Przejdź do treści
ohistorie logo

ISSN 2545-3459

Menu główne
  • O nas
    • Wydawca
    • Redakcja
  • Ohistorie
  • Kategorie
    • Artykuły
    • Aktualności
    • Opinie
    • Varia
    • Wywiady
    • wszystkie
    • Edukacja
    • Filmy
  • Kontakt
  • Współpraca
    • Informacja dla Autorów
  • Archiwum Ohistorie
  • Dom
  • 2026
  • maj
  • J
  • Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (10) Fałszerka i zbrodzień – dwa mikrostudia bigamii
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (10) Fałszerka i zbrodzień – dwa mikrostudia bigamii

Ewa Solska 29 maja 2026 10 minutes read
fot dr Bartosz Kałużny

Dzieje się to wszystko w czasie serialowego hitu ostatnich lat, czyli mockumentu „1670”. Wieś Będkowice znana jest dziś w okolicy Krakowa z urokliwego jaru, który zdobią wyniosłe jurajskie skały, a dołem pluska nurt niewielkiego potoku z zimną, źródlaną wodą. To stamtąd mógł się wywodzić chłop Tomasz, którego w Krakowie nazwano później Będkowskim[1]. Nie wiemy, gdzie poznał swoją wyjątkowo uzdolnioną, upartą i pewną siebie żonę Elżbietę. Kobieta powiedziała w Krakowie, że „jest z Łańcuta, bawiła się z jednym mieszkając na wiarę, robiąc piernikarstwo, ale że mnie ksiądz nie chciał rozgrzeszyć i takem go opuściła i szłam za mąż”[2]. Mamy więc przed sobą bigamistkę, która w Krakowie zamiast dalej korzystać ze swych umiejętności kulinarnych, wyuczyła się podrabiania monet.

Po drogach i ścieżkach Rzeczypospolitej krążą i mijają się ludzie wielcy stanem swym społecznym i ludzie pomniejsi. Są wśród nich tacy, którzy musieli albo chcieli opuścić swe mikroświaty społeczne. Oto w tym samym czasie, kiedy ku Krakowowi zmierza, porzuciwszy męża, nasza Elżbieta, z miasta tego od małżonki ucieka Marcin Kwiatkowicz, który potem udręczony katowskimi torturami powie o sobie: „Ojca mego zwano Stanisław Satkowski, matka była Agnieszka Kwiatkowiczowa, po której ja się zwał przezwiskiem”[3]. Uwagę zwraca, że z jakiegoś powodu Marcin sam sobie przydał nazwisko po matce. Nieżyjący już rodzice „urzędami się bawili” [4]. Syn ich nie wyuczył się żadnego rzemiosła, „służąc u różnych panów przy dworach” [5]. Miał także doświadczenie wojskowe.

Mamy więc oto przed sobą dwójkę bigamistów, Elżbietę i Marcina. Może w wichrach życia gdzieś się minęli, może coś ich na chwilę połączyło, wspólna tajemnica, przeżycia? Kwiatkowicz wyjaśnia, „że ma żonę w Krakowie, na imię Reina, którą porzuciwszy, tu się w Lublinie ożenił z Katarzyną Cwiklińską wdową”[6]. Światowiec to jest i handlarz, skoro widać go i „w kraju sieradzkim” albo wyprawia się „do Wielkiej Polski na jarmark, do Gniezna na Święty Wojciech z płótnem” [7], gdzie też nabywa „piernika toruńskiego kilka sztuk” [8]. Utargu nie donosi do domu, bo za Mstowem rzekomo „napadli zbójnicy, których było cztery, Niemców trzech, czwarty po polsku”[9]. Mieli śmiertelnie postrzelić jego pracodawcę Jakuba Wytrząskowicza i podziać kędyś jego ciało. Ale prawda okazała się inna, gdyż sam Kwiatkowicz „dla chciwości dobra jego i substancji zabił” swego pana[10].

