„W Caplach Małych Jadwiga Peckowna […] kazała mi zioła święconego i miodu święconego pomiesać i tym smarować. Nie chciałam się była przyznać alem się bała […]. Same z sobą tańcowałyśmy i goniłyśmy się z sobą. Jeździłam na ożogu na te granice […]”[1]. Tak mówi do nas z zaświatów Magdalena Jaśkowa ze Szczepanowic. Zdaje nam się, że czytamy niejako opis literacki, jakby fragmenty „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa, powieści wszechczasów z niezwykłym opisem balu u Szatana. Albo jakbyśmy słuchali „Symfonii fantastycznej” Hectora Berlioza z krystalicznym dźwiękiem kościelnej sygnaturki, znaczącej nadejście dnia i wpędzającej w furię zgromadzone na sabacie czarownice oraz różne, klekoczące i zawodzące straszydła. Tymczasem to nie wytwór płodnej wyobraźni artystycznej, to z krwi i kości życie ludzkie. Schyłek tego życia. Przed nami chłopka spalona na stosie w dawnym Miechowie, siedzibie klucza dóbr ziemskich zakonu bożogrobców. Świat nowożytny i jego lęki. Jakże to inny świat od mojego dzieciństwa na podkrakowskiej wsi, gdzie – oczywista rzecz – baliśmy się Baby Jagi, baliśmy się samotnych staruszek mieszkających w przedwojennych, przygniecionych do ziemi zębem czasu chałupkach, a jednocześnie śpiewaliśmy utwór disco-polowego zespołu Fanatic pt. „Czarownica”: „Czemu oni ciebie tak się bali, Czemu oni czarownicą cię nazwali?” (1990 r.). A ja zawsze unikałem przebywania na granicy wsi, a czym mnie straszono, bo to już nie był świat naszej codzienności, tam było Inne. Unikałem dusznej woni rosnącego po granicznych skarpach zielska, rumianku, pokrzyw i tylu nieznanych mi chwastów. Sprawa czarownictwa, sytuacji kobiet jako podporządkowanych w świecie patriarchalnym wraca w kulturze, a my na nowo przyglądamy się przeszłości, z której wyrośliśmy. Tematyka procesów czarownic (i czarowników) nie tylko jest obecna w kulturze popularnej, ale też znajduje odbicie w badaniach naukowych. Tu wyjątkowe miejsce pełni znawca i popularyzator tej kwestii Jacek Wijaczka[2].
Okładka miechowskiej „Księgi złoczyńców”
W zlokalizowanej nieopodal miechowskiego rynku starej piekarni można nabyć jeden z najlepszych chlebów żytnich, jakie jadłem. Wilgotny, wonny, długo utrzymuje świeżość dzięki brązowej, chrupiącej skórce. Patrzę na dłonie sprzedawczyni, które wprawnymi ruchami pakują wypiek. Rozmawiamy. Z przyjemnością wyławiam lokalny akcent. W sobotnie południe półki są już niemal puste. Ci, co mieli kupić chleb na niedzielę, już to zrobili. Piekarnia miała akurat tyle pieczywa, ile potrzebne jest lokalnej społeczności. Potrzebowałem tej rozmowy ze sprzedawczynią, by przenieść się w czasie w odległe, zapomniane stulecie siedemnaste, chociaż miejsce będzie to same. Miechów jest stolicą klucza dóbr zakonu bożogrobców. W przyrynkowej świątyni pielgrzymi od wieków średnich mogą się pomodlić przed kopią jerozolimskiego grobu Pańskiego. Od czasu, kiedy rycerz i krzyżowiec Jaksa z Miechowa wzniósł ową pamiątkę, by Polacy mieli namiastkę serca wiary chrześcijańskiej u siebie. Sądzoną tu o czary kobietę przywiedziono z leżącej o siedem kilometrów wsi Szczepanowice.
