W ukazanej niedawno książce pod ciekawym tytułem „Po męstwie” Wojciech Śmieja detalicznie omawia kryzys męskości w Polsce w XX wieku. Porządek płci, który na naszych oczach ulega erozji i przetwarzaniu, tworzyły takie zjawiska jak kolonializm czy absolutyzm, przy czym nad Wisłą swoje odegrał również sarmatyzm. Dziś mężczyźni „muszą funkcjonować w świecie rosnących i nieraz sprzecznych wymogów” [1]. Okazuje się, że w dawnej Polsce, w jej wielkim zderzaczu hadronów męskości i kobiecości, nakładanych na płci oczekiwaniach społecznych i kulturowych, również dochodziło do niespodziewanych wybuchów i równie niespodziewanych niewypałów.
Wydaje się, że męskość i kobiecość na wykresie chronologii świata mają charakter sinusoidalny. Oto bowiem w dawnej Polsce znaleźlibyśmy przykłady zarówno na jawną bądź ukrytą sprawczość kobiet, jak i męskość będącą w niektórych przypadkach i wbrew społecznym oczekiwaniom konstrukcją kruchą jak papier. Jeżeli tylko uwzględnimy, że większość źródeł do historii epok dawnych została skreślona na papierze ręką mężczyzny, na ogół pisarza kancelaryjnego albo duchownego, wiadomym stanie się, że dla poszukiwania sprawczości kobiet będzie trzeba sieć naszych poszukiwań i namysłu nad badaniami zarzucić o wiele głębiej niż z początku mogło się wydawać. Tymczasem jednak przyjrzyjmy się mężczyźnie w kryzysie swej męskości. W jej powidoku ujrzymy kobiety, niemal przypadkowo uchwycone w migawce zapiski źródłowej.
Intrygą naszej opowieści jest tu stosunek płciowy mężczyzny i klaczy. Jak się przekonamy, to osamotnienie społeczne, problemy z własną matką, dystans do kobiet i frustracja seksualna stanowią o wewnętrznym świecie bohatera naszej opowieści, Świętosława Storozuma, zwanego zdrobniale Świętkiem. Pracuje ów w charakterze parobka w Strzyżewie Paczkowym pod Gnieznem, którą wtedy dzierżawił od generała Józefa Rosena szlachcic Wiktoryn Kierzkowski. Parobek to osoba zajmująca się gospodarstwem, podobnie jak pasterz znająca się na zwierzętach i odpowiadająca przed gospodarzem za ich zdrowie i życie.
Kończy się kwiecień roku 1778. Sąd radziecki królewskiego miasta Gniezna „przyszedłszy na ratusz, a widząc oskarżonego o występek popełnionego grzechu z klaczą Świętosława”[2] zaczyna jego dobrowolne przesłuchanie, zatem – jak na razie – bez konieczności czynnej interwencji kata. Na razie wystarczy oskarżonemu świadomość, a może i widok narzędzi pracy mistrza „małodobrego”, jak ówcześnie profesję tę nazywano.
Pierwsze pytanie nie pozostawia żadnych wątpliwości co do sedna sprawy: „czyli popełnił występek grzechu w samym skutku [tzw. penetrację, ewentualnie wytrysk, M.W.] z klaczą, gdy go przy jej zadzie na kole od woza umyślnie przystawionego zastano stojącego, jakim sposobem i wiele razy”[3]. Świętosław odpowiada, że był wówczas pod wpływem alkoholu, na którego przemożną siłę sprawczą tłumaczą się zwykle osoby w konflikcie z prawem[4]: „Przyszedłszy z gościńca podpity do domu w poniedziałek wielkanocny, poszedłem do stajni koniom dać jeść. Wtenczas uczułem chęć w sobie abym z klaczą zgrzeszył, do której przystąpiwszy, koło od woza w stajni będące, spodnie spuściłem, na koło wszedłem i ogon klaczy podnosząc, chciałem zły uczynek pełnić, a klacz będąc płocha, sobą rzuciła i ja z koła spadłem”[5]. Na to wszedł jego gospodarz, zobaczył jego spuszczone spodnie „ i zaraz mi mówił: człowieku, człowieku, coś ty chciał zrobić? I wtenczas zawołał ludzi” (potem będzie dopowiedziane, że nie mógł znieść „grzechu takiego” i wołał do parobka „żeś mnie i siebie zgubił”[6]). Zanim pomocnicy przyszli i zaciągnęli Świętosława do dworu, ten bezskutecznie chciał przekupić świadka dwoma czerwonymi złotymi.
