Adeptka myślenia metapoziomowego Anie Talbot z uniwersytetu w Montrealu z faktu, że powieść Bineta to utwór hybrydowy, – o czym w nieco innych kategoriach już donosiliśmy – w którym łatwo dostrzec stosowną diegetyczną narrację, skłania – jej zdaniem – do ponownego przemyślenia relacji między literaturą fikcyjną a historiografią.[1]
Zastanawiałem się przez chwilę co zrobiłby Binet gdyby przeczytał choćby fragmenty III tomu ricoeurowskiego Temps et récit[2]czy choćby Paula Veyne`a Comment on écrit l`histoire.[3] Myślę, że nie mógłby skorzystać z tych lektur przy pisaniu swych wynurzeń autobiograficzno-warsztatowych z HHhH. Między filozoficznym dyskursem francuskiego hermeneuty a pragmatyką pisarza jest kategorialna przepaść. Świadomość historyczna i świadomość pisarza Bineta oraz refleksja hermeneutyczna filozofa nie operują korespondującym ze sobą pojęciowym instrumentarium. Nie spotkałyby się analizy Ricoeura z myśleniem o powieści o zamachu z czasów II wojny światowej.
Binet dysponuje jedynie swym żywiołowym doświadczeniem wyniesionym z licznych spontanicznych lektur. Nasz powieściopisarz czytał co mu w ręce wpadło. Z jednej strony przyglądał się zmaganiom twórczym autorów powieści, z drugiej, gromadził wiedzę o rzeczywistości z czasów bohaterów powieści. Stale zmagał się z pogodzeniem literatury faktu tj. historią z literaturą fikcji, czyli powieścią tu akurat historyczną.
„Prawdziwe historie mają tę zaletę, że opowiadając je nie musimy dbać o efekt realizmu. Nie mam potrzeby reżyserowania tego okresu życia Heydricha.”[4]
„Gdzie i kiedy się poznali? W Polsce? We Francji? W drodze pomiędzy tymi krajami? Później, w Anglii? Właśnie to chciałbym wiedzieć – zwierza się Binet. Nie wiem jeszcze, czy będę wizualizował (to znaczy wymyślał) to spotkanie, czy też nie. Jeśli to zrobię, udowodnię ostatecznie, że zdecydowanie fikcja nie uznaje żadnych zasad.”[5]
W pierwszej chwili napisałem: „wciśnięty w niebieski mundur”. Nie mam pojęcia, dlaczego widziałem go w tym kolorze. Göring rzeczywiście zakładał do zdjęć błękitny mundur. Ale czy miał go na sobie tamtego dnia? Równie dobrze mógł to być, na przykład, biały.
Nie wiem też, czy takie skrupuły mają sens na tym etapie opowieści.[6]
Nieco dalej znajdujemy:
„Słyszałem o niezwykłej historii, która wydarzyła się w Kijowie w czasie wojny, latem 1942 roku, i w żaden sposób nie wiązała się z osobami zaangażowanymi w operację <<Anthropoid>>. Z założenia więc nie ma dla niej miejsca w mojej powieści. Ale jedna z wielkich zalet tego gatunku jest fakt, że daje on opowiadającemu niemal nieograniczoną swobodę.”[7]
Symptomatycznym dla powieści są dialogi. Problem na styku narracja fikcji i narracja historyczna jest problem obecności dialogu w powieści.
Nie ma nic bardziej sztucznego w książce historycznej – perswaduje Binet – jak zrekonstruowane na podstawie bezpośrednich świadectw dialogi, które niby mają tchnąć życie w martwe karty przeszłości. Taka figura stylistyczna nosi nazwę hipotypozy i jej zadaniem jest na tyle skuteczne ożywienie sceny, by czytelnik miał wrażenie, że rozgrywa się ona na jego oczach. Efekt ożywiania konwersacji staje się zazwyczaj wymuszony i odwrotny od zamierzonego: widzę, że to wszystko jest grubymi nićmi szyte, zbyt wyraźnie słyszę głos autora, próbujący zestroić się z głosami postaci, które stara się zawłaszczyć.
„(…) Jakkolwiek by było, moje dialogi, jeżeli nie będą mogły opierać się na źródłach precyzyjnych, wiarygodnych i ściśle dokładnych, zostają wymyślone. W tym przypadku jednakże będą one pełnić funkcję nie hipotypozy, lecz, dajmy na to paraboli. Albo całkowita dokładność, albo skrajna umowność. A żeby nikt się nie pomylił, wszystkie wymyślone rozmowy (choć nie będzie ich dużo) zostaną potraktowane jak sceny dramatu. Kropla stylizacji w ocenie prawdziwości.”[8]
W paragrafie 154 Binet donosi:
„Przez piętnaście lat nie cierpiałem Flauberta, bo wydawał mi się ojcem pewnego typu literatury francuskiej, odartej z wielkości i fantazji, lubującej się w odmalowywaniu przeciętności, pogrążającej się z upodobaniem we wkurzającym realizmie, delektującej się drobnomieszczańskim światkiem, który rzekomo miał krytykować. A potem przeczytałem Salambo i natychmiast wpisałem te powieść na listę swoich dziesięciu ulubionych książek.