Patrzę na rękopis księgi kryminalnej dawnego miasta. Sama już okładka miechowskiej księgi łotrowskiej daje wyobrażenie, jakby pod jej skórzaną, wyblakłą powłoką były krwawe plamy i napryski kropel zeschłej posoki, ślad po ludziach męczonych przez miejskiego kata w izbie tortur albo u pręgierza. Okładka księgi przywodzi na myśl upiorną maskę. Na karcie o numerze 66 zaczyna się wyraźny zapis procesu Jaśkowej. Violetta Wróblewska podaje, że w polskiej bajce ludowej czarownica to „zazwyczaj negatywna bohaterka bajek magicznych i podań ludowych, nazywana także wiedźmą, diablicą, ciotą, sporadycznie czarnoksiężnicą”[3], a dalej cytuje ludoznawcę Oskara Kolberga: „cioty co czwartek zwykły wieczorem jeździć konno na łyse góry i bezdroża”[4]. Co z tego miała w sobie Jaśkowa, że odkryto w niej czarownicę?
Wczytuję się w zwięzłe sprawozdanie z procesu chłopki. Język polski po czterech stuleciach nie jest już tak dobrze zrozumiały, zwłaszcza gwarowy. Wiadomo, że zasiadają oto przy ławie sądowej „sławetni mężowie” podwójci Krzysztof Łaszowic i nie wymienieni z imion i nazwisk ławnicy, a także rajcy miasta Miechów, szacowne grono mężczyzn i kat na dokładkę. Wszystko w obecności pana Szymona Jasińskiego wiceprefekta dworu miechowskiego, czyli miejscowego feudała. O mężu oskarżonej nie wspomina się. Nie stawił się, a może już nie żyje. Naprzeciw grona mężczyzn staje tylko jedna kobieta, niemłoda już Jaśkowa, która musiała być im przynajmniej z twarzy znana, gdy zapewne z córkami przychodziła na targ do miasta albo podejmowała się jako nastolatka pracy na służbie. To już jej ostatnia droga. Nie wiemy, czy składa zeznania obrócona tyłem do mężczyzn albo z zawiązanymi oczami, co stosowano by nie rzuciła na śledczych aby uroku jakiego. Może mimo lat spędzonych w gospodarstwie rolnym, wciąż była niezwykle ładna, miała pełne uroku [sic!] oczy, co też należeć miało do przymiotów czarownic. Jest ciepło, lipiec, niebawem będzie dzień świętej Marii Magdaleny, nawróconej grzesznicy ze wsi Magdala. Jakże musiało być to wymowne dla sędziów, Magdalena biblijna i Magdalena ze Szczepanowic, obie w przekonaniu lokalnego gremium na drodze ku rozgrzeszeniu. Jest rok 1656. Po Rzeczypospolitej grasują Szwedzi, parę lat wcześniej była wielka epidemia dżumy. Czasy były ciężkie i nad rzeczką Szreniawą, która zbiera wody z żyznych pól Miechowszczyzny, gdzie w okolicy Charsznicy tak dobrze rośnie kapusta. W tamtym roku jest bieda. Ktoś tu musiał zawinić. Ktoś, kogo społeczność lokalna potrafiła wskazać palcem. Ktoś, kto łazi po nawiedzonych przez złe duchy granicach i ściąga nieszczęścia. I kogoś takiego znaleziono.