Zdaje się, że pieniędzy potrzebował, by przejąć swego syna od opuszczonej w Krakowie żony: „[…] z Koniecpola pojechałem pod Kraków, do Rakowic […]. Dałem babie trzy grosze, żeby mi chłopca przyprowadziła, syna mego. Żona moja pierwsza o tym nie wiedziała […]. Przyprowadziła mi go za ćwierć mili od Krakowa”[11]. Razem z dzieckiem jeżdżą przez kolejny rok po jarmarkach, aż trafiają do Lublina, gdzie zatrzymuje się jego historia.

Przyciśnięty do muru, przyznaje się w końcu do zamordowania wspólnika i do bigamii, jak również narastającego strachu: „Będąc na Święty Marcin w Opatowie na jarmarku, furman z Krakowa powiedział mi, że umarła. Tego furmana jako zowią nie wiem, tylko znałem go z widzenia. Jam się też dopiero ożenił, nie mając po co do Krakowa jechać, aż teraz ożeniwszy się, dowiedziałem się w Bożęcinie na kwiaty na jarmarku będąc, że małżonka moja żyje, o com się bardzo turbował”[12]. Krążąc po Polsce, omijał zatem jak mógł rodzinny Kraków, nadstawiając ucha tu i ówdzie, czy słychać co o pierwszej żonie. Bał się też, co powie znająca go dobrze Elżbieta Wytrząskowiczowa, żona jego pracodawcy pochodzącego z miasteczka Kleparz koło Krakowa. Sąd słucha i docieka sedna: „Jeśli żona przeszła wiedziała o teraźniejszym postanowieniu [tj. ożenku, M.W.] i jeśli się z nią nie zmawiał”[13]. Urzędnicy podejrzewali więc przemyślaną intrygę. Ale torturowany w Lublinie krakus zarzeka się: „Żona moja przeszła nie wiedziała o moim teraźniejszym ożenieniu w Lublinie. Anim się z nią namawiał. Z tym na tamten świat idę”[14]. Jest już wyspowiadany i patrzy może beznamiętnie na wschodzące na niebieski firmament – dla niego już po raz ostatni – słońce. Sąd pyta jeszcze: „Jeśli syn wiedział, że matka żyła”. Odpowiada Kwiatkowic: „Chłopiec, syn mój, nie wiedział o tym, bom mu powiedział w Opatowe […], że matka umarła, będziemy się o inszą starali”[15]. W ten sposób niejako wprzągł swe dziecko w uzasadnienie ponownego ożenku.

Kwiatkowic wieńczy marnie swe życie, bo zostaje stracony w Lublinie na miejscu publicznym, przy „pręgirzu”[16] [tj. pręgierzu], od strony – nomen omen – bramy Krakowskiej, jakby tkwił w tym jakiś symboliczny związek. Wdowa Wytrzykiewiczowa może widziała, stojąc w tłumie gapiów, jak morderca jej męża został przez kata najpierw pozbawiony ręki, następnie ścięto mu głowę, a ciało rozdarto na cztery części.


Narodowe Archiwum Cyfrowe, Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa, sygn. 3/2/0/-/8453, Lublin. Brama Krakowska.


Obie historie łączy imię Elżbieta, jakie nosiła i Wytrzykiewiczowa, i znana nam z początku tej opowieści fałszerka z Łańcuta. Rozglądnijmy się teraz po zaświatach za tą drugą. Kiedy, pokonawszy dystans przeszło czterech odległości biegu maratońskiego, dociera z Łańcuta pod Wawel, tworzy mozolnie nową sieć społeczną. Jest w tej sieci kilkoro mężczyzn podejrzanej konduity i nieznana bliżej kobieta z Krakowa, zajmująca się produkcją oraz sprzedażą noży: „Wziąwszy znajomość z nożowniczką, gdy mnie pytała, czemum zmarniała, widząc mnie być frasobliwą, [użyczyła?] mi tych stemplów i nauczyła mnie jako te szelągi robić, nie masz temu więcej czterech niedziel i nie zrobiłam więcej, tylko raz szelągów 10, drugi raz szelągów 15. Ale mąż nie robił tego, tylko widział kiedym to sama robiła”[17]. Wygląda na to, że Elżbietę do niecnego procederu pchnęła nędza. Zresztą szelągi, zwane też boratynkami, to były miedziane monety drobniejsze od grosza i niejeden ulegał pokusie ich podrobienia.


