniemuje, że badacze bywają uczuciowo i emocjonalnie nastawieni do rzeczywistości badanej co wpływa na usensownienie przez nich zjawisk badanych. Uczucia i emocje determinują niejako ich sens (w efekcie, historyczny sens). Ja uważam, że standardy wspólnoty badawczej znane historykowi, jeśli jest on historykiem zawodowym, moderują ingerencje emocji i uczuć. Historyk zawodowy sam kontroluje potencjalny ich wpływ lub „bliźni w profesji” korygują, poprzez krytykę, ich wpływ na rezultaty badań.