Pierwsi przed sędziowską ławą stawiają się oskarżyciele. To „uczciwi” chłopi Jan i Regina Koźleccy w imieniu, a jakżeby inaczej, całej gromady ze Szczepanowic: „Panie podstarości łaskawy, panie urzędzie miechowski, proszę o sprawiedliwość świętą z tej Magdaleny Jaśkowy z Szczepanowic. Jakom ją pierwy poprzysiągł i z żoną moją i z gromadą, że mnie we dworze oborę i gromadzie krowy carowała”[5]. Rejestrator dobrze oddał mazurzenie, czyli gwarową mowę chłopstwa. Zaraz za nimi stawia się inny „uczciwy”, rolnik Stanisław Zdechlik jako reprezentant oskarżonej: „plenipotent od Magdaleny Jaśkowy odpowiedział, że prosi miłosierdzia sądu waszmościów”[6]. Nie broni jej więc mąż, ale inny, prosty mężczyzna. A na to oskarżona: „Ona obwiniona wolne dziewki swoje czyni i prosi się przed urzędem, że już będę pokutowała na onym świecie. Córki odwołuje po pierwsze, po wtóre i po trzecie”[7]. Zrezygnowana Magdalena godzi się więc z czekającym ją wyrokiem śmierci, a przynajmniej dzieci swe chce uchronić. Ale sąd nie przestaje ciągnąć sprawy „pytając jej, jeżeli nie wiesz o inszych ogranicznych. Odpowiedziała: kat że tam z nimi się świadczył” [8]. Na to odzywa się będący przy śledztwie mistrz małodobry: „Mówił jej mistrz, żeś ty dziesiątnicka była carowanie. Ona odpowiedziała: Bóg to sam wie lepiej”[9]. Z kolei pytano córki Magdaleny: „Córka Regina zeznała, że z ojczymem mężem lat pięć nie legała. Matka odpowiedziała, że przychodził kryjomo do mnie”[10]. Z tego wynika, że Magdalena miała nie współżyć z małżonkiem, co by też tłumaczyło nieobecność męża na procesie, a zarazem konflikt rodzinny i jego uczestnictwo w całej intrydze. Za chwilę będzie mówić o jakimś starym Biernackim. Jeżeli to on był jej mężem, to różnica wieku mogła być przyczyną nieuprawiania seksu małżeńskiego. „Taż córka zeznaje, że bywała u tej urzędniczki matka, kiedym służyła u pałaca. Taż Magdalena zeznała: już ta nie żyje, co mi pokazała rok abo trzy abo cztery w Caplach Małych Jadwiga Pecowna, była rodziczka z Szczepanowic. Już tamte Pan Bóg powołał rok abo pięć temu, jako mi to pokazała i nie przyznała, bym była tego, gdybym była dziewki nie widziała. Ona nie tak uczyła. Kazała mi zioła święconego i miodu święconego pomiesać i tym smarować. Nie chciałam ci się była przyznać, alem się bała, bom rozumiała, iże wynidę. Dziewki uwalniam […] swoje, nie chcę nikogo na swa duszę brać, tylkom sama czyniła”[11]. Wypowiedź oskarżonej staje się chaotyczna, pisarz nie do końca wie, jak to wszystko poskładać w logiczny wywód. Pewne jest, że chłopka z innej wsi uczyła ją sporządzać zielarskie dekokty.
Dalej Jaśkowa już spokojniej przyznaje się do magii: „Znam się do Dwornika gospodarza szczepanowskiego, który mnie poprzysiągł, żem ja to jeszcze za Biernackiego starego poczęła czarować. Nie czyniłam ja szkody we dworze, tylko na sąsiadów. Na Wielkanoc i na Boże Wstąpienie i na Świątki ze Szczepanowic, ze Smrokowa, z Orłowa nie bywało nic. Z Wężerowa jedna jest wielka Siejczyna i bywała z nami na granicach po trzy razy. Na tych granicach niewiele nas bywało. Same z sobą tańcowałyśmy i goniłyśmy się z sobą. Jeździłam na ożogu na te granice, na tym, który mąż poznał. Nie chciałam się przyznać, będąc pytana rozmaicie, czym się smarowała, tylko mówi że polinkiem”[12]. Wypowiedź zawiera charakterystyczne dla kultury ludowej postrzeganie aktywności czarownic. Uwagę zwraca, że na sabat nie przybywał diabeł, ale kobiety same z sobą tańczyły.