Świadek zdarzenia to miejscowy gospodarz Jędrzej zwany „Andrzy”, utrzymujący się z półkmiecej roli (około 10 ha gruntu). Tak zapamiętał owo wydarzenie: „Przyszedłszy Świętek z gościńca do domu podpity, mówiłem do niego: <<idź, wpuść tę klacz (która była na ogrodzie) i daj jej obrok>>. I poszedł. Którego, gdy nie było słychać, tak jak miarkuję z pół godziny, mówiłem do kobiet: nie wiem, czyli on Świętek dał koniom i czyli go tam gdzie widać”[7]. Kobiety go nie widziały i stwierdziły, że musiał pójść do karczmy. Gospodarz sprawę chciał zostawić, ale żona mu powiedziała: „Lepiej sami obaczcie, a jeżeli nie dał koniom jeść, to sami dajcie”[8]. Ciekawe, że kobieta zwracając się do męża używa formy mnogiej. Nie pierwszy raz w tej opowieści dostrzeżmy, że kobieta ma wpływ na bieg wydarzeń.
Opowiada chłop Jędrzej dalej: „Wtenczas wyszedłem na podwórek i przyszedłszy do stajni popchnąłem drzwi […] tam gdzie konie stojały i widziałem, kiedy z koła od klaczy na bok skoczył i miał spodnie spuszczone, koszulę widać mu było z tyłu, gdyż się tyłem do mnie obrócił”[9]. Parobek klęknął przed gospodarzem i błagał: „Mój szwagierku, macie moje dwa czerwone złote, to je sobie weźcie”. Jędrzej był niewzruszony: „Oddałem go chłopom, aby nie uciekł i sam poszedłem do dworu, opowiedziałem wszystko. Klacz zaś jest ta pańska niepłocha i każdy jej jeść może dać. Nadto zeznał, iż tenże obwiniony będąc w gościńcu w Poniedziałek wielkanocny, przy wszystkich ludziach i dzieciach swój członek naturalny okazał i mówił: <<patrzcie, że mam>>”[10]. Wiejski ławnik Józef Owczarzak dodaje: „któremu kobiety łajać miały, aby się tak nie wykrywał”[11]. Sam Jędrzej dołożył też niechlubną przeszłość Świętosława, a to kradzież spodni komuś, a to przed pięcioma laty siekiery kowalowi Kubikowi a swemu szwagrowi na „Kurzygrzędach”, a wreszcie i to, że odgrażał się dziedzicowi, że „do żołnierzy przystanie, z nimi najedzie pana”. Chciano go złapać, ale uciekł i dopiero po roku schwytany podległ karze. Nie były to byle pogróżki, bo „Świętosław był dwa razy bity. Raz, że na pana skarżył przed Prusakami, a drugi raz, że do matki włokami od pługa rzucił, kiedy mu perswadowała, aby pijaństwa zaprzestał”[12].
Dalej historia toczy się tak: „Andrzy przyprowadziwszy Świętosława na wieś, oddał go włodarzowi […] a sam pobiegł do dwora i opowiedział całą rzecz”[13]. Włodarz nazywał się Jan Skiba. Świętosława zaś do aresztu miejskiego w Gnieźnie przekazał zawiadujący wsią szlachcic Wiktoryn Kierzkowski.
