Obsypywany nagrodami Laurent Binet pisarz i wykładowca akademicki, opublikował dziesięć lat temu kolejną powieść i osiągnął kolejny sukces.[1] Wykazał się w niej swawolną wyobraźnią i wielkim talentem w budowaniu narracji. Okazał się tym kolejnym wyjątkowym pisarzem, który zdaje się rozumie to co my tylko niekiedy przeczuwamy. Binet przeczuwa, a może przemyślał i wie co niebawem będzie kolejną zmianą hierarchii w kulturze. Kolejnym pisarzem, który z chaosu codzienności odczytuje przyszłość.
Prezentując katalog obrazów narracyjnych – jakby ujęć, sekwencji filmowych – nie kłopotał się zbytnio, aby przekonać nas, że śledzimy spójną intrygę. Łączy je bodaj tylko para bohaterów. Nie powinniśmy dociekać dlaczego odbywają oni właśnie takie a nie inne podróże po świecie. W każdym razie co tu Binetowi służy za pretekst, tj. śledztwo w sprawie wypadku/zamachu, nie tłumaczy ani jednoczenia wysiłków obu głównych bohaterów, ich poświęcenia dla sprawy, podejmowanego ryzyka, kosztów postępowania.
Może i dlatego Laurent Binet nie był w stanie wciągnąć mnie w sensacyjno-kryminalny wątek swej powieści. Nie dziwię się, że tak się stało i nie żałuję. Intryga upleciona wokół Romana Jakobsona siódmej funkcji języka sformułowanej jakoby w zapisce dotąd niepublikowanej, a będącej – co najmniej przelotnie – w posiadaniu Rolanda Barthes`a, to próba zwulgaryzowania – we francuskim, ale i polskim znaczeniu tego terminu – wysiłków francuskiego aparatu ścigania, jak i szeroko rozumianych kręgów French Theory. Połączenie wątków klasycznego kryminału z elementami sensacyjno-szpiegowskimi nie intryguje. Logika, dedukcja, paradygmat poszlak pomieszany jest tu ze spiskami, zamachami, służbami specjalnymi. Komisarz Bayard w staroświeckim stylu Maigreta prowadzi śledztwo i jednocześnie uczestniczy co rusz we współczesnym kinie akcji. Z kolei jego doradca Simon Herzog uruchamia paradygmat poszlak jakby z instrumentarium z Artura Conan Doyle`a wzięty pod postacią semiologicznej analizy.
Binet rozsiewa tajemnice i domniemania. Dla przykładu: nie odpowiada na pytania: dlaczego sprawą siódmej funkcji języka, czy powieściową śmiercią Rolanda Barthesa miałyby interesować się ówczesne wschodnioeuropejskie służby specjalne. Podobnie, dlaczego niby, tyle wysiłków i próżnego trudu miałaby poświęcić francuska policja, aby rozwikłać intrygę wokół jakoby siódmej funkcji języka zaplątanej wokół śmierci Rolanda Barthesa. Śmierci na skutek obrażeń odniesionych w wypadku drogowym i powikłań zdrowotnych? Żaden wątek powieści nie rozgrywa się w uzasadnionej obecności ani francuskiego pourquoi, ani włoskiego percio, ani też amerykańskiego why, nie mówiąc o neapolitańskim pecché, gdzie w finale toczy się akcja. Autorowi nie o to chodzi aby coś tu w powieści rozgrywało się wedle racjonalistycznej strategii. W rezultacie, nie ma się do czego przyczepić, bo Binet nie upoważnia sądzić, że tu cokolwiek rozgrywa się na serio. Na nieprawdopodobieństwo czy absurdalność sytuacji pisarz zawsze może odpowiedzieć, że to powieść, fikcja literacka. I na tyle to fikcja, że tylko nieistotne dla scenariusza elementy – np. szczegóły scenografii – ocierają się o historyczne realia.[2] Tylko dekoracje w tej awanturniczej fiction przypominają znaną nam rzeczywistość. To są jedyne wymiary świata rzeczywistego.[3] Z kolei liczne postaci opowieści, w tym głośni współtwórcy French Theory, to tylko nominały. Ich działania i motywy tu prezentowane są obiektem swawolnej konfabulacji na tle fikcji świata zdarzeń.
