Przejdź do treści
ohistorie logo

ISSN 2545-3459

Menu główne
  • O nas
    • Wydawca
    • Redakcja
  • Ohistorie
  • Kategorie
    • Artykuły
    • Aktualności
    • Opinie
    • Varia
    • Wywiady
    • wszystkie
    • Edukacja
    • Filmy
  • Kontakt
  • Współpraca
    • Informacja dla Autorów
  • Archiwum Ohistorie
  • Dom
  • 2026
  • czerwiec
  • J
  • Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (11) Furia majstra Golińskiego
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (11) Furia majstra Golińskiego

Ewa Solska 13 czerwca 2026 10 minutes read
fot dr Bartosz Kałużny

Kazimierz Dolny: wybrzeże, [1939], on-line: https://polona.pl/preview/0a5de3e1-1e33-4823-9deb-8f55e9f56f8e [dostęp: 11.06.2026 r.]


Majster stolarski Stanisław Goliński mieszkał w pięknej okolicy. Oto przed nami Kazimierz Dolny nad Wisłą. Miasteczko owo świetności swej lata zawdzięczało w dużej mierze handlowi zbożem. Stanisław nasz był typem krewkim i pogardliwym – wypisz, wymaluj – szlachciura warchoł, tyle, że w mieszczańskiej przyodziewce.

 Żalił się inny stolarz, Benedykt Mamiński, że na posiedzeniu cechowym Goliński bronił mu zatrudnienia w osadzie: „aby nie robił w mieście Kazimierzu żadnej roboty, nie mając żadnej do niego przyczyny, zadał mu chłopczyństwo”[1]. Zadać komuś w mieście „chłopstwo”, pochodzenie wiejskie między sławetnymi obywatelami – oto potwarz. Ciągnie się ona za takimi, co to w mieście osiąść chcą, karierę w handlu czy rzemiośle rozwijać, ale nie rozwiązali umowy poddańczej z dworem w swojej wsi. Boli zwłaszcza dlatego, że jeszcze niedawno ten i ów mieszczański nuworysz chodził za pługiem. Boli, bo – jak w przysłowiu – nie pamiętał wół, jak cielęciem był. Nie pierwszy to raz mieszczanie zarzucali sobie chłopskie pochodzenie i poddaństwo, co w społeczeństwie mającym za wzór kulturowy szlachtę i jej złotą wolność mogło zaboleć, chociaż odległość społeczna między mieszczanami a chłopami znad Wisły przypominała tę dzielącą dywan od podłogi.

Goliński nie miał też moralnych oporów wobec swego libido. Oto bowiem inny kazimierzanin, Tomasz Gierczyński, a zarazem masztalerz cechu kowalskiego (cech ów skupiał też inne zawody) miał „wielkie użalenie serca”[2] w związku z tym, co Goliński zrobił jego brzemiennej małżonce. Zaprotokołowano, że „powróciwszy z jarmarku małżonka uczciwego Tomasza wstąpiła do tej samej gospody jako do matki. Siadła przy stole dla spoczynku swego. Przyszedłszy do niej uczciwy Stanisław Goliński zaczął ją całować w gębę, pokładając się na niej i w tył przełamywać. Była na ten czas w ciąży. Słowami nieprzyzwoitymi szkalować, lżyć, nie tylko [ją], ale i onego samego mówiąc: <<Jakaż mnie ty i z twoim mężem jak wezmę tego stołka, to ci go o łeb potłukę. Jeżelim cię pocałował, to ci zapłacę, a tobie pyski stłukę>>. Nie mający żadnej przyczyny do niej, szczególnie szukał dalszej okazji kłótni”[3]. Nie wiemy, czy Golińskiego z cudzą mężatką łączyły wcześniej jakieś bliższe uczucia i była między nimi jakowaś konfidencja. Jeżeli tak, wykorzystał to by upokorzyć innego rzemieślnika. Co więcej, „lżył i szkalował osoby mające urząd na sobie miasta Jego Królewskiej Mości Kazimierza Dolnego”[4]. Jak widzimy, palił Goliński mosty międzyludzkie, jakie wokół siebie jeszcze miał. Ponoć wraz ze swym ojcem Szymonem do współbraci cechowych wołał: „Jebał was pies wszystkich, nie prosiłem was o to, żebyście mnie za masztalerza obrali i do cechu przyjęli. My tu nie mamy swego [cechu, M.W.], a tu się wyzwalamy, chociaż lada dureń przyjdzie do miasta, to chce rządzić w cechu”[5]. Chodziło więc Golińskiemu o pilnowanie elitarności i wewnętrznej spójności społeczności mieszczańskiej. Ale doprowadzony do skrajnych emocji, wylał zarazem dziecko z kąpielą.