Schwytany na gorącym uczynku Świętosłąw twierdził, że był to jego pierwszy raz w życiu: „Ani z inną klaczą, ani z kim innym grzechu nie pełniłem, i to com uczynił, pierwszy raz mi się trafiło i nie wiem co mnie do tego przywiodło”. Ale też dodaje, że „gdyby był jednak gospodarz nie przyszedł, tobym był zapewne zły uczynek uczynił”[14]. Przyłapanie Świętosława na gorącym uczynku kojarzy się z tzw. prawem gorącym, to jest doraźnym procesem sądu miejskiego w sprawach zagrożonych karą śmierci („prawo to bywa złoczyńcy gorące: bo mu więc w najtęższy mróz bywa gorąco”[15]). Początek wszystkiego miał miejsce w gościńcu, o co Świętosława rajcy gnieźnieńscy zapytali od razu: „Pytany, co miał za przyczynę tego dnia, kiedy był w gościńcu, że się odkrywał, spodnie spuszczał, koszulę podnosił”? Swój ekshibicjonizm tak określa Świętosław: „Bo się ze mnie naśmiewali ludzie, że nie, nie masz żony, nie dostaniesz i tylko flak masz”. Zapewne więc się naigrywano i prowokowano Świętosława, że jest impotentem. „Ja też spodnie spuściłem i tym wszystkim, którzy byli w gościńcu, nawet przy siostrze mojej piwo szynkującej, członek naturalny okazałem i mówiłem: Patrzcież, że mam”. Potem urzędnicy zapytali go „czemu się nie ożenił”. A on prawi: „Dziewka, która się z mężem rozwiodła, o nas powiedział[a] dwóch, że członka naturalnego nie mamy, a stąd wszystkie dziewki mi mówiły, że <<nie, nie masz>> i nie chciała mnie żadna”. Widzimy więc w tej opowieści mężczyznę sfrustrowanego, ofukanego przez własną matkę i znajome dziewczyny, któremu daleko do typowej postawy patriarchalnej. Nie dowiadujemy się, czy mógł liczyć na wsparcie swojej siostry szynkarki. Ale Świętosław nie był jedynym sfrustrowanym mężczyzną, bo jak wyżej czytamy, oberwało się i jego kompanowi[16]. Nadto, sądzą go inni mężczyźni i nie ujawniają żadnych swych emocji czy przekonań poza trzymaniem się litery prawa. I że nie było między mężczyznami solidarności, bo gospodarz ujawnił czyn swego pracownika swemu zwierzchnikowi we dworze. Wszędzie widać formalną „męską” drogę postępowania, od sprawcy do sędziów, a zarazem ujawnia się droga nieformalna, począwszy od matki Świętosława, siostry i innych dziewczyn wiejskich, na żonie gospodarza kończąc.
Chroniczne połajanki kierowane przez kobiety ku mężczyznom ci potem podawali jako przyczynę zejścia na złą drogę. Pewien wielkopolski chłop i koniokrad Wojciech Borowski z Kamieńca „pytany, dlaczego bydło poprzedawał, od żony odszedł i czemu się żony zapierał” odpadł: „Dlatego przedałem, abym się przyodział, od żony odszedłem, bo mnie zawsze gryzła [tj. wypominała, M.W.] żem źle robił, chociażem się żony zapierał, jednak z inszą żenić się nie chciałem[17]”. Trudno generalizować, bo już inny koniokrad Maciej Kabzełka z Podolina pod Kcynią wprost przeciwnie twierdził: „konie dlatego ukradł, iż się chciał żenić, dlatego chciał koni na gospodarstwo, konie […] jakby się był dorobił, miał intencją oddać”[18].