Następnie Magdalena trafia na tortury, po których ponownie wskazuje jeszcze jedną kobietę parającą się czarami: „Siejna z Wężerowa bywała z nami na granicach zagrodniczka po trzy razy na każdy rok. Ma męża, imienia jej nie wiem. Taż zeznała, że smarowała ożóg maścią, który ożóg był miasto [tj. zamiast] konia, na który ożóg zawdziały smatę miasto uzdy i jeździłam na granice. Którą maść robiłam sama z rozchodnika majowego i z rozmaitego zioła, którem zbierała na łące około południa. Tarłam to na misce i tak się maść uczyniła. Kur zapiał, a jam odeszła tego ożogu, tylkom chustę wzięła tę chustę do domu”[13]. Zdradza więc Jaśkowa przepis na maść do latania, co przywodzi znów na myśl środek do nacierania, jaki podał demon Azazello Małgorzacie w powieści Bułhakowa. Sędziom i statecznym obywatelom miasta nic już więcej nie trzeba dla ferowania wyroku: „Urząd wójtowski przy […] podstarościm miechowskim, przy urzędzie radzieckim i panach cechmistrzach, zrozumiawszy z confesat [tj. zeznań] i dobrowolnego wyznania dekret takowy czyni: ponieważ ta Jaśkowa, która przez męki dobrowolnie wyznała, także i na mękach, że się carami bawiła, jeszcze za Biernackiego starego, która nic dworowi, ale sąsiadom w Szczepanowicach, tedy dekret na nią takowy uczyniony jest, aby była ogniem spalona, quod per carnificem exequntum est [łac. który przez kata wykonany jest]”[14].
Magdalenie Jaśkowej zostało sprawione piekło za życia[15], chociaż uwolniła od stosu inne pomówione kobiety. Widzieli jej ból, czuć też musieli swąd palonego ciała ludzkiego, słyszeć kobiecy krzyk sędziowie, cechmistrze. Czytamy oryginalną zapiskę. Gdybyż atrament i papier mogły wchłonąć w siebie i zachować do naszych czasów wszystko to, co dziś musimy sobie jedynie wyobrażać i dopowiadać. Przecież ta kobieta zapewne od dzieciństwa przynosiła panom rajcom do miasta żywność z gospodarstwa, jajka i mleko dla ich żon i dzieci. Przychodziła pomodlić się w kościele, siadywała w cieniu rzucanym przez przyrynkowe domostwa. Wiatr pędzący od Woli Bukowskiej rozwiewał kosmyki jej włosów, woniejących oparami kuchennymi potraw, dymem, polami i łąkami. I to się skończyło. A dziś my zza rzeki Styksu patrzymy w zatrzymane w czasie oblicza sędziów i społeczności lokalnej jak w nieme twarze kamiennych posągów z Wyspy Wielkanocnej. Patrzymy i próbujemy zrozumieć społeczeństwo dawne, które dało nam życie i kulturę. Czy patrzymy w otchłań szaleństwa, histerii, paniki, strachu? Pisał o czasach tych lekarz i historyk medycyny Władysław Szumowski w klasycznej już pracy „Historia medycyny filozoficznie ujęta”, że ściganie czarownic był to obłęd, a „liczni bohaterowie tej wojny, przeniesieni w dzisiejsze czasy, nadawaliby się od razu do leczenia w klinikach neurologicznych i psychiatrycznych”[16]. Nie tylko dotyczy to ofiar pomówień, ale i rzucających kamieniami oskarżeń i ferujących wyroki w procesach o czary. Kobiety plebejskie przypłacić musiały swą znajomość medycyny ludowej, matki natury i ziołolecznictwa oskarżeniami o czarownictwo, zwłaszcza te zdolne, biegłe w swym fachu i otoczone nimbem niesamowitości. Osławione sabaty czarownic zbliżały się do pogańskich sobótek, jak Magdalena do Magdaleny[17].
Działo się to wszystko nieopodal wsi Czaple Wielkie, gdzie urodził się waszmość Walerian Nekanda Trepka, autor sławnej „Księgi chamów”, obnażając tysiące przykładów na to, w jaki sposób plebeje śrubowali się do stanu szlacheckiego. Sam kilka razy widzi w kobietach czarownice jak w przypadku niejakiej Storcowej: „czarownica sroga, wąsy ma jak u chłopa, tylko że je często goli”[18]. Moja refleksja jest pogłębiona po udziale w niezwykłym wydarzeniu „Lokalne sploty. Opowieści nieoczywiste” we wsi Kolsko koło Zielonej Góry (24-25.04.2026 r.), gdzie miejscowe grono aktywistek z grupy „Wiedźmy z Kolska” scalają tożsamość lokalną, odnosząc się do historii spalenia blisko czterdziestu osób w ich wsi w XVII wieku za domniemane czary[19]. Do grona tego dołączyła Magdalena Jaśkowa ze Szczepanowic, by przez moje usta opowiedzieć o swej krzywdzie wśród duchów cierpiących niegdyś jak i ona.
