Przejdź do treści
ohistorie logo

ISSN 2545-3459

Menu główne
  • O nas
    • Wydawca
    • Redakcja
  • Ohistorie
  • Kategorie
    • Artykuły
    • Aktualności
    • Opinie
    • Varia
    • Wywiady
    • wszystkie
    • Edukacja
    • Filmy
  • Kontakt
  • Współpraca
    • Informacja dla Autorów
  • Archiwum Ohistorie
  • Dom
  • 2026
  • maj
  • J
  • Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (9) Kotek
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (9) Kotek

Ewa Solska 15 maja 2026 9 minutes read
fot dr Bartosz Kałużny

Wśród rozmaitych zabaw i gier zajmujących czas człowieka nowożytnego, o jakich czytamy w pierwszym tomie niezwykle ciekawego zbiorowego dzieła francuskich historyczek i historyków „Historia ciała”[1], poza niemal rytualnym okładaniem się kijami albo miotaniem kamieniami między mieszkańcami sąsiednich wiosek, wzmiankuje się łapanie zębami głowy żywej gęsi zawieszonej nad rzeczną strugą, rzucanie „przedmiotem w spętane zwierzę, w które po kolei celują wszyscy gracze: rzucanie sierpem w ptaka w Senlis, kamieniami w koguta w prowansalskim Pierrevert; jeszcze bardziej prymitywne jest zadawanie ciosów pięścią kotu, który może bronić się pazurami”[2]. Zanim ochłoniemy z powyższego opisu, przejdźmy spokojnym krokiem tysiąc pięćset kilometrów z Paryża na wschód, do Krakowa. Tam to jesienią Roku Pańskiego 1735 przesłuchiwany jest Maciej Jachimowski, któremu znęcanie się nad kotem przyniosło utratę stałej pracy, i to nie pierwszy ani nie ostatni raz: „Jestem rodem tu z Krakowa. Ojciec mój ciemny był [czyli niewidomy, M.W.], który siadał na mostku przeciwko kamienicy jegomości pana Barszcza [okazała kamienica kupiecka rodziny Bartschów, zwana później „na Barszczowem”[3], M.W.]. Rok już nie żyje. Z młodszych lat byłem przy nim. Wodziłem go po prośbie. Jak mi ojciec umarł, starałem się o miejską służbę za żołnierza i służyłem półczwarta roku za żołnierza. Ożeniłem się był zaraz w drugim roku jakom służbę przyjął i mam żonę i jedno dziecię”[4]. Pracę ową Jachimowski stracił, kiedy do Krakowa przybyły wojska saskie, a „potemem nadsługiwał przy kościele Panny Maryi dzwonnikom albo i grabarzom. Potem nas tu znowu przyjęto na miejską służbę, jednak niedługo potem odprawiono i trafiła mi się służba u Panny Maryi przy kościele za grabarza […]”[5].



Jak wynika z samoopisu, wiódł Jachimowski życie najzwyczajniejsze, blisko krakowskiego rynku, pulsu międzynarodowego kupiectwa, tłoku i gwaru języków wszelakich. Tu też następuje intryga opowieści: „[…] podczas oktawy Wniebowzięcia Najświętszej Panny kot wielki nie wiedzieć skąd się przybłąkał na cmentarz Panny Maryi. Miał nogi zadnie związane. Ja, wziąwszy kija, wyganiałem owego kota z cmentarza. Uchwycił się zębami za laskę. Jam go też wywlókł za bramkę i wraziłem go pod mostek przy bramce, idąc na Floriańską ulicę […]”[6]. Wiadomo skądinąd, że starano się pilnować cmentarzy, owych nienażartych „pożeraczy zwłok”. To w ich ziemi zwłoki w ciągu kilku lat traciły tkanki miękkie, a wydobyte z ziemi kości były przenoszone do przykościelnej kostnicy. Był to murowany bądź drewniany budyneczek w pasie ogrodzenia przykościelnej nekropolii. Dawny cmentarz przykościelny miejscem intymnym i pełnym zadumy bynajmniej nie był, zwłaszcza w większym mieście, gdzie na ogół sąsiadował z placem targowym. Dozór dotyczył dzikich bądź bezpańskich zwierząt, by nie kalały miejsca poświęconego i nie dobywały spod ziemi ludzkich szczątek[7]. To tłumaczy zachowanie Jachimowskiego, który kota usunął z cmentarza. O tym jednak, co potem chciał z nim zrobić, nie dowiadujemy się. Jego zamiary spaliły na panewce, gdyż oto „pani Zabierzowska to widząc nawołała się na mnie: <<ty hyclu taki owaki, po coś tam tego kota wewlókł?>>. Jam jej odpowiedział, żem powinien przestrzegać cmentarza i kościoła, aby takie bestie nie chodziły. A ona poszła na mnie skarżyć do jegomości księdza zakrystiana. Nazwodziła plotek różnych przed nim i tak mnie odprawił”[8]. Chociaż działania Jachimowskiego wynikały teoretycznie z poczucia obowiązku zadbania o porządek na cmentarzu, coś poruszyło mieszczkę na tyle, że zareagowała. Albo los kota, albo wcześniejszy konflikt z grabarzem. W ten oto sposób kobieta doprowadziła do zwolnienia go z pracy , przy okazji wygarniając przed duchownym zapewne niejedną przykrą informację o Jachimowskim. Nie doszło zatem do „wielkiej masakry kotów”, jaka w tym czasie ma miejsce w Paryżu[9].