Narodowe Archiwum Cyfrowe, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji, sygn. 3/1/0/10/1046, Monety z XVII wieku znalezione w Sokalu k. Lwowa.


Bigamistka z Łańcuta twierdzi, że swojego konkubenta (którego jednak zwie „mężem”) nie dopuszcza do fałszowania. Ciekawe są okoliczności pozyskiwania materiału do fałszerstwa: „Chodziłam na Zwierzyniec, do tego Grygiera zagrodnika [wycinać?] tylko żelazem”[18]. W aferę był więc też zamieszany poddany chłop mniszek z norbertańskiego klasztoru na Zwierzyńcu.

Tomasz Będkowski, partner Elżbiety tak to przedstawia: „Pielgrzymstwem się bawiłem, nosząc zwykłych krojów medaliki i różne drobiazgi, tym się żywiąc, a teraz że dla powietrza [tj. czas epidemii, M.W.] nie przepuszczają, ożeniłem się z tą białogłową”[19]. Wygląda na to, że również musiał się znać na tłoczeniu metalu. Chociaż normalnie zajmował się dewocjonaliami, wiedzieć musiał o innych sposobach wykorzystania surowca. I znał środowisko pokątnych wytwórców: „Na Zwierzyńcu we wsi jest Grygier Zagrodnik, co tam u niego rabiała żona ta moja. Prawda, żem ja tam był, widząc kiedy to robili, alem to ganił. I żona mi mówiła, że <<ja niedługo będę to czynić, bylem tylko wykrzywiła swoje rzeczy>> […]. I potem obawiając się mnie, stemple, co miała i młotek zagrzebła gdzieś, że ich nie mogła naleźć. Potem zaś te insze kupiła u białogłowy jakiejsi nożowniczki i kryjomo chodziła tam na Zwierzyniec robić je”[20].

Następnie przed sądem zaprezentowano owe stemple i młot. Na to instygator skierował przeciw Elżbiecie Będkowskiej oskarżenie, że wbrew prawu „się ważyła […] wybijać pieniądze, to jest szelągi, jakie są prezentowane”, a jakie przy niej znaleziono[21]. Elżbieta Będkowska pytana „o pieniądze” ponownie odpowiada: „Kupiłam ja te stęple u nożowniczki […] i onaż mi dała żelazo do wycinania i nauczyła mnie, żeby w ogniu to wypalać. Nie wybiłam pieniędzy więcej tylko raz [..] 10, drugo raz […] 15. Kupiłam […] raz paneweczkę u Żyda, a drugi raz koziołek. A wyżynałam je na Zwierzyńcu u Grygiera, a wyrżnąwszy tom przyszła w pole wybijać, a mąż mój pilnował, żeby kto nie wypatrzył, z daleka stojąc. Ale on nic nie robił koło pieniędzy”[22].

Sprawa nabiera tempa. Okazuje się, że Będkowscy dopiero co się pobrali. Mówi oto mąż: „W ostatni wtorek z niąm się ożenił. I kupiła te stemple od białej głowy. To ta moja żona przedtem mieszkała na wiarę z Jędrzejem Lipką […] on rabiał pieniądze. Potem to ja nie wiedząc ożeniłem się z nią. I że pod ten czas […] trudno nam iść do cudzej ziemi dla niebezpieczeństw, bo nie przepuszczają. Za czym, że nie było się czym żywić i żona bez mej wiadomości wymyśliła ten sposób”[23]. Grzmi urząd na niego, „iż widziawszy, że małżonka jego pieniądze robiła, że jej nie zakazował i że jej nie karał”[24]. Tu opowieść o nich się urywa, chociaż za podrabianie monet kara mogła być równie surowa, co w przypadku Kwiatkowica.