Nie Goliński jeden rzucał inwektywami na prawo i lewo. Nie jednego Golińskiego furia brała w objęcia. Taki oto ślusarz Ignacy Skalski usłyszał od ławnika kazimierskiego Kazimierza Klimeckiego: „Hyclu, rakarzu, bieżniku”, przez co ten „za ujętą sławę i honor” płacić musiał karę[6].

Najczęściej furię wzbudzały niesnaski, jakie przynosiła codzienność i wspólne bytowanie. Oto Szymon Masłowski jest oskarżony o szkalowanie żony swej Maryny Masłowskiej i matki. Ukarany 50 plagami, ma też w izbie sądowej przy nich polecone: „niechże te same słowa lżące i szkalujące połyka jak niegodziwy człowiek”, a za nieuszanowanie matki ma odwoływać słowa te: „zatknąwszy palec za palec mówiąc żebyś trzysta tysięcy diabłów wzięła jak mi dokumentów nie oddasz”[7]. Sąd „za nieuszanowanie urzędu i matki oraz wychodząc z izby sądowej trzaśnięcie drzwiami aż klamka wypadła” nakłada na krewkiego Masłowskiego jeszcze „kary cielesnej plag kańczugów sto w sieni ratusznej na dole”[8].

Jeszcze dobrze wspomnianym niewiastom łzy nie obeschły, a już dwaj inni mieszczanie stają naprzeciw sobie o szkodę z powodu psów: „Adama Spiechowskiego, a bardziej dziwkę jego, która psami z grochu świnię zacnie sławetnego Wojciecha Królikowskiego szczwała, którą to świnię psy mocno poszarpały, aż prosięta w niej pozdychały, i ogoniły”[9]. Ławnicy oglądali grządkę w ogrodzie pod wiatrakiem, którą maciora zdemolowała: „grzęda z dymką ze szczętem zrujnowana, z której żadnego już pożytku nie będzie […], z marchwią grząd trzy i makiem tamże pokopane”[10].

Kląć musiał wniebogłosy (ale pod nosem) praktykant szewstwa, którego żona jego majstra zmusza do pracy w Boże Ciało. Był to chłopiec Franciszek Pankowski, osierociały po niejakim Józefie Kępińskim. Tenor oskarżenia brzmi tak: „przez żonę uczciwego Michała Dyslera za rozkazaniem robienia roboty w Święto uroczyste Bożego Ciała Franciszkowi Pankowskiemu, odgrażając się <<iż ci jeść nie dam dotąd, póki roboty nie skończysz”, który przymuszonym został od majstrowy, robił prawie do południa, co nie tylko taż robota przez czeladnika wykonana była, ale i przez chłopca innych świąt okazała się”[11]. Majstra spotkała kara finansowa, ale chłopiec miał u nich skończyć swe trzyletnie terminowanie. Przy okazji jednak zawyrokowano dwa dni więzienia dla pewnego świadka, który słysząc, jak majstrowa klnie na chłopca, nie doniósł na nią urzędowi.