Jachimowski wyjaśnia, jak mu się układało życie dalej: „Potemem się żywił jakom mógł, posługując różnym ludziom w rynku, kiedy się trafiło, sragę [?] niewieście której sprzątnąć tom sprzątnął, to mi dała grosz albo tam dwa”[10]. Bohater mieszka w domostwie usytuowanym przed Nową Bramą. Napytał sobie biedy, kiedy tydzień przed złożeniem zeznań, między godziną siódmą a ósmą wieczorem usłyszał kołatanie do wrót dominikańskich: „Słysząc to, że kołacze i woła, podrzeźniałem mu, bom był podpity, żona poczęła mi łajać, mówiąc: <<a pódź, pódź, ty hultaju, opiłeś się jako świnia i będziesz drugiemu podrzeźniał, a to i ten tam jakiś pijak po nocy chodzi pijany, bodajeście sto zjedli!>>”[11]. Bohater poszedł do piekarza mieszkającego w tym samym domu. Ów pytał, co to za pijak się gardłuje i wskazał na wiszący na ścianie bykowiec. Dobrze zrozumiał były żołnierz, że ma uciszyć gwałtownika. Ale zamiast zrobić użytek z bykowca, ukradł leżącemu i ponoć zmorzonemu już snem na ziemi opojowi buty, pieniądze, chustkę i czapkę, „którą wziąłem, otarłem ją z błota”[12]. Powróciwszy przyznał się piekarzowi, co wziął. Kolejnego wieczoru łożył gospodyni „na wódkę i piwo”, pijąc trunki ze znajomkami. Zjadł też placek. W kradzionych butach poszedł na procesję do kościoła Mariackiego. Tam musiała w nich dojrzeć go żona okradzionego, którym był  jeden z krakowskich słodowników: „Przyszła warta miejska, wzięli mnie tu na ratusz, była z nimi słodowniczka, żona tego słodownika, wzięła zaraz ode mnie buty i podwiązki”[13]. Czapki nie znalazła, bo tę Jachimowski zostawił u Żyda, podobnie jak wydanych już pieniędzy. Dopiero po kilku dniach „postarała się żona [tj. Jachimowska, M.W.] moja o te pieniądze i mam ich, jest i czapka, i chustka”[14]. Widać już teraz jak problemy mężów swych, wynikające z opilstwa i chytrości załatwiać muszą małżonki. Słodowniczka przyjąć fantów od Jachimskiego jednak nie chciała.

W całej tej sprawie intrygujące jest zeznanie domniemanego kompana Jachimowskiego, biednego jak mysz kościelna Jana Sadowica: „Rodziłem się tu, na przedmieściu pod Św. Mikołajem. Już mi rodzice pomarli i się żywię jak mogę, posługuję co mogę, bom kaleka na rękę. Wybitą mam z dawności, robić na nią nie mogę, tylko po jałmużnie chodzę i do furty, gdzie dają jeść. Sypiam u Siennika, tu pod Skałką. Kompanii z nikim nie trzymałem i nie trzymam. Chyba, że dziadka ciemnego [tj. ślepca, M.W.], którego po mieście wodziłem albo z nim gdzie na wieś poszedłem po elemozynie [tj. jałmużnie, M.W.]”[15]. O ekscesach Jachimowskiego, z którym wiąże go źródło utrzymania w postaci pomagania niewidomym, miał nic nie wiedzieć, aż „żona jego pytała mnie: <<Jaśku, nie wziąłeś ty czapki jakiej od mojego>>”[16]. Ciekawie używa się zaimka „mój” co do osoby współmałżonka. Jan wskazał, że wszystko wynikło z pomyłki, że Jachimowski powiedział żonie, że czapka jest „u Żyda Blindera, a ona się przesłyszała, rozumiała, że to u mnie, bo mnie zowią Blinder […] jest to słowo niemieckie, po polsku znaczy ślepy i tak mnie zowią Blinder”[17].