Motyw fikcjonalizowania na tle wspomnianych dekoracji, daje efekt surrealistyczny. Jednocześnie, to próba uchwycenia głębokich wymiarów współczesnego świata. A nie jest on taki jaki wynika z tradycyjnego fabularyzowania, znanych nam motywów i sensów. Binet w efekcie dworuje z wiary w dobre intencje polityków, filozofów, duchowych guru współczesnej kultury. Ich wartości to symulacje konferencji, konstrukty retoryki i moce perswazji zawarte w oracjach w Logos Club. Pobudki, zamiary i działania gwiazd życia publicznego są niskie, trywialne, pozorowane. Rzeczywistość to nie wielkie i głośne problemy ludzkości, lecz kuluarowa gra instynktów, bój o osobiste przewagi medialne, seks i narkotyki. W rzeczy samej na pierwszym planie jest kuluarowa wojna instynktów, a za kulisami problemy French Theory.
Powieściowy odpowiednik Bineta Simon Herzog, pomocnik komisarza Bayarda ds. środowiska Barthes`owskiego i semiologii, doktorant w domenie literatury współczesnej, to pracownik podparyskiego uniwersytetu w Vincennes. Prezentował na wykładzie m.in. semiotyczne interpretacje opowieści o Bondzie a na okoliczność współpracy z komisarzem -sytuacje spotykane na szlakach śledztwa w sprawie śmierci Rolanda Barthesa. Zastanawiam się, czy o którymś z nominalnych bohaterów swej opowieści wygłosiłby Binet cykl wykładów? A więc o – dziadku, jak się go nazywa w powieści – Romana Jakobsona, autorze notatki o zagadkowej siódmej funkcji języka, Michelu Foucault, Johnie Searle`u, Jacques`u Derridzie, czy Julii Kristevej. A może o Luisie Althusserze czy Umberto Eco? Wizja humanistyki z czasów sukcesów French Theory jaka wyłania się z Siódmej funkcji języka, to nie tyle zrewoltowana humanistyka, ile barwna obyczajowo grupa towarzyska.
[1]Kolejne książki przynoszę mu wielkie splendory. Nie wymieniam ich tu. Każdy może przeczytać na stronach choćby francuskich, czy angielskich wersji wikipedii, mediów wszelkiego rodzaju.
[2] I tak mówi w rozmowie: https://www.youtube.com/watch?v=hwRJPg7XhyQ. Zwłaszcza o relacji między postaciami jakoby rzeczywistymi, czy rzeczywistymi a bohaterami powieści jakoby realnymi figurami życia intelektualnego Francji i nie tylko. Zob. fragment między 7, 40 a 10, 30 minutą nagrania. Ciekawie m.in. o powieści Bineta traktuje Petr Kyloušek: Mentir vrai? Le septième fonction du langage de Laurent Binet, „Echo des études romanes”, XIII/2. 2017.
[3] Z przyjemnością bytujemy z bohaterami w znanych nam miejscach w Paryżu, Bolonii, Neapolu, czy w Cornell University, jeśli nam znanych. Nieistotne dla spraw zasadniczych i zdarzeń szczegóły są wierne „topograficznie”. Scenograficzne” detale grają swoją rolę w nieustannym myleniu czytelnika co tu jest rzeczywistością a co konfabulacją. Mało tego, realistyczne drobiazgi, przypominają ich rolę w narracjach powieściowych, na które wskazywał Barthes – napomykając m.in. o barometrze u Flauberta – w słynnym szkicu: L`effet de réel (Communications, 1968). I tak, opis gabinetu prezydenta Valéry`ego Giscarda d`Estaigne w ujęciu powieściowym Bineta (par. 20) przypomina właśnie taki zabieg narracyjny. Binet, tj. Simon Herzog, popisuje się semiotycznymi jakoby analizami gabinetu prezydenta Francji. Traktując obecne tam przedmioty jako świadectwa aktywności, intencji i cech charakteru gospodarza. Zdaniem Barthesa – jak sądzę – Flaubert w odruchu pisarskiego geniuszu konstruuje wrażenie autentycznej rzeczywistości wraz – właśnie – z wiarygodnymi szczegółami. Działa na świadomość i podświadomość czytelnika. Z kolei, Binet tę strategię realizuje jako semiologiczną analizę szczegółu po to, aby ukazać ewentualną jej płodność interpretacyjną per se, a także ewentualnie ubocznie przydatną jakoby dla prowadzonego, wspólnie z Bayardem, śledztwa. Jak dla mnie, paragraf ten, jak i w ogóle książka, to popis utalentowanej, przewrotnej i bałamutnej pisarskiej wyobraźni. Na sub- lub meta- poziomie myśli to diagnoza współczesnej polityki, nauki (humanistyki), mediów, kultury masowej…