I tak sławetni mieszczanie z Kazimierza Dolnego wyklinali tam i sam, gdy tymczasem koniec wieku XVIII upływał sobie w najlepsze wraz z nurtem Wisły, pośród rzecznych statków, komięg, rybackich łodzi i tratew. Czy tylko plebeje rzucali w siebie słowy grubymi niby kłody drewna spławiane rzeką? U kogo uczyli się takich troglodyckich manier? Albo kto uczył się od nich?

Przyglądnijmy się teraz relacjom plebejów z wyższymi stanami. Niejaki Stanisław Świński, chłop, chociaż urzędnik, bo zarazem woźny sądowy, został posłany z pozwem w pewnej sprawie do księdza i najpewniej z pochodzenia szlachcica Mikołaja Sobolewskiego promotora różańcowego, „który odebrawszy pozew, rzucił na ziemię, skoczywszy do woźnego, pyta się o autentyk. Odpowiedział woźny: mam autentyk w stancji mego pana. Którymi […] słowami niegodziwymi lżył mówiąc […]: durniu, świnio, błaźnie, zjadłeś trzysta diabłów. Jak cię kijem wezmę walić, to cię diabli wezmą […]>>. Mówiąc, co mi jest za jeden ten świniarz, wlazł między Polaków i będzie Polakami trząsał. Diabli go wiedzą, skąd jest>>. Wreszcie pozew rozdarł”[12]. Z kaznodziejskich ust i poza amboną nie raz wylatywać musiały diabły i demony. Uwagę też zwraca, że duchowy nie uznał chłopa-urzędnika za równego sobie, za Polaka.

Zobaczmy na koniec wypadek w jednej z okolicznych gospód, gdzie kilkoro szlachciców wywołało burdę, jaka skończyła się pchnięciem nożem w pewnego Żyda. Zaczęło się niewinnie. Niejaki Mohorycz z kucharzem Maciejem Królikowskim „spokojnie sobie pili po zakupieniu wołów”[13]. Wspomina świadek tych wydarzeń Mikołaj Sobczuk: „jako ciż szlachta przybiegłszy do austerii, a zastawszy grającego na fujarze parobka, najprzód do tego rzucili się, usiłując go bić, aby im lepiej grał. Rusini mówić poczęli: <<gdy waćpanowie chcecie ochoty, to sobie najmijcie, a do nas pretensji nie macie>>. A wtem Maciej Królikowski kucharz odezwawszy się mówiąc: dajcie panowie pokój, ja [i] Mochorycz z nimi piję, gdyżem woły z ich taboru kupił. Ciż skoczywszy do niego tak zbytecznie bić poczęli, że ledwie go Rusini wzbronili, onego besztając rozmaitymi słowami, mówiąc: <<ty chłop, a my szlachta>>”[14]. Z tego taboru kupieckiego był Konstanty Sendziuk, który opowiada: „Szlachta przybiegłszy do austerii, a zastawszy grającego na fujarze, poczęli najprzód jeden z nich tańcować i skakać, a potem widział, że nożem Żyda pchnął, aż upadł”. I widziano, że Lejba Abramowicz z Łęcznej „przebity przez szlachtę ze Słotwin, dziura na prawym boku naprzeciw serca”[15]. Według młynarza Grzegorza Sieńki z Płonek jeden ze szlachciców zapytał Żyda, czy jest faktorem. Ten zaprzeczył i wtedy w trzech rzucili się nań. Jeden pchnął nożem, a inni go szarpali. Wspomniany kucharz dopowiedział, że szlachiury skoczyły na swą ofiarę „[…] z wielką furią i złością”[16].