Życie nieszczęśnika Marcina Kwiatkowica zamyka się w kolejach istnienia Elżbiety Będkowskiej. Oboje zagubili się w swym życiu przez pieniądze. Mogliśmy doświadczyć przez chwilę bardzo mocno ich „przeżytego doświadczenia”[25]. Nie kochali albo nie byli kochani, odeszli swych współmałżonków i trafili na karty historii wskutek swej nędzy albo z pazerności. Przesłuchani i osądzeni pozostali w tyle drogi, za rydwanem współczesności, który niewstrzymanie pędzi do przodu. Nie wiemy, jak potoczyło się życie ich opuszczonych partnerów i jest to pewnym symbolem. Ci bowiem uczciwie zarabiający na chleb są ową nierozpoznaną większością społeczeństwa, która przeżyła swe życie bez kolizji z prawem. I bez odbicia w archiwaliach. Podkowę zła musimy wyginać na jasną stronę mocy[26].


[1] M. Wyżga, Homo movens. Mobilność chłopów w mikroregionie krakowskim w XVI–XVIII wieku, Kraków 2019, s. 55-56.

[2] Archiwum Narodowe w Krakowie [dalej cyt. ANK], Akta miasta Krakowa, sygn. 29/33/0/1.4.11/867, Prothocolon causarum criminalium, s. 38 (1680 r.). Serdecznie dziękuję Panu Doktorowi Bartoszowi Drzewieckiemu za pomoc w odczycie fragmentów rękopisu.

[3] Archiwum Państwowe w Lublinie, Akta miasta Lublina, sygn. 35/22/0/2.1.3.4/144, [Księga złoczyńców], k. 9v (1676 r.).

[4] Tamże, k. 9v.

[5] Tamże, k. 9v.

[6] Tamże, k. 6v.

[7] Tamże, k. 6v.

[8] Tamże, k. 6v.

[9] Tamże, k. 6v-7.

[10] Tamże, k. 14.

[11] Tamże, k. 7.

[12] Tamże, k. 11.

[13] Tamże, k. 11v.

[14] Tamże, k. 11v.

[15] Tamże, k. 11v.

[16] Tamże, k. 14v.

[17] ANK, sygn. 29/33/0/1.4.11/867, s. 38.

[18] Tamże, s. 38.

[19] Tamże, s. 38.

[20] Tamże, s. 38-39.

[21] Tamże, s. 39.

[22] Tamże, s. 40.

[23] Tamże, s. 41.

[24] Tamże, s. 42.

[25] Tak interpretuje myśl Carlo Ginzburga i Carlo Poni Ewa Domańska; E. Domańska, Historia życia w praktyce: Krzysztof Zamorski i jego Pleban i wieś, „Sensus Historiae” LXI (2025/4), s. 17-18; por. C. Ginzburg, C. Poni, Il nome e il come: scambio ineguale e mercato sto-riografico, „Quaderni Storici” 14, 40 (1), 1979, s. 181-190.

[26] M. Wyżga, Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi, Kraków 2025, s. 680.

O autorze

Ewa Solska

Administrator

Wyświetl wszystkie posty

Post navigation

Previous: WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (242) Intencjonalność cz. II. Maszyny nie są inteligentne

Related News

242up
8 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (242) Intencjonalność cz. II. Maszyny nie są inteligentne

Ewa Solska 19 maja 2026 0
fot dr Bartosz Kałużny
9 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (9) Kotek

Ewa Solska 15 maja 2026 0
241up
9 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (241) Czy maszyna może myśleć? Cz. II Intencjonalność

Ewa Solska 5 maja 2026 0

Nasze najnowsze teksty

fot dr Bartosz Kałużny
10 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (10) Fałszerka i zbrodzień – dwa mikrostudia bigamii

Ewa Solska 29 maja 2026 0
242up
8 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (242) Intencjonalność cz. II. Maszyny nie są inteligentne

Ewa Solska 19 maja 2026 0
fot dr Bartosz Kałużny
9 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (9) Kotek

Ewa Solska 15 maja 2026 0
241up
9 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (241) Czy maszyna może myśleć? Cz. II Intencjonalność

Ewa Solska 5 maja 2026 0
  • O nas
  • Ohistorie
  • Kategorie
  • Kontakt
  • Współpraca
  • Archiwum Ohistorie
Copyright © All rights reserved. | MoreNews przez AF themes.