Wieś Kolsko współcześnie. Fot. M. Wyżga
[1] Biblioteka Jagiellońska [dalej cyt. BJ], „Liber maleficorum” seu Acta iudicii necessarii banniti Miechoviensis ab a. 1571–1741, rkp 86 III; on-line:
https://www.jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/206202/edition/194966?search=cmVzdWx0cz9hY3Rpb249QWR2YW5jZWRTZWFyY2hBY3Rpb24mdHlwZT0tMyZwPTAmcWYxPWF2YWlsYWJpbGl0eTpBdmFpbGFibGUmdmFsMT1xOiVFMiU4MCU5RUxpYmVyK21hbGVmaWNvcnVtJUUyJTgwJTlEK3NldStBY3RhK2l1ZGljaWkrbmVjZXNzYXJpaStiYW5uaXRpK01pZWNob3ZpZW5zaXMrYWIrYS4rMTU3MSVFMiU4MCU5MzE3NDE, [dostęp: 24.04.2024 r.], k. 66v-67.
[2] Zob. np. J. Wijaczka, Czarownicom żyć nie dopuścisz, Poznań 2022; warto poznać też wywiad udzielony Karolinie Głowackiej z Radia Naukowego: Procesy czarownic – kto mógł być posądzony o paktowanie z diabłem? | prof. Jacek Wijaczka, on-line: https://www.youtube.com/watch?v=dINRbXeBUyc, [dostęp: 24.04.2024 r.].
[3] W. Wróblewska, Czarownica, [w:] Polski słownik bajki ludowej, on-line: https://bajka.umk.pl/slownik/lista-hasel/haslo/?id=43 [dostęp: 24.04.2024 r.].
[4] Tamże.
[5] BJ, „Liber maleficorum”, k. 66v.
[6] BJ, „Liber maleficorum”, k. 66v.
[7] BJ, „Liber maleficorum”, k. 66v.
[8] BJ, „Liber maleficorum”, k. 66v.
[9] BJ, „Liber maleficorum”, k. 66v.
[10] BJ, „Liber maleficorum”, k. 66v.
[11] BJ, „Liber maleficorum”, k. 66v-67.
[12] BJ, „Liber maleficorum”, k. 67.
[13] BJ, „Liber maleficorum”, k. 67v.
[14] BJ, „Liber maleficorum”, k. 67v.
[15] Tu nawiązuję do serialu filmowego „Piekło kobiet” w reżyserii Anny Maliszewskiej.
[16] W. Szumowski, Historia medycyny filozoficznie ujęta, Warszawa 1994, s. 276.
[17] Tamże, 277-346.
[18] W. Nekanda Trepka, Liber generationis plebeanorum: („Liber chamorum”), wyd. W. Dworzaczek,
- Bartyś, Z. Kuchowicz, cz. 1, Wrocław 1963, cz. 1, nr 1692,s. 514.
[19] M. Leszko, To nie „Ranczo”, Lucy nie przyjedzie. Ale kobiety na wsi robią swoją rewolucję, „Krytyka Polityczna”, on-line: https://krytykapolityczna.pl/kraj/to-nie-ranczo-lucy-nie-przyjedzie-ale-kobiety-na-wsi-robia-swoja-rewolucje/, [dostęp: 24.04.2024 r.]. Wydarzenie uświetnił Adam Górski, który odniósł się w wykładzie do swojej publikacji poświęconej tytułowemu zagadnieniu: A. Górski, Procesy czarownic w Kolsku¸Zielona Góra 2013. Nadto Teatr Zza Boru wystawił sztukę pt. Nie pozwolisz żyć czarownicy, opartą na powieści Camili Lackberg Czarownica. Miał również miejsce panel literacki z pisarkami Zofią Mąkosą (książki z z cyklu Makowa spódnica) i Małgorzatą Pauch (książka Zbrodnia w opactwie) dotyczący m.in. historii z Kolska.