(…) W listach pisanych w czasie pracy nad ta książką Flaubert niepokoił się: <<To jest ‘Historia’, dobrze wiem, lecz jeśli powieść jest równie denerwująca, co książka naukowa…>> Miał również wrażenie, że pisze <<żałosnym akademickim stylem>>, w dodatku <<tym co (go) dręczy, jest psychologiczny aspekt (jego) historii>>, zwłaszcza, że chodzi o <<użyczenie ludziom j ę z y k a, w k t ó r y m n i e m y ś l e l i !>>. W kwestii dokumentacji: <<W związku z jednym słowem, czy jedna ideą, prowadzę poszukiwania, oddaję się dywagacjom, pogrążam się w marzeniach bez końca (…)>>. A to łączy się z problemem prawdopodobieństwa: <<Jeśli chodzi o archeologię, będzie ona ‘prawdopodobna’. I nic więcej. Żeby tylko nikt nie mógł mi u d o w o d n i ć, iż plotę niedorzeczności o to jedno proszę>>. Tu jestem na straconej pozycji – komentuje słowa Flauberta Binet – łatwiej wytknąć komuś nieznajomość numerów tablicy rejestracyjnej mercedesa z lat czterdziestych aniżeli detali uprzęży słonia z III wieku przed naszą erą.
Tak czy inaczej, – konkluduje w par. 154 <<dzienniczka pisarza>> Binet – czuję się nieco pewniej na myśl, że Flaubert, pisząc swe arcydzieło, miał te same obawy i zadawał sobie te same pytania co ja.”[9]
W paragrafie 155 znajdujemy refleksję, która jest interesowną recenzja książki Davida Chacko Like a Man o zamachu na Heydricha. To kolejny fragment pracy nad HHhH i kolejny fragment metafikcji historiograficznej Bineta:
„(…) autor (tj Chacko – przyp. W.W.) świetnie sobie radzi z psychologicznym wymiarem powieści, którą naszpikował monologami wewnętrznymi, sprawiając, że treść mija się z historyczną dokładnością, na której najwyraźniej wcale mu nie zależy, ponieważ książkę otwiera formułka: <<wszelkie podobieństwo do faktów itp. jest czysto przypadkowe>>, Chacko chciał więc przede wszystkim napisać powieść, owszem, świetnie udokumentowaną, ale nie miał zamiaru stać się niewolnikiem tej dokumentacji. Chciał oprzeć się na prawdziwej historii, wyciągnąć z niej jak najwięcej elementów powieściowych, ale i z lekkim sercem wymyślać wtedy, gdy może się to przysłużyć narracji, i mieć świadomość, że nie musi się rozliczać z Historią. Sprytny oszust. Prestidigitator. Po prostu powieściopisarz.”[10]
[1] Talbot A., Le fragile équilibre de la métafiction historiographique : une étude de l`ethos performé dans HHhH de Laurent Binet. Mémoire présenté comme exigence partielle de la maîtrise en études littéraires, Université du Québec à Montréal, 2022, p. 6.
[2] Ricoeur P., Temps et récit, tome III. Le temps raconté, Éditions du Seuil, Paris 1985, s. 284. „Nous ferons un nouveau pas en direction du point ou se recroisent le temps de la fiction et le temps de l’histoire en demandant ce qui, du côté de la fiction, put être tenu pour la contrepartie de ce qui, du côté de l’histoire, se donne comme passé ≪ réel ≫. Le problème serait non seulement insoluble, mais insensé, s’il restait posé dans les termes traditionnels de la référence. Seul, en effet, l’historien peut, absolument parlant, etre dit se référer a quelque chose de ≪ réel ≫, en ce sens que ce dont il parle à pu être observé par les témoins du passé. Par comparaison, les personnages du romancier sont tout simplement≪irréels≫; ≪irréelle≫ est aussi l’expérience que la fiction décrit. Entre≪ réaliteé du passé ≫ et ≪irréalité de la fiction≫, la dissymétrie est totale.”(Zrobimy kolejny krok w kierunku punktu, w którym krzyżują się czas fikcji i czas historii, zadając pytanie, co po stronie fikcji można uznać za odpowiednik tego, co po stronie historii przedstawia się jako „rzeczywistą” przeszłość. Problem ten byłby nie tylko nierozwiązywalny, ale i bezsensowny, gdyby pozostawał w tradycyjnych kategoriach referencji. Tylko historyk może bowiem, mówiąc ogólnie, odnosić się do czegoś „rzeczywistego” w tym sensie, że to, o czym mówi, mogło być obserwowane przez świadków przeszłości. Dla porównania, postacie powieściopisarza są po prostu „nierealne”; „nierealne” jest również doświadczenie opisane w fikcji. Pomiędzy „rzeczywistością przeszłości” a „nierealnością fikcji” istnieje całkowita asymetria. Tłum. moje W.W.). W przypadku powieści Bineta sytuacja wygląda zgoła inaczej: postaci opowieści to autentyczni realni uczestnicy tragicznych zdarzeń, w realnych, bądź stylizowanych na realne, ich doświadczenie uzupełnione równoległym dyskursem, który jest swego rodzaju metafikcją historiograficzną.
[3] Veyne P., Comment on écrit l`histoire suivi de Faucault révvolutionne l`histoire, Éditions du Seuil, Paris 1978.
[4] Binet L., HHhH…, s. 31.
[5] Tamże, s. 125.
[6] . Tamże, par. 109, s. 155.
[7] Tamże, s. 159.
[8] Tamże, s. 27-28, par. 17-ty.
[9] Tamże, par. 154, s. 214-215. Wyróżn. Bineta.
[10] Tamże, par. 157, s. 217-218.