Może i trzymając się tej linii obrony własnej męskości żalił się sądowi Świętosław, ubierając zagrożony śmiercią czyn bestialstwa czyli kontaktów seksualnych ze zwierzęciem w gorset przemocy psychicznej ze strony kobiet wobec siebie. Sąd wójtowski Gniezna w tej sprawie „względem występku grzechowego z klaczą” uwzględnił dobrowolne przyznanie się oskarżonego „do złego uczynku czynienia z klaczą i narzędzie do tego przysposobiwszy, sam skutek pełnić zamyślał, gdyby go była klacz z siebie nie zrzuciła” uznano to za „występek kryminalny” i znów przesłuchiwano świadków. Ciekawe, że penis został tu nazwany „narzędziem”[19].
Przydzielony obrońca wskazał, że Świętosław „żyć powinien”, bo „powszechne prawo magdeburskie w artykule 87 stwierdza, iż występek jakowy będący kto oskarżony […] jeszcze nie wykonał”. Sąd widział, że obrońca za wszelką cenę chce utrzymać przy życiu oskarżonego i tak zadecydował: „wielka go chęć wzięła, aby z klaczą grzech uczynił […] za wnijściem gospodarza do stajni od przedsięwzięcia swego odstraszony został, którego narzędzie do grzechu przysposobione przy klaczy postrzegłszy i opuszczone spodnie” i rozważywszy wszystko między sobą, że „w karczmie wielkie zgorszenie” obnażaniem się poczynił, że za matką rzucał elementami pługa, ostatecznie wyrokuje: „tegoż obwinionego Świętosława przy życiu utrzymawszy, aby dnia dzisiejszego przed ratuszem przez mistrza do pręgi przywiązany i przez tego z dwuset rózg ukarany i smagany, a po otrzymanej karze z miasta za Bramę Kaliską wygnany został nakazuje.”[20] Co z klaczą dalej się działo, nie wiadomo. Tymczasem krowa, którą podobnie jak Świętosław klacz, wielokrotnie wykorzystał niejaki Marcin Surma, dekretem sądu miasta Dobczyce została ubita i zakopana[21]. Obaj może, i Marcin i Świętosław, marzyli kiedyś, by ich życie potoczyło się inaczej. Może jak w owej opowieści, jak to „odbył się ślub Szymka z Zofką, którzy dziś żyją i pracują razem, zdrowi i szczęśliwi.”[22]
Ilustracja 1. Okładka książki: A. Smišková, Prawdziwa historyja o Szymku parobku i Zofce Pawelcównej, Warszawa 1891. Źródło ilustracji: https://polona.pl/item-view/af3c6ead-48fb-434e-a971-cf3d5522934d?page=4, domena publiczna.
Ilustracja 2. Okładka książki: Wojciech Śmieja, Po męstwie, Wołowiec 2024.
[1] W. Śmieja, Po męstwie, Wołowiec 2024, s. 12-16, 473-474.
[2] Archiwum Państwowe w Poznaniu [dalej cyt. APP], Akta Miasta Gniezno, sygn. 53/4058/0/-/I_55, Dekretarz z inkwizycjami w tymże znajdującymi się spraw kryminalnych w mieście J.Kr.Mci Gnieźnie…, s. 16.
[3] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 17.
[4] Więcej o badaniach nad konsumpcją alkoholu: D. Dias-Lewandowska, Czy alkohol jest używką? Wstęp do badań nad kulturą picia w Polsce w czasach nowożytnych, „Przegląd Historyczny”, t. 108, nr 2, 2017, s. 263–278.
[5] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 16.
[6] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 24
[7] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 22.
[8] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 22.
[9] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 22.
[10] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 22.
[11] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 23.
[12] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 24.
[13] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 23.
[14] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 17.
[15] M. Wyżga, Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi, Kraków 2025, s. 116.
[16] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 17.
[17] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 2-4.
[18] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 53.
[19] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 19.
[20] APP, sygn. 53/4058/0/-/I_55, s. 28.
[21] M. Wyżga, Chłopstwo. Historia bez krawata, Kraków 2022, s. 156-157.
[22] A. Smišková, Prawdziwa historyja o Szymku parobku i Zofce Pawelcównej, Warszawa 1891, s. 35.