Kto kogo więc uczył tu nad Wisłą szkalowania, kto z kogo przykład brał? Czy płynąc z nurtem królowej polskich rzek ku Gdańsku, flisacy, kupcy i oryle widzieli podobne numery w gospodach gburów żuławskich, w okolicach Mierzei i Szkarpawy? Jaśmina Korczak-Siedlecka przytacza historię niejakiego Joachima Builowa, który przezwał wędrującą kobietę „złodziejską kurwą bez honoru”, a syn sołtysa Tujska nazwał chłopa z Łysej Góry szelmą, złodziejem łososi i skurwysynem. Badaczka cytuje odpowiedź zwyzywanego: „że nigdy nim [szelmą, złodziejem] nie był i nie jest również skurwysynem, i jego matka też nie [jest kurwą], bo on z honorowych, pobożnych rodziców się urodził i pochodzi”[17]. Wraz z rzecznym towarem ludzie wody z głębokich trzewi Polski wieźli ku Bałtykowi w ustach własny słowniczek wyzwisk, które też zapewne mieszały się w Gdańsku z innymi „apostrofami wzmacniającymi” w najlepsze. Zwłaszcza, gdy języki ludzkie opanowała furia.


Kazimierz Dolny – nierozpoznana krypta, Narodowe Archiwum Cyfrowe, Archiwum Stanisława Magierskiego, sygn. 3/152/0/-/57; on-line: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/de/jednostka/-/jednostka/36090739 [dostęp: 11.06.2026 r.]


[1] Archiwum Państwowe w Lublinie [dalej cyt. APL], Akta miasta Kazimierza Dolnego, sygn. 35/37/0/2/22, [Księga sądu i urzędu wójtowsko-ławniczego i radzieckiego, sprawy kryminalne], s. 27 (1783 r.).

[2] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 27.

[3] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 27.

[4] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 28.

[5] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 28.

[6] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 16.

[7] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 45.

[8] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 45.

[9] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 45.

[10] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. s. 47.

[11] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 44. Więcej o sile słowa, przeklinania i magicznych znaczeń wypowiadanych słów u zwykłych ludzi: A. Engelking, Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, Warszawa 2010; Ł. Truściński, Wołania. Praktyki komunikacyjne w życiu codziennym mieszkańców Grodziska Wielkopolskiego w XVIII wieku, Warszawa 2024; J. Korczak-Siedlecka, Przemoc i honor w życiu społecznym wsi na Mierzei Wiślanej w XVI – XVII wieku, Toruń 2021, s. 53-129.

[12] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 15

[13] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 5.

[14] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 5.

[15] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 5.

[16] APL, sygn. 35/37/0/2/22, s. 5.

[17] J. Korczak-Siedlecka, Przemoc i honor…, s. 74, 76-77.

O autorze

Ewa Solska

Administrator

Wyświetl wszystkie posty

Post navigation

Previous: WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (243) Teorie symulowanego znieczulenia. Searle`owskie asocjacje

Related News

243up
5 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (243) Teorie symulowanego znieczulenia. Searle`owskie asocjacje

Ewa Solska 2 czerwca 2026 0
fot dr Bartosz Kałużny
10 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (10) Fałszerka i zbrodzień – dwa mikrostudia bigamii

Ewa Solska 29 maja 2026 0
242up
8 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (242) Intencjonalność cz. II. Maszyny nie są inteligentne

Ewa Solska 19 maja 2026 0

Nasze najnowsze teksty

fot dr Bartosz Kałużny
10 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (11) Furia majstra Golińskiego

Ewa Solska 13 czerwca 2026 0
243up
5 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (243) Teorie symulowanego znieczulenia. Searle`owskie asocjacje

Ewa Solska 2 czerwca 2026 0
fot dr Bartosz Kałużny
10 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (10) Fałszerka i zbrodzień – dwa mikrostudia bigamii

Ewa Solska 29 maja 2026 0
242up
8 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (242) Intencjonalność cz. II. Maszyny nie są inteligentne

Ewa Solska 19 maja 2026 0
  • O nas
  • Ohistorie
  • Kategorie
  • Kontakt
  • Współpraca
  • Archiwum Ohistorie
Copyright © All rights reserved. | MoreNews przez AF themes.