W opowieści tej, dla której kocia intryga była zaledwie wabikiem, uwagę zwraca zaplątanie się dwóch mężczyzn w aferę złodziejską, gdzie tak naprawdę najbardziej sprawczymi osobami okazują się wspomniane już wyżej kobiety. To działanie pani Zakrzewskiej ocala życie futrzaka, sukienniczka potrafi wytropić tego, kto okradł jej męża, a Jachimowska próbuje naprawić całe zło, jakie wyrządził jej mąż.

Dziś biała, gładka powierzchnia kamienna rozłożona wokół kościoła Mariackiego skrywa wszystkie te tajemnice i dawny puls życia zwykłych ludzi. Ani sukienniczki, Sadowica, Jachimowskiego czy chromego kotka nikt nie pamięta, nie wspomina. Musimy ich na tę scenę, na spacery historyczne dopiero wyprowadzać z zapiski źródłowej, z archiwum. Kto wie, może kiedyś w postaci hologramu, w nowych technologiach dydaktycznych czy kulturowych ich historia odbędzie się jeszcze nieraz i będzie komuś z ludzi żywych potrzeba. Podnoszę wzrok znad płyty krakowskiego Rynku, próbuję objąć nim majestatyczną budowlę kościoła Mariackiego. Wyobrażam sobie, że każda z cegłówek w świątynnym, omodlonym murze jest jak jedno ludzkie życie zapisane w księgach dawnych miast spod Wawelu: Krakowa, Kazimierza i Kleparza. Cofam się kilkadziesiąt metrów od gmachu. Mrużąc oczy zdaje mi się, że cegły owe zaczynają się poruszać, jakby niecierpliwie chciały opowiedzieć swoje życie. I mocno wierzę, że nie czeka ich wielka masakra niepamięci, ale wielkie opisanie.


„Małe kotki bawiące się butem”: https://polona.pl/item-view/3c591608-b1ea-4486-9bc6-25c7c20df367?page=0 [dostęp: 12.05.2026 r.].


[1] Historia ciała, t. 1, red. G. Vigarello, przeł. T. Stróżyński, Gdańsk 2020.

[2] Tamże, s. 242-243.

[3] K. Bańkowska, Krakowskim szlakiem: kamienice „na Barszczowem”, on-line: https://sztukipiekne.pl/krakowskim-szlakiem-kamienice-na-barszczowem/ [dostęp: 12.05.2026 r.].

[4] Archiwum Narodowe w Krakowie, Akta miasta Krakowa, sygn. 29/33/0/1.4.11/875, [Criminalia], s. 83.

[5] Tamże, s. 83.

[6] Tamże, s. 83.

[7] M. Wyżga, Funkcjonowanie wiejskich cmentarzy parafii katolickich w dobie przedrozbiorowej na przykładzie dekanatów Nowa Góra, Skała i Proszowice z okolic Krakowa, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 12 (2014), 3, s. 450, 457-458.

[8] Tamże, s. 83-84.

[9] R. Darnton, Wielka masakra kotów i inne epizody francuskiej historii kulturowej, przeł. D. Guzowska, Warszawa 2015.

[10] Archiwum Narodowe w Krakowie, Akta miasta Krakowa, sygn. 29/33/0/1.4.11/875, [Criminalia], s. 84.

[11] Tamże, s. 84.

[12] Tamże, s. 84.

[13] Tamże, s. 85.

[14] Tamże, s. 85.

[15] Tamże, s. 85.

[16] Tamże, s. 85.

[17] Tamże, s. 86.

O autorze

Ewa Solska

Administrator

Wyświetl wszystkie posty

Post navigation

Previous: WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (241) Czy maszyna może myśleć? Cz. II Intencjonalność

Related News

241up
9 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (241) Czy maszyna może myśleć? Cz. II Intencjonalność

Ewa Solska 5 maja 2026 0
1777447439297
14 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (8) Czarownica Magdalena

Ewa Solska 1 maja 2026 0
240up
4 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (240) Stany umysłowe są zjawiskiem biologicznym?

Ewa Solska 22 kwietnia 2026 0

Nasze najnowsze teksty

fot dr Bartosz Kałużny
9 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (9) Kotek

Ewa Solska 15 maja 2026 0
241up
9 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (241) Czy maszyna może myśleć? Cz. II Intencjonalność

Ewa Solska 5 maja 2026 0
1777447439297
14 minutes read
  • Felietony
  • Varia

Mateusz Wyżga. Wycinanki staropolskie (8) Czarownica Magdalena

Ewa Solska 1 maja 2026 0
240up
4 minutes read
  • Felietony
  • Varia

WOJCIECH WRZOSEK Wycinanki (240) Stany umysłowe są zjawiskiem biologicznym?

Ewa Solska 22 kwietnia 2026 0
  • O nas
  • Ohistorie
  • Kategorie
  • Kontakt
  • Współpraca
  • Archiwum Ohistorie
Copyright © All rights reserved. | MoreNews przez AF themes.